Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

wybacz mały poślizg
spóźniłem znowu się

nie wesele tym razem

a pogrzeb  
moich ambicji
leżą głęboko zakopane
nikt nie odnajdzie ich

 

rzucam ziemi garść
ktoś położył kwiat
zamyślony stoję
sił już brak

 

zawsze i wszędzie
wszystkich zawodziłem
grząski grunt
nic tu po mnie 

zapadam się

Edytowane przez Joachim Burbank (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

czy wybaczysz mi mały poślizg

znowu się spóźniłem

 

nie wesele tym razem

na pogrzebie byłem

moich ambicji

 

zakopałem głęboko

nikt ich nie odnajdzie

 

rzuciłem garść ziemi

ktoś położył różę

stałem zamyślony

nie mogłem już dłużej

 

więc przybiegłem do ciebie

wybacz to spóźnienie

grząski grunt mnie chłonął

 

uratujmy siebie

 

 

 

Jak Ci się podoba moja wersja Twojego wiersza? 

 

Opublikowano

Piękny tytuł, robi na mnie wrażenie, zwłaszcza zestawiony z tym fragmentem:"U stóp wysokich drzew ... pogrzeb moich ambicji". Myślę, że jest to (bardzo ciekawy) rdzeń wypowiedzi Twojego wiersza i może dlatego dobrze by było go nieco bardziej wydobyć z treści, to znaczy bardziej "owinąć ją" wokół niego? Pozdrawiam. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję za czytanie i wnikliwe sugestie:) 
Tak naprawdę wokół jednego tematu można "owijać" wiele rzeczy i tworzyć kilka wariantów. Podobnie było z tym utworem (a może wytworem) ale ostatecznie nadałem mu taki kształt. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...