Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)


boso odziani w łachmany 
jak polne strachy 
bez zegarka i kompasu 
wyruszmy w świat 


by podobnie jak one 
wiatrem się czesać 
rosą obmywać stopy 
mgłą dłonie i twarze 


a gdy ona opadnie 
uśmiechnąć się do 
słońca i nie myśląc 
o czasie udać się dal

po drodze upajać 
wzrok i słuch tym
z czego codzienność 
nasza nas okrada


 
 


Płeć: Mężczyzna
 
Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ważna i piękna treść uświadamiająca nam nasze oddalenie od "naturalnego zycia".., i ważna zawata w niej zachęta do powrotu do niego. Podoba mi sie też język wiersza i obrazowanie,  jedynie może sformułowała bym konsekwentnie całą wypowiedź w bezokoliczniku,   pozbywając sie w ten sposób powtarzających się "by" . Wyglądałoby to tak:

 


boso odziani w łachmany 
jak polne strachy             (usunęłam "tak")
bez zegarka i kompasu 
wyruszyć w świat            (zamist "jutro wyruszymy")


podobnie jak one           (usunęłam "by")
wiatrem się czesać 
rosą obmywać stopy 
mgłą dłonie i twarze 


a gdy opadnie                (usunęłam "ona")
uśmiechnąć się do 
słońca i nie myśląc 
o czasie udać się dalej 
 
po drodze upajać          (usunęłam "by")
wzrok i słuch tym           (zamiast "czymś")
z czego codzienność 
nas okrada                       (usunęłam "nasza")
 
 
Jak widzisz, nalazłam jeszcze kilka innych, chyba zbędnych słów, ale zdecydujesz oczywiście sam, czy bez nich jest w Twoim pojęciu lepiej, to tylko propozycja. :) Pozdrawiam.
Edytowane przez duszka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Twoja wersja poprawek jest lepsza, szczególnie "wyruszmy" w pierwszej zwrotce  bardziej  mi się podoba, niż moja propozycja, bo podkreśla wezwanie :) Cieszę się, że jesteś zadowolony i dziękuję za uśmiech, który odwzajemniam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Aj u woła miska, taksi Małowuja 
    • No, geju, Wanesa bada basen. A wuj Egon?
    • Noc nie doczekała zbawienia gwiazd utonęły w purpurze pocałunku oddech osiadł na krawędzi spojrzeń z delikatnością wyszeptanych łez a latarnie z gracją spacerowały alejami prowadząc nas bezpiecznie do domu i czarując zapachem bzu.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Gortatów dom wakacji” – 3 Z cegielni bandycko szedłem, jak w horror-filmie, z karabinem na plecach i Micholem przy mnie. Na wysypisko śmieci, gdzie szczurów tysiące – było ich tam tak dużo, jak kwiatów na łące. Uciekały stadnie, w śmieciach się chowając, a ja, terminator, na ślepo w nie strzelając. Z rozważaniem dziecka, że zła nie uczyniałem, poparcie dorosłych za dobre uważałem. Pamiętam sikorkę piękną z czubka topoli – jednym pociągnięciem... Do dzisiaj mnie to boli. Krzykliwej, wielkiej wrony też już nie zapomnę, pięć śmiertelnych śrutów – wyrzuty wiekopomne. Inaczej świat ludzie jeszcze wtedy widzieli, bo w tym świecie niewiele jeszcze rozumieli. Gdzieś świtało mi w głowie, że może źle robię, lecz mądrością dorosłych tłumaczyłem to sobie. Nieopodal śmietniska stawy piękne były, wykopane przez cegielnię dla glinianej bryły. Duże, głębokie, na bieżąco wybierane, po latach, w następstwie, śmietniskiem zapełniane. Ale przez te lata, gdy na śmieci czekały, przepiękną naturą wokół się otaczały. Z drzewami na brzegach tworzyły się azyle – mieszkały tam zwierzęta, ptaki i motyle. I kwitło tam życie, jak na brzegu, tak w wodzie. Dla dziecka – to bajeczne wakacje w przyrodzie. Latem tam zbierałem maślaki i czerwonki, i kozaki wzdłuż brzózek zakwieconej łąki. Pamiętam moje pierwsze próby wędkowania – zostawiony samemu do tego zadania. Usadowiony w deszczu nad brzegiem glinianki, z bambusową wędką oglądałem kijanki. Wujek Tadek poszedł, miał coś do załatwienia. Sam siedząc patrzyłem w spławika poruszenia. I nagle coś wzięło, i się coś zahaczyło, i jakoś w tataraku żyłką się zaczepiło! Ja, mały nieborak, a glinianka głęboka. Żeby wyjąć mą rybkę, chciałem zrobić kroka. Po kolana już w wodzie – poślizgiem jadę w dół! Szczęściem nagle poczułem, że ktoś łapie mnie wpół. Wujek właśnie nadszedł, wędkarzyka pochwycił. Po pas zamoczony, chrzest wędkarski zaliczył. Takie to było moje pierwsze wędkowanie i pierwsze, w ryzyku, mojej rybki złapanie. Tak to dzień ten pamiętam sześćdziesiąt lat później, widziany okiem dziecka, pamięci dziś już luźnej. Odległe wspomnienia z pewnością też szwankują, może coś dodają, a może coś ujmują? — cdn. Leszek Piotr Laskowski
    • @APM - @Leszek Piotr Laskowski - @Poet Ka - @Leo Krzyszczyk-Podlaś - @Benjamin Artur - dziękuję -
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...