Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję za serduszko:))

Czarku, deszcz z dołu w górę nie poleci, ale z góry w dół - tak i o tym piszę. Natomiast z boku też często zacina, gdy wiatr powieje, inaczej jak by się znalazły krople deszczu na szybie, która w ramie okiennej jest umiejscowiona np. pod balkonem, albo zadaszeniem ? Po za tym ilustruję rzeczywistą sytuację, w której się znalazłam i opisuję świat za szybką, tak jak widzę, porównuję chmury do kłębów pary, pisze o prześwitach szyby, ponieważ bliziutko za oknem (w moim ogrodzie) mam pełno różnorakiej roślinności. Gałęzie fioletowego i białego bzu, ogrodowa porzeczka zielonolistna i bordowolistna, hortensja - zasłaniają mi widok, na dalszą część ogrodu, tworząc gąszcz gałęzi dotykających okno, przed którym siedziałam, dlatego użyłam takiego, a nie innego określenia. 

Wiersz przedstawia moje i tylko moje spostrzeganie sytuacji, uczuć, obrazów w danej chwili, co przełożyło się na powyższy zapis werbalny.

Jeszcze raz bardzo dziękuję, pozdrawiam :))

Opublikowano

Super wiersz, Maryś.

Normalnie Ci go zazdroszczę!

 

Świetnie napisany, ślicznie brzmiący,

obfitujący w ciekawe obrazy.

Jesteś zdolna i pracowita, a powyższy tekst jest po prostu tego efektem,

jakkolwiek miałko by to nie brzmiało :)

 

Ukłony :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bardzo się cieszę z Twojej opinii, wiem że” zazdraszczasz” pozytywnie, to wszystko jest zasługą weny. Przychodzi, kreuje w głowie myśl i mam to. Czasami na forum doszlifowuję, sama zresztą wiesz. 

Jeszcze raz pięknie dziękuję :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...