Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A ja pojawiłem się na tym portalu stosunkowo niedawno.  I jestem bardzo zaskoczony odbiorem wierszy osób, które stawiają dopiero pierwsze kroki na tej stronie. Na innych portalach szczególnie raziło mnie kolesiostwo i wzajemne głaskanie się komentarz-za-komentarz. Rozumiem, że można darzyć innego użytkownika sympatią wynikającą z dłuższej znajomości, ale często w ten sposób wiele, nawet pojedynczych wierszy, jest pomijanych . I tutaj wielki plus ;) Na innych stronach często traktuje się młodszych, początkujących twórców z dystansem, żeby nie powiedzieć dosadniej- o kompletnym braku uwagi. Dzięki za całkiem, całkiem niezły odbiór Nieznajomego ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiesz Ty co? Za dużo - jak dla mnie - filozoficznych "metaforek" w Twoim tekście, a za mało normalnej chęci pomocy koledze.

3msie!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ja nie neguję znaczenia wyglądu zewnętrznego, uważam natomiast, że tutaj mamy inne priorytety. Tak więc profil Użytkownika portalu poetyckiego mógłby np. zawierać informacje kiedy dana osoba zaczęła pisać, co ją zainspirowało, czy może kto ją zainspirował, co lub kto ją teraz inspiruje, czym jest dla niej poezja, ku czemu zmierza, etc. Taki portret liryczny. Lub nawet - szkic liryczny, jak kto woli.

 

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ciekaw jestem, ilu osobom spośród nas jest potrzebny taki "fant" - bo mnie nie ...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślę, że zaczną pojawiać się bardzo ciekawe opisy ;) Tak z doświadczenia wiem jak wygląda wymóg za wymogiem :p

A tak poza to za kablówkę też się płaci, chociaż można nie mieć telewizora, a za oddech na klimatyczne. Nic pod przymusem ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...