Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Morderca z TV

 

Pewnego razu, koło wieczora, 
kiedy mgła kocem opadła w miasto, 
wylazł morderca z telewizora, 
widocznie było mu tam za ciasno. 

 

Płaszcza szarego fałdy wygładził, 
coś wymamrotał, strzelił knykciami,
buty obtupał z ziarenek czasu,
ruszył w ekranu mordować blasku. 

 

Napadał z nagła, cicho, zdradziecko, 
nie wybierając stary czy dziecko, 
wbitych w fotele, krzesła, kanapy, 
byle kto, czy ktoś nie byle błahy. 

 

Trzeba mu przyznać gość był szarmantem;
przemawiał w sposób nad wyraz miły:
— dzisiejszy wieczór chcę spędzić z państwem — 
po czym mordował całe rodziny. 

 

Nauczycieli i emerytów, 
drobnych oszustów, ważnych ministrów, 
malarzy, łgarzy, sprzedawców jarzyn, 
i kolejarzy i tramwajarzy, 
panie bez gaży i aktywistki, 
kury domowe, plotkarki z klatki, 
samotnie wychowujące matki, 
nacjonalistów i anarchistki, 
faszystów wszystkich, młodzież wyklętą,
z Radomia żeńską orkiestrę dętą, 
smutne sztangistki, miernych poetów, 
iluzjonistów, demimondówki,
słomianych wdowców, wesołe wdówki,
estetów, kompozytorów etiud, 
hersztów lokalnych band podwórkowych, 
anonimowych alkoholików,
i mądre głowy, i głupie głowy, 
sieroty, homoseksualistów,   
filatelistów i gemmolożki,         
wszystkich tych, którzy mają już dosyć,   
dziwki, grabarzy,  ekszapaśniczki,
filumenistów i warcabistki, 
pantalonistki i fanfaronów, 
tkwiących po uszy w szponach nałogów, 
wsiarzy, grabarzy, protagonistów,
„damy” — te wzięte w gruby cudzysłów,
dziatki i starców, panie i panów, 
przedstawicieli każdego stanu, 
wszelkiej profesji i proweniencji.
Rzecz niepodobna wszystkich tu zmieścić.

 

Sodoma, Gomora, 
bestia, carcinoma. 

 

Często nim puści wodze mordercze
kolację poda, otuli ciepło, 
wachlarz obrazów stawi przed okiem, 
lekko pogłaszcze zmęczone skronie, 
pod głowę wsunie poduszkę miękką. 

 

Bywa, że z rana, w porze śniadania —     
tu, Pan rozumie, jest gość, piżama,
sen jeszcze trzepie się na powiece, 
kot ziewa, ziewa rześkie powietrze, 
tak sobie panie ziewają we trzech,
jest jakaś kawa, jest jakaś wrzawa, 
dzieci — ple, ple, ple, baba — bla, bla, bla; 
zwykłe, rodzinne sceny dantejskie, 
a ten im lezie, niby do siebie,         
i z miejsca bierze się za morderkę, 
do tego w tle ma taką piosenkę:

 

PRZY PODWIECZORKU 
MORDZIK DO TORTU
W CHOROBIE MORDZIK  
ZAMIAST SYROPU
W ŁAPCIACH PO PRACY
MORDZIK RELAKSIK 
DRGAJĄCYM LATEM 
MORDZIK Z KURORTU 
A PO KOŚCIELE 
MORDZIK W NIEDZILĘ 
GDY ŚWIECĄ GWIAZDY
MORDZIK ASTRALNY
TRANSCENDENTALNY
ASTRONOMICZNY
A KIEDY MROZIK
W GAŁĘZIACH PISZCZY
MORDZIK ZIMOWY 
SROGI SIARCZYSTY
TRZEBA SIĘ LICZYĆ 
NA RÓWNI I Z TYM 
ŻE GDY LISTOPAD 
BŁOTA I SŁOTA 
TO MORDZIK PRZYBYĆ 
MOŻE W KALOSZACH 
O KAŻDEJ PORZE 
CZY MIESIĄC W PEŁNI 
CZY RANNE ZORZE 
LI SŁOŃCE ŚWIECI 
CZY ZIĄB NA DWORZE 
LUB KROPI DESZCZYK 
ON NIEŚWIADOME 
OFIARY MĘCZY. 

 

Zestaw narzędzi ma całkiem spory, 
progiem do zbrodni telewizory. 
Motyw? — jak zwykle  ludzka głupota, 
choć tutaj czasem zdarza i tak się, 
że wraz ze zbrodnią do głowy skapnie 
z mordercy noża oleju kropla. 

 

Lecz to zjawisko rzadkie nadzwyczaj        

niczym w Warszawie wieloryb z Wisły    

śnieg w maju, patriae communis w kraju.
Tam gdzie Twardowski łyska z księżyca, 
kogucik pieje, co orłem zwykł być,  
a sziszimory klątwy miotają. 

 

Tam  żona od lat drzemie Kadmosa, 
Aresa oraz Kiprydy córa; 
czy kiedyś zbudzą ją dobre bogi? 
Do snu grają jej wciąż lacrimosa
filharmonicy, ci per procura
mesjasza, który pogubił drogi.    

 

Co zrobić? — Narodzik, 
nihil novi,
mordy za mordy i 
w korowody, 
bogi, honory, sos z animozyj;
pilot — KLIK — mordzik, pilot — KLIK — mordzik. 

 

Ciemna noc, spójrz —  pani kocha pana. 
Ciemna noc, spójrz —  nów, Copacabana. 
Ciemna noc, spójrz — oceanu poblask. 
Ciemna noc, spójrz — pan pani nie kocha.
Ciemna noc, spójrz —  Kupid im odfrunął.
Na Posto Seis drzemie Carlos Drummond.    

 

Zaś na zaranek — klawi zikhajle,         
znów węszą  zdradę — winni gudłaje!    

Amen! — A znasz Pan krem Neikea?
Rozgrzesza, cud co bieli sumienia! 
Produkt Zakładów Apologeckich,
chcemy zaścianek uśredniowiecznić!

 

A on się skrada 
sprytny jak szatan,                 
zaplata macki 
wokoło świata, 
jak tamten co jest 
wąpierz, parazyt, 
kami i giardia, 
harpia, meduza       
larwa, krwiopijca
i gargantua, 
gorgona, zły łotr 
spod ciemnej gwiazdy.

 

On się zakrada szarlatan, kanciarz,
doliniarz, knajak,  mamzela, kasiarz, 
szacher i macher, rekieter, majster,
małpa, defraudant, szakal, malwersant
cwaniak, kanalia, matacz, geszefciarz
szabrownik, blagier, hiena i szalbierz.

 

Morderca ciemny, mesmeryzm mroczny;
tkane z poświaty szpony upiora, 
studniami źrenic sięgają wątpi, 

 

serc zamrożonych, w sinych waporach. 
Mkłymi obrazy mami w hipnozie, 
niknie w zamgleniach chwili minionej. 

 

Tak sunie w barwnych feeriach rzeka 
twarzy, postaci, miejsc i wydarzeń, 
godziny, dni w swych topiąc odmętach, 

 

nim w niepamięci odmęty wpadnie. 
Nurkują w kipiel ci bezprzytomni, 
tracą się pośród zgłodniałej toni. 

 

Wirują w falach ziemskich tragedii 
i ciut ich krzepi, gdy ktoś ma gorzej, 
zaraz pod bokiem jak wielki rekin 

 

brzuchem szoruje Tupolew po dnie. 
Tuż taumaturgów fałszywych w dryfie 
tratwa pijana o brzegi bije.

 

Jak żagle wzdęte suną przeźrocza: 
— ludzka pochodnia oświetla PeKiN,
znowu na Kremlu pręży się Moskal, 

 

a w szwach Europa jednością trzeszczy.
Jankesi szczodrzy rzucają bomby 
w imię pokoju ta rzecz jakoby. 

 

Karambol duży, syryjskie gruzy
weekend zepsuje orkan Maurycy
skroś pian obwisły, najwyższy kusy 

 

żabką uchodzi czarnej ławicy 
parasolek, nad normę dziś dymgła;
Res Publica? Co? — e, nic nie widać. 

 

A po szynach... Po szynach gna tramwaj,
strzała, mało z szyn nie powylata, 
czterdzieści sześć w skrach na pantografach
jak wiatr przez Zgierz, weń do babki babka

 

rzecze: — Kochana, słyszała pani? 
Te ludziska to jednak są głupie,  
z telewizora morderca szczwany?!
To jakieś bzdury z palca wierutne. 

 

A co w tym złego przytulnie zasiąść?
Fotel, poduszki, pufa pod nóżki,  
green tea,  koniecznie również coś na ząb,
żeby nie musieć wstawać do kuchni.

 

Ja tutaj sobie herbatkę siorpię, 
ja sobie tutaj  kanapkę szarpię, 
a tam dyktator do ludzi z wojskiem, 
spaliło wioskę  państwo islamskie. 

 

Gdy sobie sączę kawkę gorącą, 
kiedy zajadam ciasto z lukrecją,
właśnie rugują rodzinę pod most, 
zginęło ze sto dzieci w Aleppo. 

 

Ja sobie tutaj jasiek poprawiam, 
tu na kolana włazi mi kotek, 
a tam ta brama i Arbeit Macht Frei, 
ten komisariat i śmierć pod prądem. 

 

Kiedy mnie drzemka ogarnia lekka, 
kiedy do oczu sen mi się klei, 
tam wyciągają z rzeki topielca, 
tam ktoś niemowlę wrzucił do śmieci. 

 

I nawet wtedy, kiedy zachrapię, 
ojca Kropidło, cna antyfona
czarnego zedrze ze mnie kotarę
snu, natchniona trwam, ave, Madonna! 

 

Wtem wsiadła matka na Dołku z córką,
z tyłu złe typki pospodełbiałe,    
zasyczały coś i z awanturką —   
nadludzie vs. one niebiałe. 

 

Zawarczały 
szmelcowane surmy, 
przyskoczyli 
kołtuńskie sarmaty, 
wrzasnęli coś, 
że ZIEMI NIE RZUCIM;
i że HEJ KTO 
POLAK, BIĆ CIAPATYCH!

 

Wtedy jakby się ocknęła babka, 
odchrząknęła tej drugiej w te słowa:
— to mój przystanek, tutaj wysiadka, 
zaraz nadają w tv mój program. 

 

Popędziła w noc, a z okien domów 
mrugających jak oczy niebieskie 
śmiech za nią wybiegł z telewizorów
i gonił ją przez ulice echem. 
 

 

 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Autorze miły, 

pierwszą dziesiątkę zwrotek czytałam z rosnącym podziwem a potem napięcie proporcjonalnie schodziło.

Przypomina mi to odruch selfi.

Szacun za melodię w głowie, przeskoki / zmiany rytmu. Szacun za zgrabny pomysł. 

Ale całość dla wytrwałych lub w kawałkach - pokolenia snapa/insta.

bb

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie przewiduję przycinek tekstu. Wiem, że w świecie kiedy wszystko 'szybko, teraz, teraz' długie teksty raczej nie zyskują popularności, ale sam z tym problemu nie mam. Dla przykładu uwielbiam Homera, a moja 20kilku letnia znajoma zagadnięta o Illiadę pojęcia nie miała o czym mówię. Pewnie dzieło jest za długie. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, straszne czasy. Jak czemuś trzeba poświęcić uwagi więcej niż przez minutę jest na ogół ignorowane. Cóż, nie z takich czasów jestem najwidoczniej :) Zawsze miałem poczucie, że czegoś tu nie pasuję :D Pozdrawiam! 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przeserdecznie dziękuję! Coraz mniej jest wśród nas tych, którzy zdolni są pochylić się nad czymś na dłużej. No, nie licząc tych ślępiących często bezrozumnie w tv odbiorniki. Kłaniam się uprzejmie i miłego dnia życzę! 

Opublikowano

TV-morderca, cóż on wyczyniał,

lecz wieść najgorszą starannie  schował,

kiedy już wszystkich w krąg pozarzynał,

na koniec własny wiersz zamordował!!!

  ;)))

AD

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Piszę jak potrafię, a że poemat to ginący gatunek to mój ukłon w stronę tej formy poezji. Poza tym, że celem jest na ogóle potrzeba tworzenia to nie miałem tu jakiś ukrytych, bądź jawnych intencji. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

nie takie pitu pitu ;)))

w wymowie wierszyk JADer'a ładnie ujmuje to, o czym uczciwie wspomniała beta_b:

 

miałem podobne odczucie, ale dzisiaj doczytałem i niestety (zauważ porównanie! ;) przypomniało mi Ulissesa i mękę, jaką przeżywałem, by ukończyć dzieło :)

A przecież autor znamienity., więc nie bierz zbytnio tego do siebie, bo uważam, że piszesz świetne wiersze, ale ten, jeśli ma być aż tak długi, powinien powodować uczucie łaknienia, podobne jakie przeżywa się po kazdej kolejne łyżce rosołu własnej babki.

Z uśmiechem, pozdrawiam.

Opublikowano

Czarłanie, dziś dotrwałam w skupieniu do 'feerii barw', potem zaczęłam się rozpraszać, więc odkładam na później. Flow-Amazonka:) Może i nie ma co się spierać, czy wiersz zabity długością czy nie, bo każdego zabija w innym miejscu, jednych po piątej, drugich po 10, ja odpadłam przy 20 - policzyłam:) czyli połowa, w przeliczeniu na strofy. Taki zamysł, faza, fala - Illiada, Kwiaty polskie - przecież nikt nie broni, a my możemy - nie musimy - dotrwać.

 

Jest dużo ciekawych i barwnych momentów, powiało mi czasem sarkastycznym Tuwimem, a w wyliczance z 15 i 16 zwroty 'a on sie skrada' i te wszystkie szatany i kmioty, to poczułam się w zminimalizowanej 'Kropce nad ypslonem' Stachury:) (masz na loda-mów mi wuju wręcz w obiegu domowym funkcjonuje). Ale nie ukrywam, nie gniewaj się, też bym coś gdzieś uszczupliła, niewiele, ale po prostu z racji, by zostawić sos, którego i tak jest dużo, a oszczędzić wytrwałym kilku wersów wiosłowania dla wiosłowania :) Tak czy siak poleciałeś. 

Mam nadzieję, że najdzie mnie wena na ponowne zmierzenie się z mordercą niedzielnym czy mordzik-relaksikiem:) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...