Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wyznaję grzech mój z młodości

za pustym szczęściem gonitwę

tryumfik nad wrogiem moim

gdy jemu w czymś zaszkodziłem

 

wyznaję grzech przyjacielu

takie szczęście to ułuda

ty za tamtych chciej wybaczyć

szczęście jest w znoju i trudzie

 

szczęściem nie jest satysfakcja

że jestem wyżej bliźniego

bo szczęście to brać i dawać

dobro wspólne moje jego

 

wybaczanie doznanych krzywd

daje ukojenie spokój

rozsupła węzły pamięci

urojenia rozprostuje

 

szczęścia ogromne i drobne

gdy obiad gotuję wnukom

sercem czułością przyprawiam

radości w ich oczkach czekam

 

to zaduma moich uczniów

nad młodego życia przędzą

gdy moja postać przykładem

wsparciem tej budowli będzie

 

Panie pomijałem wcześniej

głębię sokratejskiej myśli

nie zdołałem nie umiałem

głębi życia dookreślić dookreślić

 

Tenczyn – klasztor, styczeń 2012


 

Opublikowano (edytowane)

Od rana siedzę nad Twoim wierszem i dumam jak się za niego zabrać, z której strony zacząć. Jest trochę moralizatorski, ale nie o tym chciałam.

Pewnie pamiętasz wiersz Tuwima "Lokomotywa"

 

Stoi na stacji

lokomotywa

ciężka, ogromna

aż pot z niej spływa

tłusta oliwa

 

stoi i sapie

sapie i dmucha

żar z rozgrzanego

bucha jej brzucha

 

Przeczytaj go na głos, kilka razy, aż poczujesz rytm.

Wersyfikacja nie tu większego znaczenia, kiedy zapiszę go tak:

Stoi na stacji lokomotywa

ciężka, ogromna aż pot z niej spływa

Rytm jest taki sam.

Zauważ, zazwyczaj jeden początkowy wers lub dwa układają melodię wiersza. To trzeba czuć i słyszeć, czytając wielokrotnie na głos. Jak już go poczułeś, należy tak trzymać do końca. Podziel wyraz na sylaby i wystukuj je.  Regularny odgłos powinien się wciąż powtarzać.

Próbuj zamieniać kolejność słów, to często pomaga.

 

Może ktoś mi pomoże, może nie potrafię wytłumaczyć należycie, przepraszam Cię za to Zbigniewie.

 

Pozdrawiam, wytrwałości i cierpliwości życząc :)

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...