Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

RACHUNKI TU I TERAZ ...
~
Każdego, według zasług - tak Pismo powiada,
osądzi Władca Niebios stosownym wyrokiem.
I co nam z tego przyjdzie, gdy pod naszym bokiem
rośnie obłudy posiew, wprost Ojczyzny zdrada?

 

Takie "mydlenie oczu" przy poczesnym zysku
stosuje dziś zbyt wielu. Tym, znanym nazwiskom
najwyższy czas powiedzieć - idźcie precz, do czarta!!!

 

Wasza praca "od podstaw" dla nas nic nie warta ...
~~~

Opublikowano

medytacje o zmroku ...


Wiele serc wyziębionych chłodem wszechobecnym, 
ogarniającym coraz to nowe przestrzenie 
życia w naszej krainie, tak zacnej przez wieki ... 

Bóg, Honor i Ojczyzna jeno pustosłowiem, 
głoszonym na użytek osiągnięcia władzy 
osobom, których żądze ku bogactwu dążą 
dla siebie, swoich bliskich, bez żadnych skrupułów. 

Tak dalej być nie może. Tu żadnych szczegółów 
nie zamierzam przedstawiać, jam na to za głupi. 

Wiem jedynie, że na nas ten ich gwałt się skrupi, 
jeśli nie rozpoczniemy myśleć według własnej woli. 

Taką potrzebę widzę. Stare serce boli, 
gdy widzę, co się dzieje przez ostatnie lata. 

Polak wprost nienawidzi swego przecież brata ... 

Jedyny dziś ratunek w zaprzestaniu wszelkim 
dowodzenia swych racji z niedawnej historii. 

Trzeba powiedzieć - basta!!! I zacząć od nowa 
budować przyszłą Polskę, już bez wypominków 
kto kiedy, przeciw komu i w jakim to celu. 

Szanując swe legendy. Nawet o Popielu ... 
~~~

Opublikowano

Pytanie retoryczne

 

Mija styczeń, zaraz luty

- po nim marzec. Koniec zimy,

lecz na razie się męczymy

z lodem, śniegiem, no i chłodem ...

 

Moim lekiem wódka z miodem

i herbatka z ziół wszelakich,

gdy dopadną mnie oznaki

przeziębienia wraz z katarem.

 

Jestem już chłopiną starym,

więc okłady z jędrnych piersi

nie należą się takiemu ...

 

Ale czemu ...?!!!

Opublikowano (edytowane)

Wieczór samotnego emeryta 

 

... zimne noce, zimne dzionki

- gdzie te maje i skowronki,

co radują swoim śpiewem wielu z nas?

 

Kaloryfer ledwo grzeje

- jeno w flaszce mam nadzieję;

co rozgrzewa moje kości raz po raz ...

 

Czy jest grzechem, sam już nie wiem

- bo w tych dniach i z moim śpiewem

zbytnio trzeźwym to nie jestem, wierzcie mi.

 

Lecz ratować się wypada

- więc zapukam do sąsiada,

może właśnie jego żona sama śpi ...

 

On wyjechał w delegację

- więc pomyślcie (tu dam spację)

i zakończę na tym dzionek

~~..~~..~~..~~..~~..~~..~~...........

(jestem wesół jak skowronek - pisał Bronek)

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Poranek samotnego emeryta

 

Budzisz się - wokół ciemno - a spać już dłużej nie chcesz,

chwila ta nieprzyjemną - pragnienie gardło łechce,

więc sięgasz przymuszony po napój, co masz w szklance

- spoglądasz na zasłony (lub wzorki na firance)

i wiesz, że jeszcze żyjesz - bo pobolewa ciało ...

 

A z ciałem również dusza - niewiele jej zostało,

by do podróży gwiezdnej sposobić się powoli ...

 

Lecz dość tych utyskiwań!!! "Trza" wstać i twarz ogolić,

bo z kłującym zarostem jeszcze gorzej się czujesz.

 

Tymczasem czajnik gwiżdże - tak potrzebę zwiastuje

na pierwszą dzisiaj kawę. Mocną i niesłodzoną.

Odpalasz laptop wreszcie - on tu twoją ikoną,

w którą wpatrzony spędzisz wiele godzin z nadzieją,

że wreszcie coś się spełni i ci, co wciąż szaleją,

odejdą w zapomnienie, na wieki wieków, amen.

 

A znajdziesz - tak jak zwykle - czyjś znów kolejny lament ...

Opublikowano

~

śnieżne okrycie

owoców dzikiej róży

- ptasia spiżarnia

 

~~

parking przed blokiem

- zaśnieżony samochód

formą bałwana

 

~~~

zaśnieżony dach

- podwórkowa lawina

tuż przed wieczorem

****

obrazek z sieci

.

1.jpg

Opublikowano

Słuchaj no, jeśli kiedyś na nią trafisz ...

 

(...) ową nieludzką z postawy kobietę,

która by Ciebie pewno zapytała

czemu ja cierpię, nie mów że z miłości

- powiedz, że zgrałem dziś w karty karetę.

 

A była to sumka niemała

-  dla mnie zbyt duża, więc pościć

będę musiał przez miesięcy wiele

To może i zwróci się ta sumka cała.

 

Ot, tak jej tłumacz, niech się też pozłości,

że zamiast na nią stracić tyle złota

- przegrałem w karty, czy też może kości.

Lecz nie umieram ja z tego powodu

- nie dla mnie piekieł otworzono wrota (...)

~~~

P.S - inspiracja - Dziady cz. IV, Monolog Gustawa (Kobieto, puchu marny). A dokładniej na jego końcowym fragmencie.

Opublikowano (edytowane)

Kochajmy się ... w tym braci mniejszych (św. Franciszek z Asyżu)


Żmijowe plemię zawładnęło łąką
- acz zwyrodniałe, i żre, co popadnie,
byle nachapać jak najwięcej sobie.
Vipera (nazwa) - tutaj brzmi dość składnie ...

 

Lecz tylko miano znośnym pozostaje,
bowiem rodzina gadów jadowitych
jest zagrożeniem dla mieszkańców łąki.
O tym sąsiedzi widzą z kart odkrytych ...

 

Bardziej strachliwi, a żądni zaszczytów,
lgną jednak do nich, nie bacząc honoru,
jaki plemionom zostawili dziady.
Wnet poniechali swych, rodowych wzorów ...

 

Dorodna łąka ugorem się staje,
gdzie nic godnego uwagi nie znajdziesz,
jeno gdzieniegdzie chwast mizerny wzrasta.
Tak przyjdzie żyć tu po żmijowym rajdzie ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

- kij lub marchewka ...

Drabiną poezji - tu wersami wiersza,

wznosisz się i zstępujesz, zależnie od chwili,

która wiedzie ku niebu, lub piekieł płomieniom.

 

Wena płata ci figle, mając taką wolę ...

 

Sam nie możesz ocenić w pełni swego dzieła

- inni to czasem czynią, lecz nie zawsze w zgodzie

tutaj z własnym sumieniem, lecz przeciwko tobie,

aby dogryźć boleśnie, zwąc cię grafomanem.

Lub też chwaląc, bo jesteś wobec nich klakierem.

 

Ja wolę pierwszą wersję - niech więc będę zerem ...

Opublikowano

zakazany owoc

Każdemu według potrzeb!!! - głoszą populiści,

a "ciemny lud" w to wierzy. Żeby plan ten ziścić

to całe złoto świata dla części ludzkości.

Przy czym - ta pozostała - musiałaby pościć,

lub też tłumaczyć sobie, co znaczy każdemu.

 

Każdemu z tych co sądzą, że to właśnie jemu

należy się dziś władza, a z nią jej profity.

 

Ów cwany populista nie jest "w ciemię bity",

więc też nigdy nie zdradzi, kogo ma na myśli.

 

A nam - jego wyborcom - nocą raj się przyśni,

w którym pośród anielic jesteśmy też sami.

 

Lecz cóż - musimy pościć - żyjąc ułudami ...

Opublikowano (edytowane)

- w oczekiwaniu na ...

 

Kwiat przebiśniegu

- lśniący w słońcu przedwiośnia zielony akcent,

budzi w nas samych nadzieję ...

... na co?. 

 

Spełnienia marzeń,

skrywanych wstydliwie przed innymi,

również oczekującymi cudownej zmiany

- świeżej w swoim zaistnieniu,

ogarniającej i nas samych, rześkim oddechem szczęścia.

 

- oby do wiosny ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Demokracja i Jarek

(...) W partii rządzącej wielkie zmiany! Prezes PiS Jarosław Kaczyński w kilku regionach wymienił lokalnych liderów (...)

źródło:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~

demokratycznie - jednoosobowo - mianowani

.

Owo załgane "demo", kojarzone z ludem,

nie ma tutaj przystępu. Zasypany brudem

staw pełen piskorzyków, trwa nadal w krainie,

gdzie to coraz liczniejsi marzą, że wnet zginie

porośnięty zielenią. Ta nadzieję budzi,

że się już nie odrodzi pośród prostych ludzi

wiara w politykierów, którzy wraz ze śliną

wydalają moc jadu. Ich dni wnet przeminą,

odchodząc w zapomnienie na śmietnik historii.

.

Użyłem na początku pewnej alegorii,

by stworzyć mętną wodę pośród piskorzyków,

która ich środowiskiem. Będzie wiele krzyku

w obronie "cnót świętości" oraz wiary w Boga.

Ludzie przejrzą na oczy - ogarnie ich trwoga,

że tak długo wierzyli sekcie bałwochwalców.

.

Od tej chwili ostrożni w wystawianiu palców

w geście zwycięstwa prawa i sprawiedliwości.

W ich sercach cień zwątpienia już dawno zagościł,

stając się cierniem wstydu dla swoich decyzji,

które podczas wyborów zawierzyły wizji

kreślonej w przemówieniach przez samego "Zbawcę".

Okazał się on bowiem bardzo marnym krawcem,

próbującym nicować swoją RP czwartą.

.

Ta poprzednia i dzisiaj są fałszywą kartą ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

- nie wnikam bo wsiąknę ...

 

... w niebyty rozchwiane, 

powstałe z moich myśli, co kłębią się w głowie.

 

Nikt później nie powie, że właśnie odkryłem 

wartości nieznane przed ludzkim gatunkiem 

- jego dalszym trwaniem.

 

Jedynie to moje dzisiejsze pisanie 

dowiedzie mi jasno, jakim dla mnie znojem.

 

Przecież nie zapomnę, że też z niepokojem 

wytężam uwagę, by zbytnio nie błądzić. 

Lecz to nie mnie przyjdzie o tym dziele sądzić, 

a wielu nieznanym dla mnie czytelnikom.

 

Aż boję się pomyśleć i przyjrzeć wynikom, 

które to pewno znajdę po tej tutaj męce. 

Zapewne już więcej w podobnej udręce 

startować nie zamierzam, chociaż?... któż to zgadnie.

 

Chcąc prawdę nagą stwierdzić, muszę dość dokładnie

przeczytać owe wersy, które dziś stworzyłem. 

Nie będę się przecież ośmieszał "na siłę" 

tak przed samym sobą, jak i całym światem.

 

Dlatego nie żegnam - Wy nie bądźcie katem ...

...

P.S - to jest / był tekst napisany przeze mnie dosyć dawno temu na pewnym portalu, jako udział w zabawie / konkursie polegającym na tym, że losowałeś temat (tytuł), oraz czas, w jakim musiałeś się zmieścić - (chyba 10 minut - nie pamiętam), pisząc na ten właśnie temat. Zegar z czasem uruchamiał się w chwili wylosowania, czyli przystąpienia do gry / zabawy.

Bądźcie spokojni - nie wygrałem ...

~

Edytowane przez bronmus45
dopisano P.S ... (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

tycie tycie

zimowy czas - tak w aurze, jak życiu
- pomaga w ... tyciu
na zewnątrz wieje, no i deszcz pada
- do stołu siadam
lodówka dziś nawet w zapasy obfita
- boczek i ... okowita
nie spocznę, póki sen mnie nie zmoże
- to się położę
sadełko rośnie, deszcz padać przestaje
- no to ja wstaję
i pędem biegnę odnowić zapasy
- wódki ... kiełbasy
do sklepu zaledwie mam kroków parę
- po drodze z ... barem
wracając, piwem zmęczenie zapiję
- jakoś przeżyję!!!

Opublikowano (edytowane)

Dawnych wspomnień czar (VILANELLA)

~~

Nasze miłostki dawne to rodzaj zabawy,

w której uciech cielesnych szukaliśmy stale

- i w takich to igraszkach doszliśmy do wprawy.

 

Butelka wina, ciastka, załatwiały sprawy;

tu figle całonocne (by od światła dalej)

- nasze miłostki wtedy to rodzaj zabawy.

 

A każdy z nas - młodzieńców - był wówczas ciekawy

właśnie nowej `zdobyczy` - nie zawsze na bale

- i w owych to igraszkach doszliśmy do wprawy.

 

Chyba i los był wtedy nazbyt też łaskawy,

krew gorąca przeszkodą tu nie była wcale

- młode ciała pragnęły właśnie tej zabawy.

 

Kolejne filiżanki nocnej / mocnej kawy

usuwały zmęczenie, ukrywały żale

- a w takich to fortelach doszliśmy do wprawy.

 

Igraszki te bywały pośród bujnej trawy,

gdy `wolnej chaty` brakło, a chuć pełna zalet;

nie pora skąpić wtedy tak miłej zabawy

- nawet dzisiaj - po latach - nie wyszliśmy z wprawy ...

~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

ABABBAAABBAB (dwurymek)

 

układ rymów: aba - bba - aab - bab

~~

Przygody z sanatorium - a nieraz w nich byłem,

niosą z sobą wspomnienia dość przyjemnych treści

- jeśli miałeś "jedynkę", tym są bardziej miłe ...

 

Tapczanik w pokoiku ledwo dwoje zmieści,

lecz nie czyta się na nim jakichś tam powieści

- także nie odwracacie się do siebie tyłem ...

 

Podobne sytuacje nie są zbyt zawiłe,

a jeśli swą partnerkę uprzednio spoiłeś

- tym chętniejszą się staje, gdy ją zechcesz pieścić ...

 

Dzisiaj w mojej głowie ledwo to się mieści,

że tak też w dawnych latach swawolnie broiłem

- nigdy do mojej żony nie doszły te wieści ...

~~

Opublikowano

vilanella vs mortadella

~~

Dzisiaj szynki, pasztety - kiedyś mortadella

gościła nasze stoły na przyjęciach wielu

- gdzie to pieśnią biesiadną była vilanella ...

 

Lecz tu i tam zapewne zabrakło Jankiela,

który to swoim kunsztem trwał zawsze u celu

- jak przyprawy w kiełbasie, zwanej mortadella.

 

Słoninka w tym przysmaku kolor nam zabiela,

pod oczy "spijaniałych" - tu wspomnę o chmielu

- głoszących a cappella pieśni vilanella

 

Nie spotkasz przecież nigdzie takiego twardziela,

rozpostartego dumnie w paradnym fotelu

- co nie chciałby spróbować, czym jest mortadella.

 

Ta chęć przemożna uciech wszystkim się udziela,

nawet tym co mieszkają w przydrożnym motelu

- gdzie z radiowych głośników płynie vilanella.

 

Wówczas przygodny faux pas tu nie onieśmiela

- nawet gdy masz we włosach kosmyki z kisielu,

czy też z krawatu zwisa śledź i mortadella

- bo wokół chór biesiadny z pieśnią vilanella ...

~~

Opublikowano

ROZSTANIE  z  VILANELLĄ

- vilanella zakręcona jak karuzela ...

~~

Zakręcić we łbie może każda karuzela,

jeśli masz zaburzenia przy pracy błędnika

- jesteś wtedy bezsilny, jak młodziutki cielak.

 

Tworzyć chcesz godne rymy w pieśni vilanella,

nawet się nie spodziewasz, co z tego wynika

- zakręci ci się w głowie, jak na karuzelach ...

 

Czas wolny w środku lata - jest właśnie niedziela,

ty za miasto gdzieś sobie z wałówką pomykasz

- lecz stajesz zaskoczony, niczym młody cielak ...

 

Przed tobą jest plac zabaw - nastrój się udziela,

poszaleć chcesz jak inni, nie patrząc rocznika

- widzisz ludzi wysoko, gdzieś na karuzelach.

 

W głowie już ci się kręci, choć żeś temu nierad,

stajesz tyłem do wszystkich i oczy zamykasz

- czujesz się znów bezsilny, jak młodziutki cielak.

 

Masz już dosyć wszystkiego - na łzy ci się zbiera,

idziesz więc wprost przed siebie poboczem chodnika

- za tobą pozostała w tyle karuzela

- a ty zmykasz pokornie, niczym młody cielak ...

~~

Opublikowano

- Otóż tak właśnie ...

Kołowrotkiem codziennej szarości

naznaczone nasze życie,

tak inne od filmowych miraży.

 

Nie licz na to, że coś się wydarzy,

co zmieni raz na zawsze trwanie w gronie wielu,

a Ty znajdziesz się pośród rozkwitłego raju.

 

Podobne marzenia ciągle przepadają

w zderzeniu z realiami dzisiejszego świata.

 

Wziąć się zaś z nim za bary i wygrać los szczęścia,

to zbyt rzadko się zdarza, by swoimi siły

podołać przeciwnościom, bez pomocy władnych.

 

Staraj się zatem, by być wciąż zaradnym,

lecz zgodnie z swym sumieniem postępować drogą,

z wiarą we własne siły. Nie ufaj zbyt Bogom ...




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
    • Oklej Eli lej, Elko   Oklej, umilaj, ukop. A pokój Ali mój, Elko!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...