Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

wybacz mały poślizg
spóźniłem znowu się

nie wesele tym razem

a pogrzeb  
moich ambicji
leżą głęboko zakopane
nikt nie odnajdzie ich

 

rzucam ziemi garść
ktoś położył kwiat
zamyślony stoję
sił już brak

 

zawsze i wszędzie
wszystkich zawodziłem
grząski grunt
nic tu po mnie 

zapadam się

Edytowane przez Joachim Burbank (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

czy wybaczysz mi mały poślizg

znowu się spóźniłem

 

nie wesele tym razem

na pogrzebie byłem

moich ambicji

 

zakopałem głęboko

nikt ich nie odnajdzie

 

rzuciłem garść ziemi

ktoś położył różę

stałem zamyślony

nie mogłem już dłużej

 

więc przybiegłem do ciebie

wybacz to spóźnienie

grząski grunt mnie chłonął

 

uratujmy siebie

 

 

 

Jak Ci się podoba moja wersja Twojego wiersza? 

 

Opublikowano

Piękny tytuł, robi na mnie wrażenie, zwłaszcza zestawiony z tym fragmentem:"U stóp wysokich drzew ... pogrzeb moich ambicji". Myślę, że jest to (bardzo ciekawy) rdzeń wypowiedzi Twojego wiersza i może dlatego dobrze by było go nieco bardziej wydobyć z treści, to znaczy bardziej "owinąć ją" wokół niego? Pozdrawiam. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję za czytanie i wnikliwe sugestie:) 
Tak naprawdę wokół jednego tematu można "owijać" wiele rzeczy i tworzyć kilka wariantów. Podobnie było z tym utworem (a może wytworem) ale ostatecznie nadałem mu taki kształt. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man Dziękuję. Pozostaje tylko czekać na pierwszego folołersa.
    • kocham cię jakby serce było studnią bez dna rzucam w nią twoje imię a ono spada i spada i wciąż nie słychać dna twoje imię w moich ustach jest jak kometa przechodząca przez krew zostawia za sobą świetlisty ogon którym moje serce jeszcze długo płonie twoja obecność jest ciepłym światłem w zamkniętym pokoju dotyk twojej dłoni jest małym świtem który wschodzi na mojej skórze i boli mnie ta granica że nie mogę stać się twoim ciałem a tylko jego cieniem który próbuje wrosnąć w ciebie na zawsze a ja chcę więcej więcej twojego oddechu który pachnie nocą więcej twoich włosów rozsypanych na poduszce jak jasne ziarno gwiazd więcej twojego śmiechu który odpryskuje od ciszy jak krzemień rzucony w mrok kiedy jesteś blisko noc otwiera się we mnie jak ogród gwiazd a każda z nich dojrzewa do twoich palców kocham cię tak zachłannie jak ziemia która po tysiącu lat suszy pierwszy raz pije deszcz twoje ramiona są dla mnie korytem wezbranej rzeki w którym nurt zapomina o istnieniu morza płynę w niej i nie chcę brzegu twoje usta mają w sobie ciepło chleba i ciszę ognia są mapą zapomnianego języka którym moje ciało uczy się modlić od nowa jesteś w moim krwiobiegu jedynym brakującym pierwiastkiem bez którego tlen przestaje karmić płuca a miłość w tobie to jedyna rysa na szkle czasu przez którą wycieka ze mnie wieczność bo pragnienie wrasta we mnie jak dzikie wino w szczeliny muru rozsadzając krew od środka jego korzenie oplatają serce jego liście piją moją krew by karmić gwiazdy których w tobie szukam i wtedy czuję jak moje serce rozszerza się nagle jak wszechświat w pierwszej sekundzie stworzenia i wszystko co we mnie istnieje biegnie ku tobie z prędkością światła bo miłość nie jest spokojem miłość jest głodem a ja jestem w nim bez końca i to jest głód który nie zna nasycenia płonę w tobie jak gwiazda która nie może się wypalić          
    • nikt nie zabroni mi marzyć ani kolorowo śnić mówić prawdę uczciwie żyć ja o tym decyduje bo nie interesuje mnie wcale polityczna nić która fałszywie podpowiada kim i jakim mam być
    • Na salonach nie wypada głośno stukać w cudze uszy. Tu kruszeje wszystko, oprócz sądów. Mydlą oczy manierami, glazurują wszelkie skazy, aż lśnią niewinnością, której nigdy nie było.   I jeszcze ci nakażą nie być jak tamten: zbyt prawdziwy, zbyt ciężki, zbyt żywy na ich porcelanę.   Ach, biedny on… Na proszek go ścierają, wmieszają w filiżanki i talerze, a potem uczą, że nie pasuje do stołu.   Taka oto ironia, tego biednego…
    • @hollow man   dłoń sunie po plecach Lenny jest ciepła  obrazy budują klatki z pięknymi ptakami Jest zniewolona dotykiem Pani świata  tylko wyobraźnię bóstwi przeciąga się do pęknięcia struny podana jak w fantazyjnej oberży  krzyk ptaków zagłusza twardy jęk naprzeciwko miękkich ust
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...