Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

życie mamy tylko jedno

zaś dróg  jest wiele

jedne szczują kłamstwem

drugie uczą prawdy

 

musimy zaryzykować

jedną z nich wybrać

jej woli się poddać

nie zawracać

 

tak moi drodzy to nie są

głupie żarty - one nie

mają drogowskazów

więc może pobłądzimy

 

ale cóż moi mili nie ma

co biadolić bo życie tak

działa - gdy się pomylimy

musimy z tym żyć

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Przedstawiłbym swoją opinię, lecz głowa po godzinach pracy w nocy nie pracuje na tyle poprawnie, aby się tego podjąć. ;) Ze swojej strony napiszę tylko, że mi się podoba. Być może dlatego, że, w moim odczuciu, jest zadziwiająco lekki. Jedyne, z czym mam delikatny problem, to:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

oraz

Pozdrawiam.

Edytowane przez Gedeon_B (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Waldku,

obce mi to podejście, uwagę mam w innym punkcie. Nie drogi są wyzwaniem, ale to, jak sobie z nimi radzimy. Ale to Twój zakres przemyśleń i doświadczeń, i tak może być. Co do formy - podobnie jak Gedeon, czytam powtórzenia. 

Może skondensować trzecią zwrotkę jak poprzednie, do czterech wersów? 

Pozdrawiam, bb

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam  w ten ponury pogodowo dzień -  masz racje chyba się nie dowiemy.

Dziękuje że byłeś.

                                                                                                                                           Pozd.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  dziękuje za serduszko czytanie i szczery komentarz - zobaczę co da się 

zrobić z tym o czym wspomniałeś.

                                                                                                                                     

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj   -   miło cię widzieć za co dziękuje - a trzecią lekko zmieniłem

i mam nadzieje że na dobre.

                                                                                                                              Serdeczności życzę

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...