Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

gdzie kościoły świecące jesienią

wśród wołyńskich pejzaży nad ranem

zawsze pełne wiernych w niedzielę

razem z Bogiem Stwórcą ich Panem

 

a chutory ludzi szczęśliwych

z melodyjnie brzmiącym językiem

dzisiaj straszą omszałą ruiną

czy nienawiść ten obraz zrodziła

 

płacze Chrystus z kapliczki przydrożnej

on nie tak tłumy wiernych nauczał

widzi zwłoki Prypecią płynące

a w oddali czerwona łuna

 

błyszczy kamień krwią dzieci zroszone

powtarzając wciąż jedno pytanie

czemu sąsiad mordował sąsiada

jaki bóg dał im takie zadanie

Edytowane przez Andrzej_Wojnowski (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Ostatnie pytanie  w utworze bardzo zasadnicze panie Andrzeju.Trzecia strofa drugi wers chyba brakuje litery "e" w słowie takie. Wiersz bardzo przypadł mi do gustu, poprawiłabym jedynie czwarty wers drugiej strofy "czy nienawiść ten obraz zrobiła" - słowo zrobiła jest dysharmoniczne w stosunku do całości utworu. Pozdrawiam serdecznie :)

Opublikowano

Witam - mi  też się podoba - nic dodać nic ująć - wiersz pachnie samą prawdą .                                                                                                                                                                                                                                                                    Pozd.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję Anno.

Na pewno poprawię.

 

" Niech moc będzie z Tobą, a życie przygodą"

 

                                                                                                                             pozdrawiam

Opublikowano

Ania ma rację, za.. zrobiła.. trzeba dać inne słowo, np. zrodziła.

Wers.. on nie taki_ głosił nauki.. jest za krótki, brak jako takiego rytmu tej strofki... no i 'e' zgubiłeś.

Ogólnie, patrzę przychylnie ze względu na temat.

Pozdrawiam.

  

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...