Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Też lubię deszcze i szarugi, mroźne zimy, bardziej niż letnie upały, źle je znoszę, ale wiatr, o którym piszę, nie odnosi się do rzeczywistego wiatru. Miałam na myśli burzę uczuć, które wieją w człowieku od środka.

Trzecia zwrotka  jest mi najbliższa, ona wyjaśnia cała sytuację. 

Bardzo dziękuję za pozytywny akcent, a bo tak . Pozdrawiam :))

Edytowane przez MaksMara (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Luule, zrozumiałaś dokładnie tak, jak chciałam, aby zrozumiano. Gdy piszę wprost, to słyszę sygnały, że ma być z tajemnicą, jak piszę z tajemnicą ( chodziaż w tym przypadku uważałam, że wszystko podałam na tacy) to jestem opacznie rozumiana. Ale tak to juź jest z wierszami. 

Pięknię dziękuję za poświęcony czas. Pozdrawiam :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zastanowię się nad tym, ale myślę, że to Twoje subiektywne odczucie. Bardzo lubię perły, pisała też o nich @bajaga1 w swoich wierszach, podobały mi się, ale skoro tak sugerujesz, to jeszcze raz przyjrzę się temu wyrażeniu  w kontekście wymowy wiersza.

Pozdrawiam :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Proszę :)

Wieje wiatr w aleje suche liście sprząta,
Goni chmury po niebie i wyje po kątach,
Blednie dzień, noc młoda po ulicach stąpa,
A jej twarz ciemnieje w miarę gdy ten kona.

     Twój wietrzny wierszyk przypomniał mi kawałek, który kiedyś napisałem :))

Opublikowano

Cholernie dobry wiersz,

chociaż nie wiem, czy jestem obiektywna w tym momencie,

bo to jest tekst jakoś mi tak po prostu prywatnie bliski,

nieświadomie opisałaś tutaj mój uczuciowy mikrokosmos (czy też chaos).

Dlatego bardzo mi się spodobał.

 

Pozdrawiam ciepło ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...