Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
karenka

karenka

 

Dwie miłości

 

Nie dojrzę dziś jasnych promieni,
bo czas mój jakby stanął w miejscu.
Życie umiera moje na ziemi,
nie ma nadziei i nie ma Cię tu.

 

Trzepotu skrzydeł nie usłyszę,
barwnych motyli nie zobaczę.
Wpatrzony tylko w martwą ciszę,
sam sobie tego nie wybaczę.

 

Ilekroć tobie przysięgałem,
że zmienię stare swe zwyczaje
i tak się tułam po tym świecie,
w żalu goryczy że Cię zranię.

 

Nad modrą wodą czasem bywam,
tam szumem wierzba smutki koi,
wtedy uśmiecham się do kieliszka,
zapominając Ciebie powoli.

 

Nie mam o tobie snów kolorowych,
księżyc się krzywi i zęby szczerze,
będę w przepaści na ciebie czekać,
wódka zdradziecka tam mnie zabierze.

karenka

karenka

 

Dwie miłości

 

Nie dojrzę dziś jasnych promieni
bo czas mój jakby stanął w miejscu
życie umiera me na ziemi
nie ma nadziei i nie ma Cię tu

 

trzepotu skrzydeł nie usłyszę
barwnych motyli nie zobaczę
wpatrzony tylko w martwą ciszę
sam sobie tego nie wybaczę

 

ilekroć tobie przysięgałem
że zmienię stare swe zwyczaje
i tak się tułam po tym świecie
w żalu goryczy że Cię zranię

 

nad modrą wodą czasem bywam
tam szumem wierzba smutki koi
wtedy uśmiecham się do kieliszka
zapominając Ciebie powoli

 

nie mam o tobie snów kolorowych
księżyc się krzywi i zęby szczerze
będę w czeluściach na ciebie czekać
wódka zdradziecka tam mnie zabierze



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie chcą cię widzieć pod osłoną nocy, o nie. Na srebrnym talerzu jeść złotych rozgwiazd. Ocean wyrzucił je na rozbitej klepsydry piasek. Mackami sięgają nieba, umierając na dnie odbitych pomruków fal. Płynie nurt niezatapialny, mąci światło latarni, podbija statkom kadłuby. Kołysze we mgle ze srebrnych nici hamaki, śpią w nich tajemnice. Zaklęte w gwiezdnym pyle, rozświetlą kompasu kierunki. W oku lunety nie widać kresu horyzontu. W marynarskim kole toczy się tęsknota za szyfrem. Zacumować już nie ma gdzie.   Słychać wrzask mew, ich białe skrzydła tną wstający świt. Wyrasta nadzieja z nagich koron drzew, drapią jego twarz. Milczy. Pogłębione bruzdy okrywa kobaltowej toni cierń. Zapada w bieli, głęboko się skryje, za puchem szarym, zaczeka. Zanim kurtyna uderzy w grunt, wypali w niej siatkę do połowu ryb. Skąpie w niej swoje czyste dłonie. Z bryzy wyrzeźbi bałwany. Opadnie z impetem naturalnej siły, odbije w tafli spojrzenie i rozproszy się w złudzeń mgnieniu. Widok rozciągnie się nie skończony, kulę ściśnie mocniej atmosfera.  
    • dziwność  nie zna granic    cóż za pogoda  upały  nic mi się nie chce  jak byłem młody ... niestety  dziś trzeba dźwigać  dwadzieścia jeden lat …   ojciec powiedział    już chciałem  cię synu skreślić    ale ...   DOPÓKI MARZYSZ  WSZYSTKO PRZED TOBĄ    i spojrzał na mamę    ONA  ONA CHYBA JUŻ... przestała    a przecież  taka śliczna i młodziutka    JA NIGDY  NIE PRZESTANĘ MARZYĆ    7.2026 andrew  Sobota, już weekend  dziś młodość często zmęczona życiem  a my …   nie przestawajmy MARZYĆ   
    • @karenka @Marek.zak1 dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • nie wstydźmy się łez one są jak lek który pomaga zrozumieć trudne dni   one nie muszą boleć czasami pomagają zrozumieć to coś   nie ukrywajmy ich niech zdobią naszą zmęczoną twarz   Nie wstydźmy się łez to nie przegrana to prawda która pomaga żyć      
    • Niezwykle mocna satyra... czytelna metafora władzy jako lalkarza – świetnie oddaje poczucie kontroli i manipulacji systemowej...pozdrawiam serdecznie* 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...