Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

sto dwadzieścia trzy i sto

.

Sto dwadzieścia trzy lata niewoli

- sto od wyzwolenia.

Nie umiemy wyjść z cienia

sarmackiej swawoli.

 

I nic się tu nie zmienia ...

Opublikowano

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Biel z czerwienią.
Jednia.
Przez wieki i po wieki.
Dla Narodu
"opończa ode dżdża".
.
Swojska, bo polska.
Otula nas w cierpieniu.
Budzi radość i dumę.
.
Nie wolno rozmieniać Jej
na drobne gesty.
Jednoczmy się pod nią
i dla Niej ...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 
mokre chodniki
obsypane liśćmi drzew
- jesienna pora
Opublikowano

Rolnik z miejscowości Babinek

chciał uprawiać zioła - w tym kminek.

Zamówił nasiona w sklepie

- sklepowy zna się najlepiej.

Wyrosła mu ... gęstwina trzcinek.

Opublikowano

Kim ty jesteś?

- pierwszym sortem

Jaki gest twój?

- butem w mordę

Gdzie przebywasz?

- wśród kiboli

Co cię cieszy?

- gdy go boli

Co masz w ręku?

- kawał kija

Jak użyjesz?

- dam mu w ryja

Komu służysz?

- politykom

Dzięki czemu?

- narkotykom

Kto je daje?

- oni sami

Jak ich nazwiesz?

- są chamami ...

Opublikowano (edytowane)

Mt 20,1-16 -

z Ewangelii według św. Mateusza - "Tak właśnie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi"

 

(...) a miało być tak dostojnie - zapewniał gospodarz
uroczystych obchodów stuletniej rocznicy.
Zarówno on sam, jego urzędnicy
roztaczali - jak zwykle - fantazji miraże.

 

Jakimże to mianem należy określić
pana domu goszczącego wielu zacnych gości,
który to daje dowód swej nieuprzejmości,
pomijając na wstępie powitanie tego,
który wśród innych osób znaczy bardzo wiele?.

 

Posadzony gdzieś w kącie, czyż nierozpoznany?

 

Takim słowom uwierzą jedynie prostacy,
do których też zaliczyć należy i tego,
który swoją postawą wciąż światu dowodzi
że słuchać musi wodza, aby innym szkodzić (...)

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Walenty żenił się w Baborowie

- przed ślubem łyknął nieco na zdrowie,

poprawił drugą szklanką,

no i razem z wybranką

zamiast w kościele, znalazł się w rowie ...

Opublikowano

polana w parku

w barwach wczesnej jesieni

- sójka na planie

~~~

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

- rozmowa z samym sobą -

~~

Zwątpienie, zniechęcenie - oto znane wszystkim

powody `zdołowania` naszej świadomości.

Dopóki w niej energia znowu nie zagości,

będziemy jak to drzewo, co z ostatnim listkiem

sterczy jesienną porą, pośród jodeł blasku.

 

My zaś, czujący w oczach gryzącą moc piasku,

nie dostrzegamy wokół roześmianych oczu,

które to świat życzliwy pewno zauroczył

tchnieniem pogody ducha, serc nowym marzeniem.

 

Oby w nas jak najszybciej owo dopełnienie

spłynęło, wypełniając oblicza radością

- i niech od dziś kieruje naszą świadomością,

aby wnieść te wartości w nowe pokolenie ...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jesienne pejzaże – sroka

Rodzina krukowatych - w tym także i sroki,

swoją inteligencją wśród innych przewodzą.

"Test lustra" - jedyne pośród ptaków zdały

co już stanowi o nich, że mądre się rodzą.

 

Ciekawymi są bardzo dla nich nowe rzeczy,

szczególnie te błyszczące, co lśnią w słońca blasku.

Nie dość, że je ukradną - zaniosą do gniazda;

przy tym jeszcze narobią bardzo wiele wrzasku.

 

 

Chcą je zobaczyć z bliska, nie dziwmy się zatem,

jak "sprzed nosa" nam znikną lusterko czy spinki.

Są w tym podobne bardzo oswojonym małpkom

lub - co tu gadać bajdy - do małej dziewczynki.

 

 

Goście, co przybywali niegdyś powozami,

których koła drewniane obite żelastwem

błyszczały już z daleka - powodując larum;

jak też inne błyskotki, wpięte tam ze znawstwem.

 

 

Jest to więc tłumaczeniem zapowiedzi gości

skrzekliwym głosem sroki siedzącej na płocie.

Która oznajmia innym o swej ciekawości;

co to takiego błyszczy z daleka w pozłocie.

Dopisek

Jest również określenie przy pewnym deseniu
że "srokaty", no właśnie - skąd ono się bierze
Niektórzy je mianują "pstrokatym" - co znaczy
jedno to samo przecież - w przeróżnej literze.

I teraz mi powiedzcie - czy sroka od miana,
czy też ta nazwa właśnie od sroki pochodzi.
Jest to zagadka dla mnie wciąż nierozpoznana;
chociaż - czy tak czy owak - a co mi to szkodzi? 


I tyle mojej bajki - pisanej tak "z buta" 
około siódmej rano z niebem zachmurzonym. 
Jeśli z tego zaś wyszła niechciana "poruta" 
- proszę to zniszczyć, wyciąć; a nie być wkurzonym -

Opublikowano

- poranne rozważania znudzonego emeryta -

~~~

Mgła spowiła dziś rankiem moje okolice
- parą wodną zgęszczoną, co w powietrzu wisi
- myśli czarnych natłokiem mnie ogarniających,
bez ważnego powodu, znudzonego trwaniem ...

 

Wyznaczę sobie zatem nowe dziś zadanie
- wyjechać do lasu ... hen ... z dala od miasta,
by tam przemierzać ścieżki wiodące w gęstwiny,
nie słuchać wiadomości, nie pleść głupstw znów w necie
- co i wy zapewne z ulgą też przyjmiecie ...

 

Piszę to na bieżąco - dziś - ósma piętnaście,
zjem więc jakieś śniadanko, spakuję plecaczek
- tam woda w buteleczce, aparacik foto ...
... no i hajda - przed siebie - autem - nie piechotą.

 

Gdy dojadę na miejsce, wezmę koszyk w rękę
- bo a nuż grzyb się trafi? Tak zwalczę udrękę ...

Opublikowano

No i powróciłem po dwóch godzinach pobytu w lesie. "Głowy nie urywa", ale dokładnie - bez "picowania" - 11 szt. kani i 23 podgrzybki / maślaki (osobno nie liczyłem). Teraz jedynie cebulka, tłuszczyk - smażenie / duszenie - przyprawy i koniecznie ... flaszka 40%. To dla "zdrowotności". 
Pozdrawiam i już widzę, jak Wam leci ślinka ...

Opublikowano

Pewnemu młodzieńcowi z Babinka

guza nabiła panna Krystynka.

Chciał jej odebrać cnotę

na środku wsi, pod płotem

- a nie postawił jej nawet winka ...

Opublikowano

Dzięki wam, mrówki ...

Przysiadłam dziś na belce

zadowolona wielce

- że nogi spoczną nieco.

 

Tymczasem mrówek mrowie

w sobie znanym sposobie

znalazło się pod kiecą.

 

To było poza domem,

a ja ze swoim sromem

nie wiem, jak je wypędzić.

 

Tymczasem całe ciało

od ukąszeń gorzało

- strasznie zaczęło swędzić.

 

Na środku tej ulicy

nie zdejmę przecież kiecy

by je pogonić z siebie.

 

Zaszłam więc do sąsiada

nie po to, by pogadać

- lecz zrobić to, co trzeba.

 

Sąsiad "miał na mnie oko"

- otworzył drzwi szeroko,

by mi przychylić nieba.

 

Oj działo się tam, działo,

gdy sąsiad swoją "pałą"

ganiał po moim ciele.

 

Mrówek banda uciekła

a ja pójdę do piekła

- za co? Nie powiem wiele ...

~~~

P.S - z opowiadań znajomej ...

Opublikowano

Znany wszystkim chłoptaś z Baboszewa

spadł "na glebę" prosto z gruszy drzewa.

Potłukł się "uczciwie"

- bo to sprawiedliwie.

Grusza sąsiada, no a on ... zwiewa

Opublikowano

- oddechem wspomnień ...

bieszczadzka jesień

wilgotnieje w kolorach liści

splątanych w dywany

 

zamglona Tarnica

przyzywa tajemną siłą bezgłośnych pragnień

wznoszących się coraz wyżej

ku wschodzącemu słońcu

 

niedźwiedzie ukryte w legowiskach

oczekują rychłej zimy i nowego potomstwa

 

zegar natury bezustannie odmierza czas przemian ...

~~~

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

HAŁAS

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~
Decybelem
hałas dyszy
dławi uszy
- brak im ciszy.
Wchodzi głębiej
aż do głowy
- taki właśnie
hard rockowy.

Na ulicy
czy w fabryce
już czyhają
`hałaśnice`
Grają różne
ważne role.
Ciszy nie ma
nawet w szkole.

Nasze nerwy
jak rzemienie
są napięte.
Łez milczenie ...
A wieczorem
u sąsiada
telewizor
głośno gada.

Już nie znajdziesz
miejsca z ciszą.
Nawet do snu
cię kołyszą
dźwięki wody
co przepływa
gdzieś rurami
- gadatliwa ...

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Abstynent Walenty z Baboszewa

ciągle po nocach omamy miewa.

Lekarz niezmiernie zdziwiony

skąd biorą się te mamony.

Za kołnierz Abstynent ... nie wylewa.

.

P.S - jak łatwo się domyśleć, Abstynent to jedynie nazwisko Walusia ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

zachodzące słońce

odbite w lustrze Bałtyku

- mocarne światy

  • Ostatnio w Warsztacie

    • 1.0

      jestem miastem którego nie zbudowano wczoraj

      ale jeszcze nie stało się miastem widmem

       

      pamiętam jeszcze dawne nazwy ulic

      wiecznie głodne ikarusy i liście

      i światła rozcinające szarość

      jak kartki książki -  kupowało się

      bo rzucili

       

      okna bloków nadal ktoś myje od wewnątrz

      znajomy nieznajomy

      narzeka czasem na ból kręgosłupa

       

      moich ulic świt już nie obmywa

      zapachem kawy

      ale do wieczora zostało jeszcze kilka godzin

      i na chwilę się przejaśniło

       

      2.0

      przez starówkę chciałabym chodzić

      zawsze z zamkniętymi oczami

      i tylko dotykiem albo zapachem

      rozpoznawać znajome znaki

       

      restauracyjny ogródek

      zapełniony tak mniej więcej w połowie

      ostatniego gościa bardzo się boję

       

      na szałwii w donicy

      niektóre kwiaty w pąkach

      inne w pełnym rozkwicie

      a są i takie, które zaczęły otrzepywać się

      z suchych płatków

       

      jeden ze stolików

      obsiadła gromadka wróbli

      skaczą po pustych talerzykach

      wydziobują okruchy szarlotki po tych

      którzy już zapłacili rachunek

      i wyszli

       

      3.0

      jestem miastem podobnym

      do wielu innych

       

      lubię patrzeć na ludzi

      jak na fotografie z młodzieńczych podróży

       

      wchodzą

      wychodzą

      idą

      wracają

      pamiętają

      zapominają

      gubią

      odnajdują

      spokój

      niepokój

      pokój z tobą

      powtarza wieża kościelna

       

      galerie handlowe wsysają tłum jak plankton

      trzaskają drzwi sieciowych knajp

      nie nadążam z liczeniem wahnięć i rozbłysków

       

      w tej dreptaninie podekscytowani przechodnie

      wiją swoje gniazda

      na których mój wzrok się zatrzymuje

      a potem sprowadza deszcz

      albo bicie dzwonu

       

      zielsko wyrasta ze spękań w miejskich murach

      jeśli chcesz nadaj mu moje imię

      również takie jakie chcesz

       

      bliżej mi do wagabundy

      niż do tubylca

      nawet jeśli teraz jedynie słowa wsadzam

      do cyfrowych samolotów

      i posyłam w świat

       

      4.0

      moje odbicie czasem możesz zobaczyć

      w akwarium sklepowej witryny

      gdy latarnia oświetli ją w odpowiedni sposób

       

      czasem lipa na przystanku tramwajowym

      położy ci pod nogi mój cień

      cudownie pomnożony przez podmuchy wiatru

      dogasający zapach przemknie przez głowę

      na tyle mocny że poczujesz

      na tyle lekki że nawet nie zarejestrujesz go

      w świadomości

       

      o szarej godzinie za bramkami metra

      spotkasz mnie wśród wielu moich sobowtórów

      prawdziwych lub zmyślonych

      żywych lub martwych

      tylko że oni tam

      a ja już z powrotem

       

      a jeśli podniesiesz z chodnika pięciozłotówkę

      i zaczniesz się zastanawiać - kto zgubił

      to na pewno będę ja

       

      5.0

      miasto jest moim

      signifiant

       

      ale sens sięga dalej

      niż zajezdnie

      peryferie

      zaplecza

       

      rozjeżdża się w nie wiadomo jakich kierunkach

      kopci w zaułkach sumienia

      nawołuje z bilbordów promocją na

      carpe diem lub memento mori

       

      ciężko mi dzisiaj

      nie mogę dojść do ładu

      z plątaniną ulic

      zbiegających się we mnie

      w bolesny węzeł

      raz po raz

       

      pory roku

      wytrzepane z mojej kieszeni

      są takie bezdomne

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 1.0 jestem miastem którego nie zbudowano wczoraj ale jeszcze nie stało się miastem widmem   pamiętam jeszcze dawne nazwy ulic wiecznie głodne ikarusy i liście i światła rozcinające szarość jak kartki książki -  kupowało się bo rzucili   okna bloków nadal ktoś myje od wewnątrz znajomy nieznajomy narzeka czasem na ból kręgosłupa   moich ulic świt już nie obmywa zapachem kawy ale do wieczora zostało jeszcze kilka godzin i na chwilę się przejaśniło   2.0 przez starówkę chciałabym chodzić zawsze z zamkniętymi oczami i tylko dotykiem albo zapachem rozpoznawać znajome znaki   restauracyjny ogródek zapełniony tak mniej więcej w połowie ostatniego gościa bardzo się boję   na szałwii w donicy niektóre kwiaty w pąkach inne w pełnym rozkwicie a są i takie, które zaczęły otrzepywać się z suchych płatków   jeden ze stolików obsiadła gromadka wróbli skaczą po pustych talerzykach wydziobują okruchy szarlotki po tych którzy już zapłacili rachunek i wyszli   3.0 jestem miastem podobnym do wielu innych   lubię patrzeć na ludzi jak na fotografie z młodzieńczych podróży   wchodzą wychodzą idą wracają pamiętają zapominają gubią odnajdują spokój niepokój pokój z tobą powtarza wieża kościelna   galerie handlowe wsysają tłum jak plankton trzaskają drzwi sieciowych knajp nie nadążam z liczeniem wahnięć i rozbłysków   w tej dreptaninie podekscytowani przechodnie wiją swoje gniazda na których mój wzrok się zatrzymuje a potem sprowadza deszcz albo bicie dzwonu   zielsko wyrasta ze spękań w miejskich murach jeśli chcesz nadaj mu moje imię również takie jakie chcesz   bliżej mi do wagabundy niż do tubylca nawet jeśli teraz jedynie słowa wsadzam do cyfrowych samolotów i posyłam w świat   4.0 moje odbicie czasem możesz zobaczyć w akwarium sklepowej witryny gdy latarnia oświetli ją w odpowiedni sposób   czasem lipa na przystanku tramwajowym położy ci pod nogi mój cień cudownie pomnożony przez podmuchy wiatru dogasający zapach przemknie przez głowę na tyle mocny że poczujesz na tyle lekki że nawet nie zarejestrujesz go w świadomości   o szarej godzinie za bramkami metra spotkasz mnie wśród wielu moich sobowtórów prawdziwych lub zmyślonych żywych lub martwych tylko że oni tam a ja już z powrotem   a jeśli podniesiesz z chodnika pięciozłotówkę i zaczniesz się zastanawiać - kto zgubił to na pewno będę ja   5.0 miasto jest moim signifiant   ale sens sięga dalej niż zajezdnie peryferie zaplecza   rozjeżdża się w nie wiadomo jakich kierunkach kopci w zaułkach sumienia nawołuje z bilbordów promocją na carpe diem lub memento mori   ciężko mi dzisiaj nie mogę dojść do ładu z plątaniną ulic zbiegających się we mnie w bolesny węzeł raz po raz   pory roku wytrzepane z mojej kieszeni są takie bezdomne
    • @vioara stelelor 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To prawda, ale są sytuacje w których  nie wolno nam się  kłócić w imię wyższego dobra.  Pozdrawiam  :)
    • Opuścić własny umysł, pozostawić własne ciało. Poza stanem milczącego czekania. Poza światem, ludźmi i ich poradami. Nie potrzebuję porad, mój osobisty tragizm polega na tym że wiem co każdy mi powie. Sam to sobie mówię. Mimo to nie potrafię wyrwać się ze stanu przyjemnego zatracenia.
    • @hollow man Dusza? a ja to sobie dziś sprowadzę do teorii znaku. Zniszczyć sens a potem go odtworzyć. Zbawić się nie da, bo język nie zbawia, on tylko porządkuje, scala to, co bezdomne z tym, co się pomyślało.   (jeżeli dziś bredzę bez sensu, to dlatego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc)
    • @vioara stelelor fajnie, że to zauwazyłaś. Rzeczywiście świetnie pasuje! To pewnie intuicja mi takie literówki podpowiada...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...