Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jesteś wybiórczo spostrzegawcza, albo się tylko przeceniasz. I nie jesteś krytycznie obiektywna, tylko tak Ci się wydaje. Bo gdybyś rzeczywiście była spostrzegawcza, to Twoich komentarzy, rad i pouczeń byłoby najwięcej. A Ty działasz metodycznie, sama wiesz to najlepiej. 

:))

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dział został zlikwidowany, bo aktywność w nim była zerowa. Przez dwa lata publikowało tam na zmianę dwóch - trzech autorów. Formuła w tym przypadku wymagała zwyczajnego odświeżenia.

 

@Marcin Krzysica, od dłuższego czasu zastanawiam się nad... trudno to ubrać w słowa, wyróżnianiem? co lepszych pozycji. Sam jednak nie czuje się na tyle kompetentny ( @kot szarobury znów stwierdzi po przeczytaniu wierszy byłego administratora Angello, że obłudny ze mnie erosoman;), a czynniki, które możemy wziąć pod uwagę - serduszka, wyświetlenia, komentarze, nie zawsze oddają jakość utworu, a częściej kojarzenie użytkownika przez resztę portalu. Z kolei oceny pozytywne/negatywne, niestety, prowadzą do osobistych wycieczek (jak już bywa w komentarzach) i trollingu. Szczególnie przy rosnącej popularności portalu.

 

Na pewno pobudzaniem aktywności są wszelkiego rodzaju konkursy, ale... aktywność w poprzednim była mizerna. Znacznej części ochoczo komentujących w wątku nie chciało się tam nawet zostawić komentarza. Czy mamy zatem wyróżniać autorów, a jednocześnie patrzeć na puste wiersze z pustymi odsłonami z wyszukiwarki?

 

Dobrą, a nie wykorzystywaną przez wielu, opcją tego skryptu forum jest obserwowanie użytkowników i budowanie forum "pod siebie", z wykorzystaniem strumieni. Same najlepsze utwory, najpopularniejsze (o tam, na dole pod każdym utworem) czy najczęściej komentowane (na stronie głównej) też bywają wskazówką.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

to ma być forum dla wybranych czy dla każdego, szufladkowego poety, który chciałby dostać opinię o swoim utworze? Ja wolałbym to drugie. Nie lubiłem starego orga, bo przyszła sobie jakaś Maryśka czy inny M.Krzywak i tyle było z dyskusji i krytyki. Sam raz czy dwa przeczytałem, że jestem internetowym g..., no i teraz mam jakiś wewnętrzny opór przed komentowaniem czy dodawaniem.

Opublikowano

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

z całym szacunkiem @kot szarobury to nie całe forum i reszta użytkowników też chyba ma coś do powiedzenia. Co do serduszek to się zgodzę w stu procentach bo sam uważam że mnie nie powinno tam być wśród wyróżnionych co do kompetencji zawsze możesz zapytać tych bardziej sprawnych aktywnych czy coś jeśli chodzi o wyróżnienie utworu im więcej osób zapytasz tym większy wachlarz odpowiedzi dostaniesz. 

Ja  wszystkich najbardziej zapamiętałem dwa Ireny zaborowsiekj o aniołach i bety b pamięci to moje typy dwa z satyry Jader do wyboru każdy jego wiersz jest śmieszny limeryk Bolek i AnnieM o kolarzu Marlett o sali bólowej Egzegeta u niego co sie napatatoczy :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Swego czasu odbyła się się już dyskusja, w której temat został omówiony. Więc jeszcze raz zapytam: jakie w międzyczasie zaistniały przesłanki aby odgrzewać ten kotlet poza chęcią zaistnienia, i parcia na szkło, poczucia, że się tutaj rządzi, dyktuje jakieś warunki? Dziwią mnie głosy tych, którzy na co dzień nie nie uczestniczą w kształtowaniu obrazu portalu, że nagle wyroili się spod ziemi i pokrzykują, stękają i narzekają. Narzekanie, to nasza polska specjalność. W tym jesteśmy najlepsi. Jakie macie moralne (bo, że formalne, to oczywiste) aby tutaj basować? Wróćcie, publikujcie, twórzcie to miejsce i dopiero wtedy podpowiadajcie co zmienić.

(Takie kibicowanie i pokrzykiwanie zza płota, to również rzecz, w której jesteśmy dobrzy).  Tytuł wprawnego poety, po tym jak zlikwidowano klub stał się tytułem honoris causa, ale tym co nad tym ubolewają przypomnę  piosenkę Chochoła z Wesela. Trzeba było publikować w nim gdy był.

 

Edytowane przez kot szarobury (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Witam. Jestem tu raczej krótko, to mój pierwszy i jedyny portal poetycki, także nie znam systemów innych. Od początku zdziwiły mnie 'serduszka' jak lajki na Fb, (nie znaczy, że ich nie używam), ale wydaje mi się, że lepiej, gdyby był podział na serce pod wierszem i plus w komentarzach. Bo serce w komentach, to po prostu najczęściej szybki komunikat 'tak, zgadzam się/ dobrze mówisz'. Albo nagrodzenie wierszowanej riposty. Ale serca z komentarzy niepotrzebnie wpływają na ranking przy nicku, wprowadzając może w błąd nowych forumowiczów.

 

@Annie_M, masz uwagi co do częstotliwości, zgadzam się, wybacz, sama trochę 'spamuję', po 1-wszym wierszu powiedziałam sobie 'kolejny za tydzień', ale że niektórzy codziennie nowy, to też postanowiłam przyspieszyć.

 

Co do podziału na wprawnych, to odczuwam to jako kastowanie grupy, czyli w efekcie zwiększenie podziałów, niezdrowy wzrost ego jednych, poczucie się za małym, by komentować u dużych. Po prostu szlachta-plebs, całowanie w sygnet biskupa i te wszystkie emocje, które temu towarzyszą. Piszecie, że to wymarło - nic dziwnego - jak w 'Titanicu', najlepsza zabawa była na dole. W tym układzie równości, mi osobiście jest dobrze. Wystarczy, że ktoś ma ranking wprawnego, tylko niech to będzie ranking za wiersze.

Nie jestem pewna co do minusów, właśnie z racji na trollowanie, a charakterki ludzi, w tym forumowiczów, bywają zajadłe i kąśliwe tak po prostu, bo się kogoś nie lubi. Gra trwa, minusy by ją wzmożyły. A ranking najlepiej ocenianych wierszy, czyli najbardziej wymierny, przecież jest, tylko w telefonie np. wyświetla się 'najpopularniejsze w 7 dniach', może zmienić na najlepiej oceniane. Ja 98% przeglądam z telefonu i widzę w liście wierszy ilość wejść i komentarzy, nie ma ilości polubień wiersza (nie pamiętam jak na komputerze to wygląda). Więc może być 50 komentarzy, wchodzimy, a zero serc za wiersz, który jest średni, ale przyciąga kolejnych ciekawych 'no-chyba-dzieła-skoro-taki-ruch'. 

 

Ja osobiście się ulotnię, gdy tylko wejdzie jakaś taka kasta, nikt płakać nie będzie, a ja oszczędzę sobie dziwnych emocji. Takie moje subiektywne odczucia. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Lulle tu nie chodzi o to by byla kasta ale tak jak juz wczesniej mowilem moze zrobic dzial do ktorego beda sie przerzucaly utwory z gotowego raz na tydzien 20 najlepszych zeby nie trzeba bylo szukac zgodze sie z Mateuszem ze serduszka nie sa wymierne jak juz wczeniej napisalem bardziej sa kojarzone z osoba. Mateusz pisze ze mozna wejsc w najlepsze itd ale tego trzeba szukac a jesli trzeba wejsc w zakladke na dole storny drobnym drukiem to powiedz komu sie chce. W supermarkecie gdy idziesz na srodkowych polkach masz to co najlepsze by przyciagalo wzrok. Z tym kto powinien i jak wybierac do dzialu wiersze moze jacek alicja marlett deonix kot janek beta bolek  (to ze ktos nie publikuje to nie znaczy ze nie przychodzi i nie czyta) zbierz kilka osob i zapytaj zeby wyslac jednego maila tygodniowo\miesiecznie i zeby wskazali co im najbardziej przypadlo do gustu lub raz na miesiac kazdy ma swoje jakies typy i z kilku propozycji na pewno trafisz na dwie trzy pozycje ktore powtarzaja sie u wszystkich. Bedzie bez serduszek i jak najbardziej bez stronnie cos w rodzaju ankiety. 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem cel. Ale zupełnie nie jestem za tym, by jakaś wąska grupa wybierała te wiersze, tym bardziej, że są to osoby również publikujące i z pewnym zapleczem w relacjach. To nie jest sport, poezja jest dość subiektywnie ocenianą dziedziną o wielu wymiarach, także żaden system nie będzie do końca sprawiedliwy. Jeśli to miałby być jakiś mechanizm, który wrzuca wiersze w top, to okej. Ale mierzalny na podstawie serduszek w wierszu, np. za 10serc, bo to jest tu raczej górna granica na daną chwilę. Ale zamieszczanie w grupie, w której można publikować wyłącznie po zaproszeniu, albo ocenianie siebie jako godnego lub niegodnego publikacji w danym miejscu, to dla mnie takie sobie. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No za wielu wprawnych się nie  wypowiedział o co do systemu mógłby właśnie być tak jak mówisz @Luule i tak chyba wszyscy zgodzili sie tutaj tak przynajmniej mi sie wydaje ze serduszka Kajki powinny być tylko za wiersze. Może cos takiego by Mateusz przemyślał od następnego miesiąca by zrobić dział do którego przenoszone by były wiersze powyżej jakiegoś poziomu polubien

Edytowane przez Marcin Krzysica (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Otóż to, a przecież istnieje takie pojęcie jak off topic, dzięki któremu tzw. "wyróżnienie" stanie się (nie na 100%), ale na pewno bardziej sprawiedliwe - kiedy wszystkie off (w)top'y oddzieli się od rzeczywistej popularności. Dzisiaj jest tak, że jeśli wątek ma np. ok. 30 wejść - podejrzewam, że jest tam (poza niewieloma chlubnymi wyjątkami) jakaś "jatka" i z reguły to się sprawdza. Problem w tym pewnie, że nie ma komu tego zrobić :)). Wyznaczanie moderatorów  znowu nie spowoduje sprawiedliwych ocen, bo "oni" też mogą ulegać sugestiom i różnym "brzydkim" powodom, więc zawsze komuś coś nie będzie odpowiadało.  Rozwiązanie, przynajmniej częściowo, jest proste - off top'y należałoby "zgłaszać" (a jest już coś takiego jak "zgłoś post") np. z dopiskiem "OT" i faktycznie traktować, jako rzecz niesłusznie nabijającą ranking. Prędzej, czy później chęć do "rossmówek" przeniesie się przez samych "rossmówców" na Forum Ogólne, póki będą chcieli sobie "poszaleć" lub jeśli dotyczy forum org, na Forum org. Serduszka i plusy uważam za rzecz zbędną, bo prowadzi do jałowego oceniania "niewiadomoczego". Faktyczną oceną wiersza powinna być ilość wejść, poparta merytorycznym wpisem. Niemerytoryczne - traktowałbym jako off topy.   :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie, spoko, nie odebrałam tego bezpośrednio, ani w ogóle jako atak. Ale z racji, że pasuję do opisu, to dałam to jako przykład. A prawdę mówiąc myślę podobnie jak Ty, że czasem nie ma przez to przerw na oddech. Mi już się kończą starsze wiersze, także z mojej strony będzie luźniej:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Myślę, że serc z komentarzy nie ma co całkowicie usuwać. Czasem, nawet w Warsztacie, ktoś w komentarzu zaproponuje swoją wersję:

 

 

Forum za to pozwala na więcej "reakcji", więc obok "polubienia", próbnie, od wczoraj znajduje się także "dziękuję", będące neutralne, jeśli chodzi o reputację osoby/tematu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam. Też właśnie pisałam o polubianiu tych 'ripost', albo właśnie jak w przytoczonym przez Ciebie przykładzie 'remontu'. Z tym mam wahanie apropo występowania serc w komentarzach.

 

Nie jestem pewna jak to działa, ale czy może się zdarzyć, że osoba, która przykładowo nic nie opublikowała swojego, ale jest komentatorem i za to dostaje lajki, za tzw. 'dobrze mówisz', i przekroczy próg dla wprawnego poety, to czy taki ranking się u niej wyświetli?

 

Widziałam też właśnie to nowe 'dziękuję' ze znaczkiem pucharu, ale miałam niezłą zagadkę jaką to ma siłę. Myślę, że może to być błędnie interpretowane jako silniejsze od lubię to. Tak jak:  'dziękuję, że jesteś' powiemy wybranym osobom, a 'lubię cię' już luźniej do szerszego grona. Do tego puchar kojarzący się z podium. Przynajmniej w moim odczuciu ma to mocniejszy wydźwięk... Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dokąd zmierzasz świecie…? Jak karawana na pustyni, po niknących śladach szukasz próżno oazy.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Gdy falujące morza i oceany kłaniają się wyspom naprzeciw, ty wciąż nie dostrzegasz celu.   Człowiek pręży się i maskuje, łamie rozum, by pojąć boże zamysły, stawiając siebie na piedestale.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Wieża Babel dawno upadła, jakże jesteś nierozumny, jak Ikar, zbyt blisko słońca.
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Idiotka     Ewa J., obecnie wyższa urzędniczka w ministerstwie kultury, swojego przyszłego męża poznała na plaży w Międzyzdrojach, gdzie na wypoczynek skierowała tę dwudziestoczteroletnią panienkę jej macierzysta firma. Wpadł jej w oko już pierwszego dnia. Elegancki, chociaż tylko w slipach, spacerował po plaży i czasami tylko udawał się na płytkie wycieczki w morze. Ewa J. umieściła swój kocyk w kratę właśnie obok „majdanu” przystojniaka w slipach. Reszta urlopu młodej pracownicy ministerstwa upłynęła na towarzyszeniu poznanemu na plaży chłopcu – chociaż może akurat było odwrotnie. Przedstawił się jako Jasiek C. Dowiedziała się jeszcze od niego, że skończył prawo i jest pracownikiem Ministerstwa Obrony, a jakże. Po samochodowym powrocie z urlopu (Jan C. był zmotoryzowany) romans trwał w najlepsze i po roku zakończył się bardzo kameralnym weselem. Młoda mężatka przeprowadziła się do eleganckiego, chociaż architektonicznie siermiężnego, tak zwanego dolarowca, do mieszkania męża. Dwa lata później Ewa C. urodziła chłopca, któremu dano na imię Piotr. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego młoda mama wróciła do pracy, a małemu Piotrowi wynajęto bardzo drogą, bo dobrze wykształconą opiekunkę. Lata płynęły. Państwo C. spędzali razem urlopy, powodziło im się doskonale, byli kochającym i czułym małżeństwem. Mieli własny jacht na Mazurach oraz domek myśliwski zagubiony gdzieś w bieszczadzkich lasach. Czasami przyjmowali gości, ale byli to zawsze znajomi pani Ewy. — Mąż, ze względu na tajny charakter swojej pracy, nie ma przyjaciół — mawiała do swoich przyjaciółek pani Ewa. — A co to za praca? — dopytywały zaciekawione. — Sama nie wiem, ale to jakaś osobliwa wojskowa tajemnica — odpowiadała. 23 lata po ślubie Ewa C. zjawiła się nieproszona na policji i zażądała rozmowy z oficerem, bo to, co ma do przekazania, jest rewelacyjnie ważne i niezwykle tajne. Policja chętnie nadstawia ucha, bo bardzo sobie ceni donosy, a szczególnie takie, w których żona donosi na własnego męża. Ewa C. zeznała, że odkąd poznała Jana C., on zawsze pracował w ministerstwie obrony. Miał legitymację służbową przedłużaną w grudniu na następny rok. Ale w 23. roku wspólnego życia pani Ewa C., urzędniczka w ministerstwie, udawała się do swojego chorego szefa, dyrektora departamentu, w celu zasięgnięcia jego opinii w sprawie służbowej. Było to przed południem, przed ekskluzywnym budynkiem mieszkalnym, ostatnio oddanym do użytku w Warszawie. Zobaczyła mianowicie swojego męża w garniturze i z czarną teczką w dłoni (tak właśnie o tej porze roku wychodził do pracy), jak sprężystym krokiem przemierza przeszklony korytarz na pierwszym piętrze, zatrzymuje się, otwiera jakieś drzwi i wchodzi do czyjegoś, jak sądziła, mieszkania. Przyjrzała się dobrze tym drzwiom. Były identyczne jak siedem pozostałych. Pospiesznie załatwiła swoje sprawy z pryncypałem, ale do pracy już nie wróciła. Zaintrygowana i pobudzona siedziała w samochodzie, obserwując znajome drzwi z numerem, za którymi zniknął mąż. Kilka minut po szesnastej elegancki pan, czyli właśnie Jan C., wyszedł z mieszkania, przemierzył korytarz, zjechał windą na parking, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a czatująca żona podążała za nim. Pan Jan podjechał pod dom państwa C. i niespiesznie się do niego udał. Chwilę po nim do domu weszła małżonka. Nie dała po sobie poznać, że oto poznała jakąś męża tajemnicę. Standardowe pytania: jak w pracy, wszystko dobrze, obiad, syn na randkę z dziewczyną lub chłopakiem, lektura gazet, kolacja, telewizor, łóżko. Rano Jan C., jak co dzień, wychodzi pierwszy, ale tuż za nim wybiega Ewa C. Podróż małżonka kończy się pod domem z wczorajszych obserwacji Ewy C. Pan Jan opuszcza samochód, idzie chwilę korytarzem i znika za drzwiami mieszkania, czy diabli wiedzą czego, oznaczonego numerem sześć. Żona idzie za nim, podchodzi pod drzwi, nasłuchuje, ale nie dobiegają do niej żadne dźwięki. Jest cicho. Wsiada do swojego samochodu, jedzie do pracy, bo dzisiaj akurat musi, ale wychodzi wcześniej, jedzie na Mazurską (tak ją tutaj nazwijmy). Tuż po szesnastej wychodzi mąż, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Ale zaraz po obiedzie żona pyta męża, czy u niego w pracy wszystko w porządku. — Oczywiście, jest spokojnie — odpowiada. Jest klasycznie spokojnie i dodaje jakąś ciekawostkę o generale, którego żona zna tylko z telewizora. I jest następny dzień. Rano małżonkowie, oboje, ale oddzielnie, jadą na Mazurską, ale tym razem Ewa C. dzwoni do ministerstwa, że dzisiaj do pracy nie przyjdzie, bo – delikatnie mówiąc – niedomaga. Siedzi osiem godzin przed pracą, a raczej przed sama nie wie czym swojego męża, aż wreszcie kilka minut po szesnastej pracownik ministerialny opuszcza, powiedzmy, że pracę i jedzie do domu. Małżonka jedzie za nim. W poniedziałek Ewa ze swoją koleżanką z pracy podjeżdża na Mazurską. Poinstruowana kobieta idzie do mieszkania nr 6 i dzwoni. Otwiera jej mąż Ewy C. (ona go zna, on jej nie) w samej koszuli, krótkich spodenkach i na bosaka. Koleżanka żony pyta, czy zastała Stefana. Jan C. bardzo grzecznie, z uśmiechem na twarzy i na luzie odpowiada, że tutaj nie ma nie tylko Stefana, ale nawet żadnego innego mężczyzny. Ewa C. analizuje swoje życie, a raczej życie swojego męża, Jaśka. Chodzi codziennie przez 23 lata do tej samej pracy, zawsze ubrany elegancko, wręcz wytwornie, jak na człowieka z dużą klasą i na stanowisku przystało. O jego pracy nigdy szeroko nie rozmawiają, bo to są tajemnice i lepiej dla niej, aby nic nie wiedziała. Nie ma przyjaciół ani kolegów. Małżonkom nie zbywa na niczym. Mąż jest czuły i troskliwy, a więc jest świetnym partnerem i ojcem. Każdego miesiąca oddaje do domowego budżetu swoje zarobki w bardzo przyzwoitej wysokości. Ale w rzeczywistości do pracy nie chodzi, bo z tego, co ona się orientuje, to jeszcze u nas tak nie ma, żeby ministerstwo zlecało swoim pracownikom chałupnictwo. A więc tak, myśli Ewa C.: albo w grę wchodzi jakiś niezrozumiały romans z kobietą, albo mąż jest uwikłany w bardzo nieczyste interesy. Pewnego popołudnia, kiedy mąż jest w domu, jedzie na Mazurską i dzwoni do drzwi z numerem 6. Cisza, chociaż dzisiaj modnie byłoby napisać, że słyszy ciszę. Nie ma spisu lokatorów. Jeździ tak kilka razy, ale nigdy jej nikt nie otwiera. Wtedy jedzie na policję, która skrupulatnie spisuje jej zeznania, na koniec prosząc o dyskrecję. Oni się do niej odezwą. Policjanci szybko orientują się, że jeżeli w grę wchodzi pracownik Ministerstwa Obrony, o którym oni sami w swoich aktach mają pustkę, to sprawę należy przekazać do kontrwywiadu wojskiem. Agenci kontrwywiadu, wietrząc szpiegostwo na dużą skalę, zakładają na Jana C. całkowitą inwigilację. W nocy wchodzą do mieszkania na Mazurskiej i skrupulatnie je przeszukują. Jest to 90-metrowy apartament, bardzo bogaty i wykwintnie wyposażony w najlepsze włoskie meble skórzane, super sprzęt audio, kino domowe, obrazy, puszyste dywany... Jednym słowem, mieszkanie jest urządzone z niebywałym przepychem, aczkolwiek z zachowaniem niebanalnej elegancji. Na półkach stoją tysiące dysków z filmami i muzyką jazzową. Na powierzchni około 20 m² rozłożona jest instalacja kolejki elektrycznej. Nie są to jednak tanie zabawki z dawnego NRD czy chińska tandeta. Te kolejkowe zabawki wytwarzane są na zamówienie w Japonii przez firmę produkującą je dla bardzo zamożnej klienteli. Tory są szersze niż w normalnych zabawkach, lokomotywy i wagoniki wykonane z dbałością o każdy szczegół, jest komputerowe zarządzanie ruchem, a całość ma wartość luksusowego samochodu osobowego. W rogu stoi najnowsze dziecko firmy Lockheed Martin, przeznaczone dla dużych i bardzo bogatych chłopców. Jest to wart kilkadziesiąt tysięcy dolarów symulator lotniczy do walk w powietrzu, bombardowań, atakowania czołgów i tak dalej. W klaserach na półkach są zbiory monet. Jak szybko orientują się agenci, są to monety najdroższe na świecie. A więc, pomyśleli agenci przeszukujący mieszkanie, człowiek tu mieszkający pławi się w luksusie, na jaki stać tylko ludzi najbogatszych. W mieszkaniu z numerem 6 instalowane są podsłuchy głosowe i wizyjne. Jan C. zostaje zaś poddany totalnej inwigilacji. Prześwietlone zostaje życie obserwowanego od jego narodzin. Obserwuje się również jedyną bliską mu osobę, czyli jego matkę, Kazimierę C. Jest ona byłą urzędniczką do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy w centrali PKP, aktualnie – ale od 21 lat – na rencie po stracie nogi w wypadku kolejowym. Kobieta ta pobiera 1920 zł renty, jest domatorką, nigdy i nigdzie nie wyjeżdża. Agenci szybko ustalili, że Kazimiera C. jest właścicielką wartego 950 tysięcy zł mieszkania na Mazurskiej oraz luksusowego, sportowego mercedesa GLE Coupe wartego pół miliona złotych, jakiego używa jej syn Jan. W mieszkaniu Kazimiery C. zjawia się agentka podająca się za pracownika Urzędu Skarbowego, pytając, skąd posiadała ona pieniądze na zakup mieszkania i samochodu. Kobieta nie jest speszona ani zdenerwowana pytaniami. Odpowiada, że o wszystko należy pytać jej syna, czyli Jana C. Groźby i perswazje nie rozwiązują jej języka. Trzymiesięczna totalna inwigilacja, podsłuchy i nagrania nie odpowiadają na żadne istotne pytania służby wojskowej. Wiadomo jedynie, że Jan C. nie tylko aktualnie nie pracuje, ale w ogóle nigdy i nigdzie nie pracował. Kontrwywiad ustala też, że obserwowany prowadzi niezwykle ustabilizowane życie. Każdego dnia jedzie do „pracy”, czyli na Mazurską, bawi się tam jak chłopiec, ogląda filmy, słucha jazzu, czasem się zdrzemnie i wraca po „pracy” – czyli po wszystkim, co w swoim, a właściwie swojej mamy mieszkaniu robił – do domu. Sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, ale ciepłego i miłego. Nie ma znajomych, z nikim się nie kontaktuje, nikt go nie odwiedza. Kontrwywiad zwraca sprawę policji, a ta decyduje się na zatrzymanie Jana C. Na pierwszym przesłuchaniu zatrzymany opowiada policji bajkę o tym, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy zażywał życia w lenistwie, bo właśnie rzucił liceum po drugiej klasie szkolnych trudów, spotkał na ulicy szczupłego mężczyznę, który powiedział mu mianowicie, że jest jego ojcem. Powiedział też synowi, że porzucił matkę i jego, kiedy syn miał 5 lat. Dzisiaj przychodzi tu, aby nadrobić krzywdę, jaką mu wyrządził swoim odejściem. Powiedział też, że nie zapomniał o chłopcu i z bagażnika poloneza wyjął niewielką skórzaną torbę, wręczając ją synowi. — Masz tutaj ogromny majątek — powiedział — bądź tylko mądry, a wystarczy ci na całe życie. Chociaż Jasiek C. nie rozpoznał w nieznajomym ojca, to jednak po wypytaniu mamy, jak wyglądał tata, zorientował się, że to był właśnie on. W skórzanej teczce znajdowało się kilkadziesiąt papierowych pakunków, w każdym z nich było po kilka szlifowanych kamieni. Były to brylanty. Jan C. kupił odpowiednią literaturę, odwiedzał sklepy jubilerskie i powoli docierało do niego, że naprawdę został właśnie bogaczem. Pewnego dnia z dwoma niedużymi kamyczkami udał się do złotnika. Ten obejrzał towar i powiedział, że to dla niego zbyt poważny interes i nie jest zainteresowany zakupem, ale może skontaktować sprzedającego z odpowiednią osobą. Osoba ta zjawiła się na umówione spotkanie. Był to mężczyzna mówiący po angielsku, ale znał też wiele słów polskich. Obejrzał i zważył małą wagą jubilerską kamienie i powiedział, że może za obydwa zapłacić jakąś astronomiczną dla Jana C. kwotę. Transakcja doszła do skutku. Wtedy Jan C. powiedział Anglikowi, że niebawem będzie miał do sprzedania znowu dwa kamienie. Kupujący pozostawił swoją wizytówkę i powiedział, że czeka na telefon. Przez 25 lat Jan C. dzwonił do Anglika kilkanaście razy. Nauczył się mówić po angielsku. Przyzwyczajeni jednak do trochę bardziej realistycznych bajek policjanci zaproponowali w rewanżu za opowieść Janowi C. areszt. Prokurator wystąpił o jego zastosowanie do sądu, ale ten nie znalazł ku temu podstaw prawnych. Jana C. zwolniono. W kilka dni później został jednak ponownie zatrzymany pod zarzutem podrabiania dokumentów, a mianowicie legitymacji służbowej Ministerstwa Obrony. Zatrzymany przyznał się do zarzucanych czynów i zeznał, że wykonał ją sam, korzystając z drukarki i maszyny do foliowania. Co roku wypełniał też odpowiednie rubryki, co miało świadczyć o ważności legitymacji w kolejnym roku, własnoręcznie wykonaną pieczątką. Należy jednak stwierdzić, co przyznał również prokurator, że wygląd zrobionej przez zatrzymanego legitymacji bardzo daleko odbiegał od oryginału, a nawet był do niego zupełnie niepodobny. Zatrzymany przyznał się do zarzucanego czynu i chociaż prokurator sporządził wniosek do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu, to jednak sąd nie znalazł ku temu odpowiedniego powodu. Jeszcze raz policjanci próbowali nakłonić Jana C. do uwiarygodnienia swojej opowieści przez okazanie pozostałych brylantów. — Będzie panu lżej, panie Janie — przekonywali. — Nie bądźcie panowie śmieszni — odpowiedział grzecznie zatrzymany i udał się do domu. W jakiś czas później Jan C. otrzymał wezwanie do prokuratury i udał się tam ze swoim świetnym adwokatem. Prokurator przedstawił podejrzanemu akta sprawy przed skierowaniem do sądu. Z akt Jan C. dowiedział się, że za całą sprawą stała jego żona Ewa, składając na własnego męża donos na policję. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa, a sąd, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, sprawę umorzył. Jan C. przeprowadził rozmowę z żoną. — Słuchaj, wiem, że to ty na mnie doniosłaś. Zachowałaś się jak ostatnia zdzira, ale ci wybaczam, bo cię kocham — powiedział, a w odpowiedzi usłyszał to, czego ona dowiedziała się od policji. — Jak ja mogłam tyle lat żyć z prostakiem bez zwykłej matury?! Jesteś dla mnie oszustem! Jak mogłam wyjść za człowieka z gminu?! — krzyczała nie tylko mężowi w twarz, ale w kilka dni później również prosto w oczy swoim bardzo licznym a ciekawskim przyjaciółkom. Jan C. jak stał, tak wyszedł ze swojego mieszkania. Nigdy już do niego nie wrócił. Wkrótce z wniosku pani Ewy odbyła się sprawa rozwodowa i już na pierwszej rozprawie sąd zarządził rozwód. Ewa C. wytoczyła następnie swojemu byłemu mężowi sprawę o podział majątku. „Mieszkanie i samochód jest byłej teściowej, ale my z mężem mamy luksusowy jacht i dom myśliwski w lesie” – napisała w pozwie Ewa C. Łączna wartość majątku małżeństwa została oszacowana na sześć milionów złotych. Na sprawie świetny, ale bardzo drogi adwokat męża przedstawił zaświadczenie, że trzy miesiące temu na jachcie, którym płynął jej mąż, wybuchła butla gazowa i doszczętnie go zniszczyła. Jana C. wyłowiła z wody łódka wędkarska, a zaraz potem przyjęła go na pokład motorówka policji wodnej. — Tutaj jest cała dokumentacja zdarzenia — powiedział i położył na stole sędziowskim plik dokumentów. — Tylko przez zwykłe przeoczenie Jan C. zapomniał o opłaceniu ubezpieczenia wypadkowego — dodał mecenas. — Ale jest jeszcze dom! — darła się w sądzie Ewa C. Adwokat z kamienną twarzą położył przed sędzią notatki z policji i straży pożarnej stwierdzające, że w dniu takim a takim, prawdopodobnie od zwarcia instalacji elektrycznej, wybuchł pożar, po którym wspaniały dom myśliwski zamienił się w stertę gruzu. — On to spalił! — wrzeszczała przed sądem Ewa C., mając widocznie na myśli swojego byłego męża. — Bardzo wątpię — powiedział adwokat i położył na stole sędziowskim dokumenty stwierdzające, że w dniu pożaru Jan C. towarzyszył swojemu mercedesowi w wymianie oleju w autoryzowanym serwisie, setki kilometrów od uroczego domku w lesie. Syn małżonków C., Piotr, kupił sobie na raty – aczkolwiek, jak głosi plotka, za pieniądze tatusia – mieszkanie i zamieszkał tam ze swoją dopiero co poślubioną żoną. Kolorowe gazety doniosły ostatnio, że śliczna młoda aktorka, grająca już nie tylko w serialach, poślubiła przystojnego i bogatego, chociaż już starszego pana. Chodzi właśnie o Jana C. Idiotka Ewa J., dawniej Ewa C., mieszka obecnie w wynajętej, obskurnej kawalerce gdzieś na Ursynowie. Głupota towarzyszy ludzkości od samego jej początku, małostkowość zaś jest tym jej elementem, który potrafi zniszczyć życie nie tylko śmieciarza, doktora habilitowanego czy prostego magistra, ale również ministerialnej urzędniczki. I to byłoby na tyle.              
    • zima nadeszła za wcześnie. rozpalone płatki śniegu, rozkładają się w podłożu.   nie przyjdzie więcej, nareszcie... lata spędzone w szeregu, marsz do zbiorowego grobu.   pamięć twa nałogiem, chodnik twym cmentarzem, cegła twym nagrobkiem.   głoś więc w szczelinach na wpół skremowany, ostatnie kazanie oddechem urwanym. niech wiedzą, że papież nie został wybrany, a ty wiedz, że byłeś, tym razem, ostatnim.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Nieco z góry, wszystko wyda się mile i słodkie, w tej naszej imagino manipulacji zwanej kreacją ;) Z rozmachem, niezwykle. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...