Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

środa13 stycznia 2016

Umieram.
Leżę w szpitalnej sali i sił starczy mi na tyle, by obrócić głowę o jakieś trzydzieści stopni i popatrzyć przez okno na pokryte chmurami niebo po prawej lub na twarz nowego współtowarzysza po lewej stronie. Podobnie jak u mnie, wykryto u niego nowotwór. Całkiem przypadkowo, jak twierdził.

Odczuwał jakieś dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego i lekarze, po dokładnym wygnieceniu brzucha skierowali go na rentgen, który wykazał wielki guz w okolicy trzustki. Zastanawiają się teraz nad dalszym postępowaniem, ale sądząc z ich niepewnych min i tajemniczych szeptów rokowania są niezbyt pomyślne.

***
1
Obudziłem się. Nade mną stała Ona. Śmierć. Myślicie, że wyglądała jak ta, na obrazach? Nic z tych rzeczy. Wyglądała jak. Właściwie, to wcale nie wyglądała. Ani tak, ani nijak. Ale wiedziałem, że to Ona.
-Przyszłaś po mnie? - Ni to stwierdziłem, ni zapytałem.
-Cóż za błyskotliwe spostrzeżenie - zaśmiała się cicho. - To chyba oczywiste. Ale daję ci jeszcze jedną szansę.
-Szansę? Na co?
-Na dalsze życie.
-W takim stanie? Wolę, żebyś mnie zabrała.
-A co byś powiedział na powrót do zdrowia?
-Jaja sobie robisz? Przecież nie mam na to żadnych szans.
-A jednak. Musisz tylko spełnić jeden warunek. Wskazać mianowicie kogoś, kto ma umrzeć w zastępstwie, a wówczas zyskasz rok spokojnego życia w zdrowiu i dobrobycie.
-Rok?
-A co, za mało? Nie wydaje ci się, że trochę grymasisz?
Zacząłem gorączkowo zastanawiać się nad propozycją. (Co mam do stracenia? Rok, to całkiem sporo. Ile jeszcze fajnych rzeczy można w tym czasie zrobić. No tak, ale mam kogoś innego skazać na śmierć zastępczą. Ale przecież niektórzy i tak muszę niedługo umrzeć, to co im za różnica, czy stanie się to dziś, czy za miesiąc. Nawet lepiej umrzeć dziś, niż cierpieć nie wiadomo jak długo).
Z wysiłkiem obróciłem głowę w lewo.
-Dobrze główkujesz - powiedziała. Jemu już wszystko jedno.
-W porządku. Niech tak się stanie.
W tej samej chwili ze szpitalnego korytarza dobiegły dźwięki jakiegoś, nieznanego mi utworu.

***
Gdy obudziłem się ze wschodem słońca czułem się wyśmienicie. Zero bólu, duża moc i wilczy apetyt. Spojrzałem w lewo i zobaczyłem sylwetkę człowieka przykrytą w całości prześcieradłem.
A więc to była prawda.
***
Jakiś czas po tym wydarzeniu spotkałem córkę człowieka, który umarł za mnie.
-Dzień dobry panu. Widzę, że jest pan w znakomitej formie. A przecież było już tak kiepsko, wróżyli panu najwyżej kilku dni życia. Inaczej niż mojemu ojcu. Wszyscy twierdzili, że nie miał prawa umrzeć. Ale gratuluję.
-Dziękuję. Rzeczywiście czuję się świetnie. Ale dlaczego pani uważa, że nie miał prawa umrzeć. Przecież miał zaawansowanego raka.
-To nie był rak, ani w ogóle żaden nowotwór.
-Tylko co?
Zaczęło mi brakować tchu.
Podpuściła mnie cholerna kostucha!
-Wie pan, co to jest potworniak?
-Bliźniaczy płód wchłonięty przez drugie z bliźniąt.
-No właśnie. Ojciec miał potworniaka, który nie powodował żadnego zagrożenia, a dolegliwości, z powodu których znalazł się w szpitalu, to była zwykła niestrawność.

2
piątek13 stycznia 2017

Czekałem w kolejce po odbiór biletu na samolot, gdy wcisnęła się przede mnie jakaś kobieta i niemal płacząc zapytała o możliwość dostania się na samolot. Recepcjonistka sprawdziła kartę pokładową i stwierdziła, że zostało jeden nieodebrany bilet, ale miejsce jest zabukowane. I, że jeśli pasażer nie zgłosi się w ciągu pięciu minut, bilet może jej zostać sprzedany.
-To ja jestem tym pasażerem. I właśnie chciałem odebrać bilet, kiedy pani wcisnęła się przede mnie.
-Błagam pana! Proszę mi go odstąpić. Mój synek znalazł się w szpitalu i muszę do niego dotrzeć jak najszybciej. Wie pan przecież, że najbliższy lot na tej trasie odbędzie się dopiero pojutrze. Nie mogę tyle czekać!
-No wie pani! Ja też mam ważny powód, żeby wylecieć dzisiaj.
W tej chwili poczułem wibrację komórki trzymanej w kieszeni na piersi i dźwięk dzwonka, jakiego nigdy nie przypisałem do żadnej osoby z mojej książki telefonicznej. Była to ta sama melodia, którą usłyszałem leżąc przed rokiem w szpitalu. Muszę przyznać, że nękała mnie ona przez dłuższy czas, aż kiedyś usłyszałem ją w radiu. Szybko włączyłem w komórce program Shazam i melodia została rozpoznana. Była to piosenka Zastąp mnie, proszę w wykonaniu niemieckiej grupy Dirty Pigggs. Teraz telefon odtworzył fragment tej właśnie melodii.
Już wiedziałem kto dzwoni.
-Słucham.
-Czy wiesz, że właśnie mamy rocznicę?
-Rocznicę czego?
-Nie rżnij głupa. Oddaj bilet tej babce i wracaj do domu. Czekam tu na ciebie. I nie kombinuj, bo się wkurzę!
Rozradowana z powodu biletu kobieta rzuciła mi się na szyję. Opuściłem terminal i złapaną taksówką wróciłem do domu. Nikogo nie było. Wyjąłem z lodówki piwo i chipsy i zasiadłem przed telewizorem skacząc bezmyślnie po kanałach, by ostatecznie zatrzymać się na jakimś programie sportowym. Oglądałem mecz, gdy w dole ekranu ukazał się pasek z wiadomością z ostatniej chwili. >KATASTROFA SAMOLOTU

  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka Myślę, że im bardziej boli, tym akceptacja jest jednak większa. Dzięki zza wpis.  @wierszyki Z czasem myśli się o tym jednak więcej, zwłaszcza widząc, bezradność wobec chorób bólu. Pozdrawiam i dzięki za wpis. 
    • @Marek.zak1 przypomniałeś mi ta fraszeczką Artura Schopenhauera - jednego z moich ulubionych autorów.  Dobry jesteś w tych mini :)
    • Są buty do chodzenia i do spacerowania. Zapewne są też takie do uciekania i do biegania. A mnie się zamarzyło, by kupić sobie buty do fruwania. — Do fruwania? — zapytał zdziwiony sprzedawca. — Pierwszy raz o takich słyszę. Jak żyję, nikt mnie jeszcze o nie nie zapytał. A czy myśli pan, że w ogóle istnieją? Są do biegania, chodzenia, trekkingowe... Można w nich śmiało skakać, uciekać, pośpiesznie za czymś gonić. Ale fruwać? — Na pewno muszą być bardzo lekkie — odparłem. — Lżejsze od tych do biegania i o wiele lżejsze od tych do uciekania. Bo biegnąc bez przymusu, taki trening zawsze można przecież przerwać. Ale kiedy się ucieka? Wtedy nigdy nie wiadomo, kiedy będzie można się zatrzymać. A te do fruwania... one muszą być wytrzymałe, a zarazem tak lekkie, by nie ciągnęły ku ziemi. Bo latać bez butów to chyba żadna przyjemność. Biegać też można by na bosaka, ale co najwyżej po pokoju albo na bieżni, a i tak byłoby trudno. — A jeśli można spytać — zaciekawił się sprzedawca — po co panu takie buty? Przecież ludzie sami nie fruwają. Polatać jeszcze jakoś można: na paralotni, szybowcem... ale żeby tak samemu pofrunąć? Tego jeszcze nikt nie dokonał. — Śniło mi się, że jestem jastrzębiem — wyjaśniłem. — Na razie moje skrzydła, mięśnie i ścięgna są zastane, bo czekały od lat. Nie wiedziały nawet, że są skrzydłami jastrzębia. Teraz myślę, że ta chwila niedługo nadejdzie. Może już wkrótce polecę? Dlatego potrzebuję tych butów. Kiedy już będę je miał, stanę się spokojniejszy. Chciałbym być przygotowany na chwilę, która zapewne nadejdzie. Sprzedawca milczał przez moment, po czym pokiwał głową z powagą. — No cóż... zrobiłem już buty dla papieża i został świętym. Zrobiłem też buty pewnemu piosenkarzowi i okrzyknięto go królem popu. Postaram się zrobić i te dla pana.  
    • kolejny dzień i noc minęły bezpowrotnie pozostało po nich tylko westchnienie którym oddaje hołd temu co było co przeminęło co pozostawiło po sobie tło proszące o spełnienie które staje się coraz trudniejsze z powodu przemijania tego co w nim najpiękniejsze
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...