Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wybacz, ale takie 2 wersówki nie podobają mi się!!To ewentualnie może być motto, ale w tedy trza o tym napisać, a tak to na minus bo 2 wersy mówią za mało zdecydowanie a zwłaszcza w tym "wierszu"
Pozdrawiam

Opublikowano

Wg mojej koncepcji wiersz powinien mobilizowac do myslenia, uchylac rombek tajemnicy, zastanawiac... Moj wiersz nie mowi wszystkiego, nie, on prawie nic nie mowi, on nakreśla pewne uczucie (wiesz jakie?) - sygnalizuje.
Pozdrawiam i dziękuję za pierwszy komentarz!

Opublikowano

Nie? Oj, tio kiepsko z myśleniem (żartuję, oczywiście ;-)). Ja lubię subtelną poezję, gdy mam ochotę poczytać o bólach, mękach, cierpieniach opisanych wprost, bez żadnej 'woalki' to biorę się za poezję barokową ;) ALe wiesz, następnym razem spróbuję opisać uczucie w większej ilości słów (może masz rację, kto wie...?). Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm, te dwa wersy to za mało, żeby robić z czystym sumieniem i bez duuuużego cienia wątpliwości własną interpretację, bo można w te dwa niewiele mówiące wersy "włożyć" bardzo dużo... to byłoby dobre jako część większej całości, może początek. Cóż - wszyscy uczymy się na komentarzach innych :) Pozdrawiam

Nieśmiertelności życzy - Nieśmiertelny
Opublikowano

Hmmm dla tych, którzy wątpią w istnienie i sens "krótkiej" poezji polecam wiersz Ryszarda Krynickiego "Biała plama", który w ogóle pozbawiony jest słow, oprócz tytułu ma się rozumieć...i jak widać interpretacji wiersza jest mnóstwo- zależy to od odbiorcy. I treść albo jej brak wcale nie ujmuje utworowi sensu czy logiki, ale jest świadomą próbą działania na wyobraźnię czytelnika. Tak więc w poezji żadnych kryteriów nie ma jeśli chodzi o ilość :). Utwór musi mieć duszę, nwet jeśli nie jest ona w postaci kilku znaków na papierze. POZDRAWIAM

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...