Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Kolumny złuszczone z trudem podtrzymują 

dach wklęśnięty niegdyś dwuspadowy i drzwi 

skrzypią upiornie. Klamka od niechcenia do ręki 

się wsuwa a z otwartym oknem można wyjść 

 

na spacer. W przodków gnieździe pawiment 

ze skruszonym stopniem pokornie do piwnic 

się czołga. Meble korniki zjadły skonsumowały 

kilimy mole myszy papiery gryzą i coś jeszcze

 

gada na strychu. Za to pan artysta z nieustannym 

zapałem zegary słoneczne tworzy pisząc przy okazji  

ikony. Bo choć niby-demiurg sam w Boga nie wierzy 

 

to składa na dodatek całkiem zgrabne wiersze    

do swej uwielbianej lecz niemłodej donny - 

niemożliwie brudnej i śmierdzącej baby

Edytowane przez befana_di_campi (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Śmierdzącą babę o czystej duszy i charakterze da się jednak umyć, podobnie jest z pijakiem, który jutro wytrzeźwieje. Odwrotnie już nic nie da się zrobić. Nawet boże nie pomoże.

                                                                                                       jan_ko

Edytowane przez jan_komułzykant (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiersz o niemocy choć jeszcze dość mocnej. Skoro ikony tworzone są i te zegary słoneczne - odliczają czas końca zapału, tak myślę. 

A jakże ceni swą "niemłodą donnę" ? Boi się samotności, utraty weny co będzie robił? Eh, befano. 

 

"Meble korniki zjadły skonsumowały 

kilimy mole myszy papiery gryzą i coś jeszcze" no sumienie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

"Objaw zawiści?" Dobre  ! Znam doskonale historię tego romansu oraz bohaterów tego związku, ponieważ nigdy nie piszę "z czapy" ;)

To bardzo nieciekawe towarzystwo :\  Zwłaszcza pod względem etycznym. Brudna baba - naciągaczka na pożyczki; artysta z kolei - jej utrzymanek, bo go z zabytkowej rudery przegnała ślubna. Kiedy zakochanej parze zaczyna brakować kasy, wtedy on - artysta - neopoganin, agnostyk, ateista [zależnie od humoru] udaje się na dworzec kolejowy i tam udaje żebraka, głośno odmawiając różaniec. Sama to widziałam, za to pan hrabia [autentyczny] i wielce utalentowany twórca osobliwie nie widział mnie :-D    

Edytowane przez befana_di_campi (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Mówiąc szczerze, nie za bardzo pointa do mnie przemawia, mimo wszystko.

Brudna niemożliwie śmierdząca baba, nie może być muzą dla artysty.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zastanawiam się czy Demiurg nie powinien być wielką literą, jeżeli chodzi o Boga - uzurpatora, chyba że chodzi  o personifikację ludzkiej natury :)

Pozdr

Edytowane przez Annie_M (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

OK, może nie złości ale przyjrzyj się utworowi. Staranny opis rozpadającego się niegdyś świetnego dziedzictwa, Dość staranny opis męskiego bohatera i jeden suchy wers w którym ONA jest "babą" co jest nacechowane negatywnie, że jest brudna i śmierdząca , co przecież można w godzinę naprawić, i nic więcej o niej. Całość owszem ma sens, tak a zmiana nastroju na koniec, ale sugeruje jakiś uraz, jakieś bardziej negatywne uczucia do "baby a tylko żal do "artysty".

 

Pozdrawiam

 

Bogusław

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Proszę, przygotuj balię z ciepłą wodą oraz rozpuszczoną w niej łyżką kaustycznej sody, i szoruj babę ryżową szcotką, która wcale, ale to wcale nie chce dbać o swoją higienę.

Znowu smędzisz z nadmiaru wolnego czasu. Zaś moje odniesienia do baby są takie, że ja nie znoszę smrodliwego brudu. I to sama tej pani wygarnęłam. Gusta artysty mnie nie obchodzą, zresztą ja brudna oraz śmierdząca - jak na razie - do tej pory nie chodzę...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Odczytuję cytowany utwór tak:

 

Kobieta śmierdzi i nic ją to nie obchodzi i mimo uwag nie zamierza się zmieniać.

 

Co do utworu otwierającego wątek. Napisałem że jest ciekawy, dobrze buduje nastrój i opsuje artystę a końcówka wywołuje u mnie wrażenie że ów artysta nie jest autorce objęty,  a "baba" budzi "złe uczucia".

Opublikowano

"...ów artysta nie jest autorce objęty,  a "baba" budzi "złe uczucia"."

To źle czytasz: artysta jak najzupełniej obojętny i byłby nim nadal, gdyby nie buchający od jego donny-konkubiny  - odór.

I daj mi już z tym wreszcie laicki spokój, bo mnie dusi :]

Wiersz popełniłam w desperacji trzymania się za nos, by już teraz z niego [wiersza] się śmiać ;)

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Może, dopiero może. Chociażby taka Dulcynea z wielbiącym ją Don Kichotem :p

Ten "Artysta" akurat jest demiurgiem przez małe "d" ;-)

Opublikowano (edytowane)

Befano - czytam Twój sonet, bo zachowałaś układ wersów w 4,4,3,3, zabrakło mi tu rymów abba, abba,  cdc, dcd.

W zasadzie wiersz jest ciekawy ale mam wrażenie  że za dużo w nim napastliwości a sonet (moim zdaniem)  to coś pięknego, wyjątkowego  i taki powinien (moim zdaniem)  pozostać.

Jak już chciałaś  opisać degrengoladę w tak ostrych słowach  to moim zdaniem lepsza byłaby inna forma - felieton?

 

Lajkowałam i cofałam głęboko zastanawiając się, czy rzeczywiście można go w ten sposób wyróżnić.  Mimo bardzo plastycznego ujęcia tematu jestem na nie.

 

Może następnym razem :)

Pozdrawiam :)

Edytowane przez Bożena Tatara - Paszko (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

No i dobrze, że na "nie". Gdyż lajki nie są mi do niczego potrzebne :)

 

Natomiast w kwestii wiersza? Piszę tak jak piszę, w swoim stylu czy nawet zapamiętaniu. Wiersz ułożyłam w formę sonetu, który wcale nie musi być tym sonetem. Podobnie jak tak modne obecnie haiku, w garmażerii natomiast - pizza ;)

 

Nie gniewaj się, Bożeniu, ja jednak Twoje naddrobiazgowe komentarze odbieram jako niemożliwie drętwe. Wszystkie - bez wyjątku - omówienia, nie tylko pod moimi tekstami. Brakuje Ci bowiem interpretacyjno-poetyckiej fantazji, która jest duszą  wszelkiej literackiej krytyki.

 

Przyjaźnie :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie wiem czy czegoś mi brak, a nawet jeśli czegoś mi brakuje to Ty Befano nie masz o tym bladego pojęcia.

 

Uważam, że komentarze powinny być rzeczowe , sensowne, merytoryczne jeśli mają być komentarzami, a jeśli to tylko zaznaczeniem swojej obecności to hulaj dusza  - jeśli taka jest Twoja wola.

Nie zawsze jest to jednak wskazane, czasem prowadzi do niepotrzebnych spięć ,bo jak stare przysłowie mówi - "z żartami jak z solą... przesolisz zabolą".

A ja wolę niedosalanie , wysoko ciśnieniowcem jestem i nikomu ciśnienia podnosić  także nie zamierzam.

 

O ile szanuję własne zdanie autorów o  zamieszczanych wierszach i próbę obrony własnych przekonań wyrażonych tekstem to tyle zupełnie nie rozumiem Twoich ataków ad personam na niemal każdego komentującego, który nie zachwycił się Twoimi tekstami.

Uczciwie przyznam, przeczytałam większość z zamieszczonych przez Ciebie utworów ale tylko jeden tak na prawdę podobał mi się.

Ten tutaj jest rozemocjonowany co prawda i bardzo malowniczy ale to moim  zdaniem złe emocje i po przeczytaniu go czuję niesmak - to tyle drętwej gadaniny ;)

 

Pozdrawiam ciepło - mimo wszystko :)

 

 

 

Edytowane przez Bożena Tatara - Paszko (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jasnowidząca jestem ;-) Dlatego nie znoszę, tak nie znoszę, kiedy nadintepretowuje mnie się tam, gdzie interpretacja jest zbyteczna i jeszcze się za mnie nadprogramowo myśli ;-)

Nie potrzebuję entuzjazmu, bo głaskanie kota na śmierć nie w moim duchu. Mam jednak swój na tyle opracowany i wypracowany warsztat, że dalszych dlań rad nie potrzebuję. Jak już nie raz i nie dwa podkreślałam: to, tamto lub wszystko podobać się nie musi, ale nieuszanowanie stanowiska autora tekstu, to swoistego rodzaju komentatorskie natręctwo, o czym Ci delikatnie nadmieniłam przy którymś z Justysiowych wierszy :)

Opublikowano (edytowane)

A ja dałem serduszko, a dlaczego?

 

Jeżeli ten wiersz rzeczywiście nie ma (co - przyznaję - z trudem przychodzi mi przyjąć do wiadomości) sporego ładunku osobistych emocji, to muszę wyrazić duże uznanie za umiejętność stworzenia takiego właśnie klimatu Twojego wiersza, Befano.

 

Aha, a na serduszko klikam nie dlatego, że komuś na tym zależy (albo nie ), ale aby wyrazić swoje uznanie lub fakt, że coś mi się spodobało.

 

Pozdrawiam :)

AD

 

 

Edytowane przez JADer (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Proszę, oto następne serduszko :)))

 

Nie, nie ma tu żadnego - wobec artysty - ładunku osobistych emocji, oprócz - wobec jego baby - wirtualnego trzymania się za nos.

"Baba" w naszych stronach oznacza po prostu kobietę, bez jakichkolwiek negatywnych emocji. Zwykły regionalizm, i tyle.

:)))

 

 

Opublikowano

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Mylisz się w zeznaniach ;)

 

No dobrze, nie wiem czy wiesz, że do dobrego tonu należy - na tym forum - by publikujący swoje wiersze komentował innych współpiszących. 

Taka pasywna obecność nakierowana tylko na siebie nie jest dobrze widziana.

Niestety jeszcze gorzej w -  mojej opinii -  ma się rzecz jeśli ktoś jest przekonany o wartości swoich utworów i nie przyjmuje do wiadomości że komuś to może się nie podobać ba... kogoś może obrażać. A w odwecie nie zostawia suchej nitki na autorach, którzy śmieli  nie docenić twórczości.

 

Zastanawiam się tylko po co tutaj wróciłaś ? W imię zasady - "nieważne jak mówią, dobrze czy źle byle dużymi literami" ?

 

Takie potyczki nie służą niczemu ani nikomu, no chyba, że ktoś zamierza rozłożyć to  forum :))))

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tak czytam sobie i się zastanawiam gdzie właściwie jest problem poruszany w cytowanym utworze.

Z jednej strony Autorka sugeruje że jest jasnowidzącą i w związku z tym nie znosi interpretacji gdy ta jest wg niej niepotrzebna.

Tylko podświadomie oczekuje od czytelnika by tez był jasnowidzący, bo skąd ma wiedzieć że coś nie ma być interpretowane?

Z drugiej strony Autorka zaznacza (sorry ja nie jestem jasnowidzem) że ma warsztat dopracowany i żadnych rad nie potrzebuje.

A czy ktoś twierdził że ma niedopracowany? Czy przy dopracowany warsztacie nikt błędów nie robi same idealne dzieła spod jego ręki wychodzą?

I znów z "trzeciej strony" autorka twierdz że nie potrzebuje pochwał ani rad, a krytyki sobie nie życzy. To Mateusz wskazał co zrobić by nikt nie chwalił, nie ganił i nie oceniał. Ale w takim wypadku czy wypada komentować innych?

Wiersz jaki jest każdy widzi. Aż bije od niego wstręt do "baby", co przypomniano mi przedwojenny głupi dowcip w którym zmienię imię bohatera:

Pani napisała w w "dzienniczku uwag" (kiedyś coś takiego było)

 

-Wicek śmierdzi trzeba go wykąpać.

 

- Wicek fijołek, nie trzeba go wąchać - odpisała mama.

 

Wybacz, trzeba chyba być jasnowidzem by wiedzieć że nie ma ładunku emocji w zakończeniu wiersza.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bożeniu, ja nigdzie nie wróciłam, bo ja tu nigdy wcześniej nie byłam!!!

I w przeciwieństwie do Ciebie komentuję jedynie te wiersze, które mnie w jakiś sposób zatrzymują, Ty - na wzór byłego pana-użytkownika z "poezji-polskiej" - maglujesz wszystkie, do ich najcieńszego i najostatniejszego włókienka. Wręcz do ostatniego wydechu oraz godzinę dłużej, co spostrzegłam na przykładzie Justyny.

:) 

Zacznę Cię, jęczybuło, ignorować. Uczepił się słowa "baba" i nie popuści... :\ Jak bulterier czyjegoś pośladka.

Nie rozumiesz, Człowieku, że to mój wierszopisany pamiętnik? A jak pamiętnik, to i jego autorka ma prawo być dla niektórych niesympatyczna, głupia, zarozumiała etc.?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Być może tak jest, ale  odniosłam wrażenie, że już wcześniej spotkałaś tutaj piszących. Nie pomyślałam o innych portalach, może dlatego, że sama  publikuję tylko tutaj, jeśli nie liczyć mojej strony internetowej.

Befano  ja też zatrzymuję się przy wierszach, które mnie zainteresują. Jedne dlatego, że są dobrze napisane, cieszy mnie  czytanie takich wierszy, wiec dlaczego nie dać temu wyrazu - tym bardziej, że taka jest idea tego forum.

Inne zatrzymują bo coś w nich jest a gołym okiem widać, że wystarczy podpowiedź i  może być coś więcej, jeszcze inne bo są zbyt hermetyczne i by je dobrze zrozumieć należy "maglować do ostatniego włókienka" bo niby dlaczego nie ?  Tu jest na to miejsce.

Są też teksty grafomańskie, więc dlaczego się przy nich nie zatrzymać? Być  może ich autor tego nie dostrzega, być może ja dostrzegam w nich jakiś potencjał i warto spróbować pomóc ich autorom.  A być może nigdy nie powinien pisać? Nie każdy może być matematykiem,  nie każdy może być fizykiem, lekarzem, prawnikiem etc... skąd przekonanie że każdy może być poetą ?

 

Kontynuowanie tego dialogu jest bezsensowne, nie trafiają do Ciebie moje argumenty a ja nie zamierzam się wdawać w jałowe polemiki.

Powodzenia Ci życzę!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...