Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Kartki czasu przyszłego, przekłute agrafką.

Chociaż je wolniej zrywam, upływają wartko.

Nawet będąc osobą bez skazy i świętą,

nikt nowych nie naniże w agrafkę zapiętą.

 

-- I co tak na mnie patrzysz, mój kochany Kosmo?

Ty także kiedyś wpadniesz w zapomnienia pasmo.

 

Życie mi powierzyło status ojca, dziadka,

lecz o "pra"  nie wspomniało, bo to rola rzadka.

Żeby więc nie wprowadzić wielkiego zamętu,

przymierzam się starannie do słów testamentu.

 

-- Może powinienem ten spis zacząć od ciebie(?),

lecz wiem, że wszystkie kijki znajdziesz w swoim niebie.

 

Najważniejsze: płatności, rachunki, terminy.

To będzie najtrudniejsze dla całej rodziny,

więc im tego oszczędzę - sam wszystko popłacę.

Oni ewentualnie, niech dadzą na tacę.

 

-- Tobie przekażę moje piosenki i wiersze,

bo z wszystkich oczu wokół, twoje są najszczersze.

 

Różne telefoniczne dane: kody, piny

i rachunków bankowych, hasła bądź loginy;

używane na co dzień, a część z nich od święta.

Chętnie bym je spisał, lecz sam ich nie pamiętam.

 

-- Wiem, że się niecierpliwisz, ale przestań szczekać.

Póki tego nie spiszę, musisz chwilę czekać.

 

Przedmioty i sprzęty - nie ma ich zbyt dużo.

Te, co kiedyś tu były, już rodzinie służą.

Mieszkanie wręcz się stało przysłowiową próżnią.

Jakkolwiek postanowię, i tak się poróżnią

 

-- To teraz chodź na spacer w znanej okolicy,

lecz jak mam cię uchronić od schroniska pryczy?

 

 

-- Może w ostatnich chwilach, trzymać cię na smyczy... ?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez samm (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

O jezuuu jaki smutny wiersz. Rachunkowo-opisowy. Pl bez nadziei porozliczany, jedynie z psem w więzi. Sam na uwięzi (samotności). Aż się rwę żeby do serca przytulić, pocieszyć.

Jak dla mnie tekst w pewien sposób doskonały. Realny, rzeczywisty, pełny drobiazgów, logiczny choć uczucie bije w górę jak światło. 

Ściskam

Bb

Edytowane przez beta_b (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Sammi, smutny wiersz. Wprowadziłeś do niego chaos, bo w chaosie peel zaczął funkcjonować. Niestety.Zaniepokoiłeś mnie, chyba ze to czarny żart, iż piesek jeno towarzyszem życia Twego życia jest Wszak piszesz: 

"Życie mi powierzyło status ojca, dziadka,

lecz o "pra"  nie wspomniało, bo to rola rzadka.", ale tu tez mam myśl. Pies zawsze przy Tobie! O!  

A jednak i rodzina ważna, nie che peel robić jej kłopotu:

"Żeby więc nie wprowadzić wielkiego zamętu,

przymierzam się starannie do słów testamentu."  A ten piesek będzie w swoim niebie biegał za rzucanymi przez ciebie kijkami (może mamy wspólne niebo ze zwierzętami?",

choć to tak jakoś może też brzmieć, że będzie nimi bity:

 

"-- Może powinienem ten spis zacząć od ciebie(?),

lecz wiem, że wszystkie kije znajdziesz w swoim niebie." Tu bym jakoś zmieniła. Wybacz, jeśli uraziłam. Nara. sammi. :) Justi. 

 

Opublikowano (edytowane)

Wiersz bardzo nastrojowy, podoba mi się.

Ale skoro już tyle starań dołożyłeś by wyrównać liczbę zgłosek, to może spróbuj dopracować jeszcze by wyrównać "melodię", bo przy czytaniu "naturalnym" na głos mam wrażenie że coś się nie zgadza. Podejrzewam ze to sprawa jednosylabowych słów które się trudno "łączy" z następującymi po nich.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

"kartkiczasu" czyta się płynnie, "choćcoraz" chciało by się jednak przeczytać z przerwą. Może to tylko "Krakowski regionalizm języka" sprawia ale ja takie wrażenie mam.

Dalej bywa podobnie. Proszę przeczytaj na głos by sprawdzić czy rytm się nie łamie. na przykład:

 

 

proszę porównaj rytm w tym co napisałeś i po zmianie na"

 

To teraz chodź na spacer w znanej okolicy,

lecz jak tu cię uchronić od schroniska pryczy?

 

Przy okazji - kartki upływają  jest owszem metaforą ale .. no nie wiem to ty  jesteś autorem i sam zadeyduj.

 

Często dużo ciężkiej pracy trzeba włożyć, by utwór wygląda lekko i swobodnie.

 

Pozdrawiam

 

Bogusław

Edytowane przez Freemen (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Beci,

wiersz istotnie - przyprószony nieco smutkiem, bo i traktuje o niewesołej stronie życia, jaką jest nasz stosunek do naszych bliskich, człowieka w ogóle i do naszych braci mniejszych. Gdzieś tam w głębi pobrzmiewa także groteskowe podejście do samego faktu sporządzania swojej ostatniej woli / zbiera się człowiek do tego, zbiera, a i tak w końcowym efekcie, nic z tego nie wychodzi :( /. Pocieszającym dla autora jest fakt, że w dobie cyfryzacji nieomal wszystkich sfer życia, pozostają w nas odruchy bezinteresownego człowieczeństwa, czego Twoja wrażliwość jest jaskrawym dowodem.

Przyjmuję wyrazy uznania dla wiersza, a tuli-pocieszki, przekażę Pl-owi osobiście

Dziękuję za Twój emocjonalny wpis i pozdrawiam ciepło :)

s

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Do tego się odniosę Samm, i przytoczę starą rymowankę z warsztatu, nie ma co jej porównywać, bijesz na głowę - ale może coś obudzi. 

Ściskam, bb

Zbieram siły by
...od wtorku umierać. To ładna data -                    
na razie miotłą macham, odpoczywam. 
             
Zacznę umierać od wtorku, dziś jeszcze nie pora:
może pójdę na rower i kogoś pokocham.

 

Od wtorku będzie inaczej: przejdą wichry i burze
łatwiej będzie, więcej chęci na podróże.
                                             
Od wtorku... ale na razie gładzę się po udzie. 
Dobre plany zawodzą - może i ten nie pójdzie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Justi,

mam dość dobry kontakt z Pl-em i wiem, że chodziło mu tylko o ten dobry koniec kija. Ale żeby i inni nie mieli podobnych wątpliwości, zgodnie z Twoją sugestią poprawiam ten wyraz na wersję mniej dwuznaczną.

Wiem, że ostatnio jesteś bardzo zalatana. Tym goręcej dziękuję Ci, że przelatując zatrzymałaś się pod wierszem, zostawiając bardzo sympatyczny ślad czytania.

Pozdrówka :)

s

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Czytanko, Free,

macie całkowitą rację, że nie prześpiewałem tego tekstu. Na gorąco więc poprawiam sugestie Free, natomiast w kwestii "płynięcia" pozostaję przy swoim, zgodnie z alternatywą wyboru, jaką Free mi pozostawiłeś. Płynie czas, więc mogą i płynąć kartki zdarzeń z nim związane.

Dziękuję Wam obojgu za dobro-słowne komentarze i załączone sercowe lubczyki.

Pozdrawiam serdecznie :)

s

Opublikowano

Drodzy: Alicjo, Jacku i JacKu;

zauważam Wasze ślady bytności pod wierszem i przyjmując je z wdzięcznością,  bardzo dziękuję :)

Pozdrawiam serdecznie.

s

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Co prawda jest to trochę off topic ale ostatnio zmieniono kodeks cywilny i spadek domyślnie dziedziczymy z tak zwanym "dobrodziejstwem inwentarza" co oznacza że długi ewentualne spłacamy tylko do wysokości aktywów. Tak więc gdy są długi w najgorszym przypadku nie odziedziczymy nic. Nie można nadal majątku zapisać psu ale można nałożyć na spadkobiercę obowiązek opieki, ale testament z obowiązkami spadkobierców musi mieć formę notarialną. Można też założyć fundację opiekująca się psami a w szczególności też tym jednym... No ale Pl raczej martwi się o to że przyjaciel zostanie samotny.

Opublikowano

Ładny wiersz, niewesoły, owszem, ale w końcu każdy w pewnym momencie ma podobne przemyślenia.

W tej chwili akurat nie mam zwierząt, bo nie mogłabym się nimi opiekować. Ale nie raz myślałam, co się dzieje ze zwierzakami, którym umierają najbliżsi ludzie. Gdzie te zwierzęta trafiają? Co czują? Co myślą? Jak sobie dają z tym radę?

Znane są przypadki psów, które ciągle wracają w to samo miejsce - tam, gdzie mieszkały ze swoim człowiekiem albo tam, gdzie były z nim po raz ostatni - ciągle wracają albo nie chcą stamtąd odejść. Czekają całe lata, do śmierci, z nieustającą nadzieją, że ukochany człowiek kiedyś do nich wróci.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dzięki Bolo za czytanie i reakcję na wiersz. Przywołałeś starą prawdę: im mniej posiadasz, tym mniejszy kłopot.

Pozdrawiam :)

s

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

D.d. / już wiesz :) / Oxy.

Co by nie powiedzieć, z pewnością zwierzaki osamotnione gorzej sobie radzą niż ludzie po stracie bliskiej osoby.

Podobnie będzie z przyjacielem Peela, dobrze znającego uwarunkowania rodzinne. Los więc psiaka niepewny. Na starość ludzie dziecinnieją; stąd być może jego naiwna wiara, że jeśli będą blisko, uda mu się przejść wraz z pieskiem na drugą Stronę, aby Tam nadal się nim opiekować. Smutne to wszystko, a już nastrój przedświąteczny. Oby nam nie nagadały w noc wigilijną, choć na pewno niektórym by się przydało :)

Bardzo serdecznie Wam dziękuję, Sierściuchy :))

s

Edytowane przez samm (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Może to nie tyle naiwna wiara, ile takie sobie marzenia? Nierealne, ale dodające otuchy?

Zresztą nie tylko zdziecinniali na starość ludzie wierzą w życie po śmierci, więc może i ten człowiek wierzy, że piesek po swoim życiu dołączy gdzieś tam do niego? To niekoniecznie jest przejaw starczego zdziecinnienia.

Ja też myślę, że zwierzęta gorzej sobie radzą z nagłym osamotnieniem niż ludzie. Aczkolwiek niektórzy sądzą odwrotnie. Nie dowiemy się chyba, jak jest naprawdę, bo nie jesteśmy zwierzętami. W każdym razie one mają świadomość podobną do małych dzieci. Ale jednak ludzkimi dziećmi nie są - jednak czują i myślą nieco odmiennie.

Mimo wszystko ogromnie mi żal zwierząt, kiedy przytrafia im się jakieś wielkie nieszczęście. Bardzo, bardzo mi ich żal, bardziej niż ludzi, którzy rozumieją, co i dlaczego ich spotyka.

 

A kto jest sierściuchem? Do kogo to kierujesz? :))) Pomyślałam o sobie (bo Misiek) i o moim Kocie Szaroburym, ale on nie komentował Twojego wiersza...

Edytowane przez Oxyvia (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Tyle rzeczy zwala się na człowieka "przed". A "po" nic już nie jest ważne.

Nie zapisał się mój wcześniejszy komentarz, bo widzę, ze byłem.

Smutny wiersz. A dla tych, którzy kochają zwierzęta, jeszcze bardziej dołujący.

Pozdrawiam :)

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Oxy,

aż się uśmiechnąłem widząc główki sąsiadujących ze sobą wyżej wpisów :))  Wstrzeliłaś się idealnie w nasz malutki jubileusz. Gratulki :))  Za mną setki chodzą już... jakieś 2 tygodnie, chyba od Dnia Marcina :)

Zdanie o wierszu. W swojej naiwności peel nie myślał o życiu po życiu jako takim, lecz jedynie o możliwości przejścia Tam razem z pieskiem. I to tyle - dość smutków.

Najświeższy, przedświąteczny komunikat:

 

Cały rok czekałem na ten czarny piątek,

lecz ceny zmalały tylko kawalątek,

przez personel sklepów przedtem podniesione,

do wartości rzeczy, grubo zawyżonej :((

 

A z pozytywów odnotowuję jeszcze Twoje prawidłowe myślenie. Istotnie, chodziło mi o Was, gdyż Kot mimo braku wcześniejszego komentu, swój ślad zostawił :)

Za to wszystko, jeszcze raz Wam bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam :)

s

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Bardzo dziękuję za komentarz i zapraszam na świeżo wrzuconą część trzecią. :)
    • Wrzask nie ustawał nawet na chwilę. Zlał się w jedną nieznośną kakofonię, razem z syreną alarmu. Prześladował go wszędzie. Na korytarzach, schodach, hallach. Dudnił metalicznym pogłosem w rurach i szybie windy. Miał wrażenie, że wszystkie uwięzione tu wbrew swej woli eksponaty wrzeszczały, wołały o ratunek ale i zemstę. Do świtu pozostało około sześciu godzin. Zegarek i telefon zostawił na biurku. Tak samo jak rozsądek, który i tak wreszcie by go zawiódł. Musiał mieć pewność, choć miał ją głęboko w pierwotnej tkance przetrwania, lecz pragnął namacalnego dowodu. I znalazł go  przed otwartymi szeroko oczyma obłędu. Najwyższa z gablot  usytuowana na lewo od tiary  przy rogu ściany,  była pusta. A to oznaczało tylko jedno. Śmiertelne kłopoty. Coś więcej niż widmo starej klątwy. To było przeznaczenie.   Gdy dopadł wreszcie do swego biurka, krzyk zamarł w bezdennej gardzieli, pustych korytarzy. Nie pozostawił po sobie echa,  śladu, wskazówki, niczego innego, ponad dojmującą grozę oczekiwania. Złapał za telefon,  gotów wybrać numer alarmowy… ale co im powie, że jest szalony, obłąkany starymi wizjami, śmiertelnie przerażony i zmęczony? Sala morska miejskiego muzeum, stała się teatrem cieni i duchów  dawnej klątwy Quarrego? Gdy nad miastem spokojnie zapada noc, to w eksponaty sali wchodzi  przedwieczny demon i nęka jego, biednego, nic nie znaczącego strażnika  z zaawansowanym lękiem społecznym  i znamionami bardzo dotkliwej psychozy. Widać nie było ratunku wtedy,  nie będzie go i dzisiaj. Przypomniał sobie słowa  jednej z przewodniczek, która oprowadzała wycieczkę  po sali morskiej…   W roku tysiąc siedemset siedemdziesiątym piątym, pierworodny i jedyny potomek Valentina Quarry i jego dziwnej żony, zgłasza się do miejscowego historyka z prośbą by ten przejął w testamencie po nim cały majątek rodziny Quarrych a trzeba zdawać sobie sprawę, że w tamtym czasie  była to astronomiczna fortuna. Syn kapitana, Norman opływał w luksusy. Bawił się w Londynie z najwyższych lotów śmietanką towarzyską, Był gościem książąt angielskich,  niemieckich i stałym bywalcem  na dworze królewskim. Mieszkał w starej jakobińskiej posiadłości  oraz posiadał dwa zamki  jako rezydencje letnie. Miał kilka fabryk włókienniczych, udziały w kopalniach i faktoriach za oceanem. Rewolucja amerykańska, nie wywarła na nim uszczuplenia dochodów  co jeszcze bardziej ugruntowało jego pozycję sprawnego i przedsiębiorczego człowieka. Jedyną skazą wydawało się to, że jeszcze za życia, jego ojciec przymusił  go do ożenku z podobnie jak jego matka, dziewczyną pochodzącą z tej samej wyspy mórz południowych. Była zupełnym przeciwieństwem Normana. Niska i dość tęga. Oczy miała wodnistej barwy i jakby ślepe  lub pokryte dziwną formą błony, włosy długie lecz bardzo rzadkie i zawsze jakby wilgotne, sztywne w swej prostocie. Skóra jej szara i równie tłusta jak włosy. Nos płaski, bardzo krótki o spłaszczonych dziurkach. Miała z pewnością zdeformowane okrutnie stopy lub całe nogi, bo ledwo trzymała fason chodząc. Kulała i wlokła stopy po ziemi. Nie interesowała się niczym i niewiele wiedziała o cywilizowanym świecie. Jedynie w dziedzinie rodzinnych skarbów, była specjalistką  i mogła o nich rozmawiać godzinami. Ubierała się ekstrawagancko i wulgarnie  jak na swoje czasy. Zawsze z dodatkiem klejnotów, kolii, kolczyków czy pasów  ze swoich rodzinnych stron. Na specjalne okazję zakładała na siebie  coś na wzór togi o różowym zabarwieniu, dobierała do niej tiarę o fantazyjnym kształcie nie dającym się sklasyfikować, tiara w centralnym miejscu posiadała czarny, gładki klejnot o podobno złowrogiej mocy. Złośliwcy nazywali ją w tym stroju bluźnierczym kapłanem. lub papieżem zakonu Dagona. Norman miał z nią jednak aż czworo dzieci, trzech synów i córkę. Byli oni jednak skutecznie ukrywani przed światem za murami posiadłości. Złośliwi twierdzili, że to ze względu na mało urodne geny rodzicielki. Stary kapitan Quarry, zmarł w roku tysiąc siedemset sześćdziesiątym ósmym, na dziwną i szybko postępującą  chorobę skóry. Musiała być genetyczna bo Norman też cierpiał na bardzo podobne objawy. Pod koniec życia nosił grube rękawice, wiązał bandażami całą twarz  a potem zaczął utykać i dziwnie powłóczyć nogami zupełnie jak małżonka. Wreszcie zmuszony był do tego  by usiąść na wózek inwalidzki. Znów złośliwcy mówili,  że jedynie w wodzie ciało Normana opuszczają wszelkie ułomności i pływa doskonale i z gracją  godną trytona albo marlina. Jednak pod koniec życia Norman  unikał wszelkiego kontaktu z wodą. Nie wsiadał już na statki ani barki. Nie wyjeżdżał nad morze  ani nie zbliżał się do rzek. Ukrócił wypady nad jeziora. Nie chadzał nawet po parkach, gdzie były sztuczne stawy i sadzawki. Nie mył się,  oficjalnie z powodu owrzodzeń na skórze, nieoficjalnie był ogarnięty obłędem. Przyjmował płyny z trudem. Pił maleńkimi łyczkami i łykał z niesamowitym bólem w oczach. W testamencie zapisał by pochować go z dala od jakiejkolwiek rzeki a szczególnie morza. Ciało kazał zabalsamować  i trzymać w sarkofagu pod stałym dozorem.     Historyk bał się tego,  że zginie z rąk rabusiów lub włamywaczy polujących na tak wielkie i cudowne skarby. Próbował przekazać skarb  na powrót wdowie i dzieciom. Ta jednak zgodziła się by go zatrzymał bo zamierzała wrócić w rodzinne strony  jednak bez dzieci, które porzuciła  u krewnych Quarrych  w pół roku po pogrzebie męża. Nikt już jej więcej nie widział. Lecz widać tiara, którą zostawił u historyka jej mąż była jej bardziej droga od dzieci  bo wysyłała do niego poselstwa  o odkupienie jej za wygórowane sumy. Jednak zawsze z tym samym skutkiem. Grzeczną acz stanowczą odmową. A to dlatego, że dopisek do testamentu Normana głosił.     Panie Farringhton, może Pan sprzedać wszystko co dostał ode mnie ale przyjdzie dzień, że będą chcieli odzyskać tiarę. NIE MOŻE JEJ PAN SPRZEDAĆ, choćby i za cenę wiecznego, złotego raju. ONA PO NIĄ WRÓCI lub upomni się o nią. Tiara MUSI być bezpieczna u Pana. Po swojej śmierci MUSI Pan zapewnić jej bezpieczne miejsce. Chyba, że klątwa jest PRAWDĄ. Wtedy tiara zyska  swego wiecznego strażnika.     Farringhton umiera w roku tysiąc siedemset osiemdziesiątym drugim. Do ostatniego ziemskiego dnia  odmawia wdowie po Quarrym zakupu tiary. W testamencie Farringhton zapisuję skarb na poczet urzędu miasta, który opiekuję się zbiorami po dziś dzień. I do dziś dnia odmawia mieszkańcom wysp południowych odkupu tiary, którą widzicie państwo w samym centrum sali. A w lewym rogu sali mają państwo prawdziwą ucztę dla oczu. Oto otwarty sarkofag z mumią Normana Quarry, którą muzeum odkupiło od prywatnego kolekcjonera kilkanaście lat temu. Norman Quarry powiedziałby zapewne, że skarb zyskał tym samym strażnika  lecz na Boga z pewnością nigdy nie miał na myśli samego siebie.   Kustosz muzeum miejskiego, został brutalnie zbudzony  około pierwszej w nocy  natarczywie dzwoniącym telefonem. Odebrał z ociąganiem, mimo tego że na ekranie wyświetliło mu się imię dyżurującego strażnika. Początkowo w słuchawce panowała cisza. Potem jakby fale morskie płynęły przez eter, potem seria zgrzytów, oddechów, zająkanie… cisza, fale i ten głos. Gulgoczący i nieziemski wręcz. Mający dodatkowo zaiste obcy akcent. Kustosz usłyszał tylko tyle. Przybądź obejrzeć nowego strażnika… telefon zamilkł. A kustosz zerwał się na równe nogi.   
    • @Omagamoga   A dla mnie jest to  ten moment, w którym analityczny umysł (szum myśli) zostaje odłączony, a my stajemy się czystym przewodnikiem dla doświadczenia. :) 
    • Dziwny to motyl Wypleciony z dnia I nocy Imago przeobrażone W przerażające piękno
    • wrześniowy poranek powitał Annę chłodem nad łąkami widać mlecznobiałą mgłę która lekką poszwą okryła połacie zieleni zziębnięte wierzby niczym panny zakatarzone raz po raz moczą witki w starej wapniowni tak niedawno chłopcy wskakiwali w mętne wody dziś dzikie kaczki obijają tafle skrzydłami   jesień za Górką kara z gniadym ciągną wóz skrzypą i grają lejce w dłoniach gospodarza na nic rżenie kiedy uzda mocno przylega do pyska   wio a wiśta   rozkopane redliny są jak rozprute brzuchy ciężarnych wyrzucające owoc gładzone pooranymi od pracy dłońmi czule najczulej aby nie uszczknąć odrobiny   tuż przy miedzy stara Redzinka zawtraje bezzębnymi dziąsłami naciskając czerstwy kawałek skibki pod zapaską ukrytych kilka ulęgałek zostawiła na zaś   przepełnione kosze ciążą na wątłych ramionach Stacha wygięte pałąki drażnią skórę byle do rejki z umoszczonym słomą podłożem   niebawem nad polem unosić się bedzie zapach palonej naci pomieszanej z wesołym przyśpiewem rozszczebiotanych pociech zgniatających czarną skórkę nadpalonych kartofli
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...