Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

napisał do nieba  list który szybko wrócił

na kopercie zostało napisane 

takiego adresu nie ma

 

więc sobie pomyślał co tu jest grane

przecież adres  podałem mało tego

dopisałem że tuż za gwiazdami

 

przecież to niemożliwe  żeby  całe życie

kościół mnie oszukiwał  tak mu ufałem

a jednak mnie zawiódł

 

teraz siedzi zawiedziony nadzieje stracił

że ci bliscy odpiszą  - na ciebie czekamy

jest dla ciebie miejsce

 

wiem  ktoś mu zarzuci więcej bracie wiary

ale on już więcej nie  pozwoli  by  inni

robili  z niego durnia 

 

najwyżej umrę i będę  tam gdzie pochowają

nie będę kombinować że gdzieś tam 

w niebie może jest lepiej

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Waldemarze, wiersz pełen goryczy i rozczarowania. Nic dziwnego, bo kapłani od prawieków oszukują ludzi, opowiadają bajki, żeby utrzymać ich w ryzach i ciągnąć z tego korzyści.

Ale chyba trochę za szybko wrzuciłeś tu wiersz - bez korekty.

 

list do nieba napisał który szybko wrócił - "napisał, który szybko wrócił" - to oznacza, że wrócił ten, który napisał; czy o to chodzi w tym wersie? - bo z wiersza wynika, że to list szybko wrócił - a więc jest tu błąd gramatyczny; należałoby przestawić słowa: napisał do nieba list który szybko wrócił

na kopercie pisało chyba się pomyliłeś - forma: pisało na czymś, pisało, że itp. jest nieprawidłowa - powinno być: napisano, było napisane, zostało napisane

takiego adresu nie ma

 

więc sobie pomyślał co tu jest grane

przecież adres  podałem mało tego

dopisałem że tuż za gwiazdami

 

przecież to niemożliwe  żeby  całe życie

kościół mnie oszukiwał  tak mu ufałem

a jednak mnie zawiódł

 

teraz siedzi zawiedziony nadzieje stracił - powtórzenie: zawiódł - zawiedziony

że ci bliscy odpiszą  - na ciebie czekamy

jest dla ciebie miejsce

 

wiem  ktoś mu zarzuci więcej bracie wiary

ale on już więcej nie  pozwoli  by  inni

robili  z niego durnia 

 

najwyżej umrze  i będę  tam gdzie pochowają - błąd - niezgodność form czasownika: umrze - będę (nie będę); całość wiersza pisana jest w 3 osobie, więc warto zapisać też i ostatnią strofę w tej formie

nie będę kombinować że gdzieś tam

w niebie może jest lepiej

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj  -  miło cię widzieć - coś niecoś   poprawiłem  - dziękuje bardzo.

                                                                                                               Udanego wieczoru życzę 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam  -  dziękuje Andrzeju za czytanie i piosenkę  -  miłe to wszystko.

                                                                                                                                     Pozd.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam serdecznie  -  cieszy mnie twoje podobanie  które jest miłe.

A za serduszko uśmiech przesyłam oraz za głos.

                                                                                                                Ciepełka i uśmiechu życzę

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka Jest taki wiersz Alicjo, Danuty Wawiłow "Kałużyści" I chociaż to dla dzieci, podejrzewam, że możesz znać. Tak myślę, bo po Twoim wierszu nie da się nawet inaczej myśleć ;) Też kiedyś kałużystą byłem i to zatwardziałym, bo do dziś pamiętam jaki łomot ścierą dostałem za zrobienie "orła" w błocie, dla koleżanki z przedszkola. Kałuża niestety już trochę wyschła, ale JAKIE niebo w jej oczach byłooo też pamiętam do dziś ;) Pozdrawiam. Już od rana na podwórzu wśród patyków i wśród liści przycupnęli nad kałużą pracowici kałużyści. Wygrzebują brud z kałuży, niech kałuża będzie czysta ! Pełne ręce ma roboty każdy dobry kałużysta ! Rękawiczką i chusteczką dwóch błocistów chodnik czyści. Obrzucają się szyszkami bardzo dzielni szyszkowiści. Dwie kocistki pod ławeczką cukierkami karmią kota... Świątek, piątek czy niedziela na podwórku wre robota !
    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...