Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Jędrek w opałach - czyli spotkania z puentą ...


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spotkałem dziś Jędrka w przychodni lekarskiej,
siedział sam - w kąciku - bez tej miny dziarskiej,
z jaką się obnosił codziennie po mieście.

Chciałem się powstrzymać, lecz spytałem wreszcie
- na co sąsiad chory, co Tobie dolega?

- odpowiem uczciwie (bo jesteś kolega),
że to żona kazała mu iść do lekarza,
bowiem pomiędzy nimi rzadko się "to zdarza",
więc ona chłopa takiego precz pogoni z domu.

Musiałem mu to przyrzec - nie powiem nikomu ...

Opublikowano

Spotkałem dzisiaj Jędrka, gdy wracał z wycieczki

- na plecach spora torba, a w ręku dwie teczki.

 

Pytam - co to za dobra niesiesz w tych tobołach?

 

A, nie ... to zostawił na ławce tu jakiś pierdoła,

więc żeby nikt nie ukradł, tom przywłaszczył sobie ...

 

Sąsiad, to chyba dobrze, że tak właśnie robię?

Opublikowano

Jędrek ślizgał się dzisiaj po tafli lodowej,

nagle"wywinął" orła, no i rozbił głowę

o kamień, co obok "wyrósł" niespodzianie.

 

Podbiegłem do niego, czekam kiedy wstanie,

lecz ten się śmieje głośno i gada od rzeczy ...

 

Mówię mu - wstawaj wreszcie - lecz temu zaprzeczył,

twierdząc, że mu tu dobrze i w ogóle miło.

 

No i na wstrząsie mózgu tak to się skończyło ...

Opublikowano (edytowane)

Odwiedziłem Jędrka, gdy leżał w szpitalu

po przygodzie z lodem, co glebę zaliczył.

Wyczułem w jego głosie pewną nutkę żalu

że nie przyniosłem piwa. A tak na mnie liczył ...

 

Pobiegłem do sklepu, "przytargałem" kilka

- myślałem, że na zapas - gdzie tam!!! - tylko chwilka,

a po piwach ni śladu już przecież nie było.

 

Jędrek jednak pojemne ma to swoje ryło ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jędrek nieco wydobrzał, wyszedł ze szpitala,

lecz nadal "kręci lody". Od pracy jest z dala,

która mogłaby pomóc w finansowym bycie.

 

On uważa inaczej, że ci, "przy korycie"

rządzący we wsi, gminie a nawet powiecie,

myśleć powinni ciągle i o jego diecie,

którą to - bezrobotny - ma cieniutką nieco.

 

A tymczasem rządzący w jego oczy świecą

full/wypasem swych autek, willi oraz daczy.

 

Jędrek zapewne nigdy im już nie wybaczy ...

Opublikowano

Spotkałem Jędrka w parku, tak pod wieczór prawie

- siedział sobie zziębnięty na parkowej ławie.

 

Pytam - co Ty sąsiedzie robisz, czyżby medytujesz?

 

Odpowiedział mi szczerze - on się już nie czuje

obywatelem Kraju, gdzie rządzą psychole ...

 

Woli powierzyć innym swoją, marną dolę,

i znaleźć sobie pracę gdzieś za granicami.

 

Czy Jędrek ma tu rację? Odpowiedzcie sami ...

Opublikowano

 

ANDRZEJ x 560.jpg

~

Dzisiaj Jędrka imieniny, więc nie radzę żadnej kpiny

pod adresem tutaj głosić. Taki musiał by przeprosić

zacne grono jego gości. Podaję do wiadomości

wszem i wobec owe święto.

 

Jędrek z flaszką napoczętą

prosi wszystkich do zabawy. No i żeby nie wyjść z wprawy

uprasza o wierszowanie jego przygód. Dobrych manier

pana Jędrka każdy z nas dziś popamięta,

jeśli zdrowo się napije. A jak nie, no to was kijem ...

~~~

Opublikowano (edytowane)
Już po święcie u Jędruli
- nie spotkałem żadnych żuli,
którzy by tam mogli przybyć.

Jędrek trzeźwym był czas cały,
aż go panie podziwiały,
jedząc przy tym smaczne ryby.

Złowiliśmy je w jeziorze,
myśląc, że nam ktoś pomoże
spreparować do smażenia.

Lecz nic z tego, nawet Renia
- żona Jędrka gdzieś przepadła.

Do jedzenia zaś przysiadła,
pałaszując je w całości
- nawet nie wyjmując ości.

Teraz będzie do Świąt pościć ...
.
Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

spotkanie x 560.jpg

- rekordzista Jędrek -

~

Padł kolejny rekord!!!. Trzydzieści tysięcy

już wejść w Jędrka progi - przez miesięcy kilka.

Witani są tu wszyscy, zawsze najgoręcej.

~~

To wielkość miasteczka z jego mieszkańcami,

a on cieszy ich właśnie swymi przygodami,

spisanymi przez autorów licentia poeticą.

 

Nikt z nas się nie spodziewał tak dobrych wyników,

a przecież to nie koniec. Jędrek nadal żyje,

dzięki pomocnym sercom, co tu o nim piszą.

 

Dziękuje im sam Jędrek. Może to usłyszą ...

~~~

Opublikowano

Jędrek nie odpoczywa po wczorajszych baletach

- musi naczynia zmywać. Jego żona (rakieta)

wystrzeliła gdzieś z domu, niczym statek Apollo.

 

Stwierdziła bowiem z rana, że ją nogi bolą

od tańców - tych nie śmiała odmówić nikomu.

 

Jędrek nawet rad z tego - już nie po kryjomu

w swym własnym mieszkaniu może wypić piwo.

 

Zawołał też na mnie, podążyłem żywo,

a on mnie wysyła po butelkę wódki.

 

Przyniosłem jednak kilka. Żeby rozwiać smutki ...

Opublikowano

No a dzisiaj - w niedzielę - Jędrek w domu siedzi

- nie ma nawet na piwo ... Od czego sąsiedzi?

 

Wołam go więc przez okno, on otwiera swoje

i idziemy "na miasto". Dziś piwne podboje

zaczynamy od baru, co najbliżej domu.

 

Znają nas tutaj wszyscy, więc nigdy nikomu

nie wpadnie do głowy pomysł nader głupi,

by im piwo postawić - no - znaczy się kupić.

 

Ciekaw jestem, jak skończy się owa wyprawa

- na pewno nie w tym barze. To wiadoma sprawa ...

Opublikowano

Jędrek się zastanawia, czy to jego wina,

że nie znajduje pracy. Czy to może kpina

z całej tej "dobrej zmiany", która tylko gada,

że jemu też pomoże. Chyba zrobić dziada

z niego samego oraz tych ...set tysięcy,

co nie mają domu, ani też pieniędzy,

na codzienne potrzeby, człowieczeństwa godne.

 

Chciał się kogoś poradzić - teraz to jest modne

- akurat mnie więc o to postanowił spytać ...

 

Nie umiem odpowiedzieć. Ta prawda zakryta

jest i dla mnie zagadką. Bieda naszą matką ...

Opublikowano

Spotkałem dziś Jędrka. Początek tygodnia,

a on jakiś smutny. Nie zdarza się co dnia,

aby czymś się przejmował. 

Może zachorował?

 

Pytam go zatem - w czym te jego troski?

 

Odpowiada wprost - sam wyciągnął wnioski

ze swojego, biednego, tak jak dotąd życia.

I nie ma tu niczego przecież do ukrycia,

że niechęć do stałej pracy, wraz z jej rygorami

to nie dla niego jednak. Woli z kolegami ...

Opublikowano (edytowane)

Zobaczyłem Jędrka na ławce przy bloku

- siedział tam samotnie. Nie odrywał wzroku

od balkonu, gdzie mieszkał pewien nasz znajomy.

 

Pytam - czemu się gapisz? Czyżbyś był łakomym

na żonę kolegi, co skąpo ubrana może się ukazać? 

 

Proszę ciebie - sąsiad - tak się nie wyrażać

o mojej moralności - rzecze Jędrek cicho ...

 

Ten nasz wspólny znajomy, czyli koleś Zdzicho

miał mu rzucić z balkonu w miękkim pojemniku

flaszkę czegoś mocnego. Walniemy po łyku?

.

Edytowane przez bronmus45
spacje (wyświetl historię edycji)
Opublikowano
Jędrek dzisiaj wesół - idąc, gwizdał sobie
- pytam, co się stało, że w tak wczesnej dobie
radosnym się wydaje, jakby wygrał w Totka?
 
A wyobraź "se" sąsiad, że to nie jest plotka,
a fakt już dokonany. Idzie po wygraną ...
 
Kiedy się dowiedziałeś? 
 
Właśnie dzisiaj, rano
ktoś mi podał numery. Wszystkie sześć trafiłem ..
 
Przecież to 1 kwietnia!!! Nieco się zdziwiłem
i pytam, kto wie, jakie numery typował?
 
Był w barze na piwie, przed nikim nie chował
swojego kuponu ... i wreszcie "zaskoczył"
że to Prima Aprilis ... Jak on wtedy psioczył ...!!!
Opublikowano (edytowane)

Spotkałem Jędrka na miejskim boisku

- "haratał w gałę", no i mimo wszystko,

czyli swojego wieku i zdrowia lichego,

nie był tutaj zapewne byle kim, lebiegą ...

 

Przypomniałem sobie, że grał dawniej w lidze,

dopóki się nie "rozchlał". Nawet ja się wstydzę,

bo to i mój kolega z młodzieńczych lat przecież

 

- co się z nim teraz dzieje, to już sami wiecie ...

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jędrek w tysięcznym obrazie,

więc dzisiaj - na lekkim już "gazie"

przyjmować zechce swych gości.

 

A tak - po prawdzie - najprościej

byłoby uczcić go wierszem.

 

Bo to niedrogo - po pierwsze

- po wtóre - wymaga tego obyczaj,

że on, choć sam wciąż pożycza,

to zawsze w "nabożnym" celu

- na flaszkę wódki, lub ... chmielu

Opublikowano (edytowane)

Jędrek zrozumiał coś wreszcie

- gdy nie ma zimy, to w mieście, 

widać osoby z kijkami.

Te maszerują grupami,

lub każdy osobno pomyka.

 

Pyta mnie, co za praktyka, 

tak się zamęczać chodzeniem?

 

Powiadam - ten ktoś nie jest leniem,

dla własnej potrzeby kondycji

korzysta z tej propozycji, by zadbać o swoje zdrowie.

 

Jeszcze ci jedno dopowiem

- do nordic walking te kijki, i nie ma tu żadnej zmyłki,

że ów swoje zapodział narty ...

 

Jędrek zaś myślał - że żarty ...

.

obrazek z sieci

.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

Edytowane przez bronmus45
wstawienie grafiki (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jędrek "załapał bluesa" - z kijkami pod pachą

poszedł w stronę jeziora. By już "bez obciachu"

potrenować chodzenie nordic walking stylem.

 

Zauważył mnie jednak, przystanął na chwilę

by namawiać, bym również chciał pospacerować.

 

Owszem, ale nie dzisiaj - nie muszę trenować ...

kijki takie posiadam, lecz teraz nie mogę

- wyszedłem coś załatwić. Lecz od jutra w drogę

ruszymy obydwaj dookoła jeziora.

 

Jędrek się ciut wystraszył, bo odległość spora,

lecz wstyd mu się wycofać. Przyjdzie - tak obiecał.

 

Jutro więc zobaczymy - ale będzie heca ...




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
    • Oklej Eli lej, Elko   Oklej, umilaj, ukop. A pokój Ali mój, Elko!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...