Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Wersja odtworzona poniżej jest wierną kopią tej, która została "okrojona" w niewyjaśnionych okolicznościach. W każdym razie nie z mojej winy.

(relacja dla znajomej - pisana w listopadzie 2012)
.
Udało mi się "fortelem" zdobyć pokój "jedynkę" [nr.222]. Fortel polegał na przedstawieniu kilku dokumentów lekarskich -częściowo prawdziwych - a więc - prostata i częste wstawanie w nocy, niegdyś przebyta operacja nosa [wycięty kawałek kości z narośniętymi "brodawczakami"- więc "trąbka nocna" i jeszcze inne, mniej "groźne" dla pobytu w wieloosobowym pokoju. A tu trzeba dodać, że na siedemdziesiąt kilka pokoi - tylko cztery były jednoosobowe. Ja z kolei w innym źle bym się czuł.. No i.. Ale z tym no i.. to mi nie wyszło. Tak na oko patrząc i oceniając - to ja z wyglądu [?] i dziarskości byłem jednym z najżwawszych... Żadnych jednak dla mnie - "młodych ciał" żeńskich - [ok.50 letnich] nie zobaczyłem. Zwiedzanie miejsc "rehabilitacji' wieczorowej rozpocząłem oczywiście od knajpki pod "Energetykiem" - i już w pierwszy wieczór posprzeczałem się z bufetową - podobno właścicielką - taką wielgachną blondyną, strasznie pewną siebie... Na drugi dzień wyruszyłem "w obchód".. Nie było za dużego wyboru w knajpkach z tańcami w tym okresie późno jesiennym. Trzy lub cztery miejsca "taneczne"- w dzielnicy uzdrowiskowej. Zatrzymałem się na trzeci dzień w Neptunie [a może Swarożyc] przy ul. Gierczak i tam ruszyłem "do ataku"... Blondynka w wieku ok. 50 lat - szczupła tam gdzie trzeba - niczego sobie, świetnie tańczyła - na dodatek miejscowa. Cały wieczór nasz. Oczywiście - skończyło się tylko na tańcach. Następny wieczór - powtórka z rozrywki. Kombinuję - jakby tu...co by tu...pokój wolny - bo tylko mój... No, ale nie dziś... Dobra - więc do jutra. Trzeci wieczór - a ta "zołza" przyprowadza z sobą 4 [cztery] inne... Co, mam być sponsorem - czy jak?... Ciał..ciał - zmiana ciał... "I poszedł ja w długą"... Już tam nie chciałem wracać w następne dni - chociaż kiedyś "podpiwszy" zaglądnąłem - nie było nikogo ze znajomych. Zająłem się fotografiką. Nigdy nie miałem do czynienia z fotografowaniem - zakupiłem więc taką sobie prostą "cyfróweczkę" - nie żadną lustrzankę - toto się zwie FinePix S2995 firmy Fujifilm i rozpocząłem zwiedzanie Świnoujścia oraz okolic. Z którego to obchodu powstało te parę zdjęć... Łaziłem po lasach - koniec promenady i na wprost - hen do fortów. Różnymi ścieżkami - chciałem koniecznie trafić na dziczki. Nie trafiłem. A parę lat temu mało mi nie wpadły pod samochód - tam - w Świnoujściu. Nałaziłem się za to - tak dla zdrowotności - nawet po 10 km dziennie. Jak tylko była pogoda. Jedzenie w Energetyku - nawet smaczne - czego nam zazdrościli z innych ośrodków. Z początku trochę było mi za "głodno" - żaden problem - dokupiłem i już. Na stołówce bowiem często wydzielano chleb. A wcale się nie dziwię. Przynajmniej połowa znikała w torebkach Pań - lub kieszeniach Panów - przecież czymś trzeba było dokarmiać ptaki na plaży. No a właściciel pensjonatu jakoś nie mógł się pogodzić z takim obrotem sprawy. Ja natomiast tak nie robiłem - na serio. Nawet dla moich ptaszków balkonowych kupowałem różności w sklepie. Łącznie z pokarmem w zoologu.. Pokój z lodówką, w której oprócz piwa [i na wszelki wypadek butelki zacnego wina] - z balkonem - na którym też ustawiłem kamerkę podłączoną przewodem do laptopa [laptop miałem ze sobą] - i tak zrobiłem też kilka zdjęć "balkonowych". Są na stronie "Parapet" - gdzieś tak pośrodku - bo z początku i na końcu to jest mój parapet z karmnikiem - w bloku gdzie mieszkam. Co by tu jeszcze... chyba już nic... ot tak z rozpędu napisałem "prawie że" pierwszą stronę jakiegoś opowiadania. No, ale "pociągnę" dalej...
#
#...
Baza zabiegowa Sanatorium Energetyk? - prawie że idealnie - wszystko pod jednym dachem, czyli na miejscu. Nie to, co w Ciechocinku czy Kołobrzeskiej "Mewie III" - tam za każdym zabiegiem trzeba było się nabiegać...Może i dobrze, lecz tak prosto z basenu śmigać ze dwa kilometry gdzieś indziej - jesienną szarugą - to już nie bardzo...Tutaj - w Energetyku - niestety nie było pływalni, lecz niedaleko przy promenadzie w kierunku zachodnim [niemieckim] jest takowa. Natomiast pisząc "prawie że idealnie" w odniesieniu do miejscowych zabiegów, to była sobie taka jedna Pani od kąpieli solankowych - Zołza i tyle - takie toporne, brzydkie chociaż jeszcze niestare babsko, naburmuszone - chyba od tej soli... A ja?...mając nawet czasami pięć zabiegów dziennie, potrafiłem je "załatwić" do godziny dziesiątej...i fajerant. Nie to, że się "migałem" - podpisując jedynie odpowiedni kwitek. Same Panie czasami [telefon był w pokoju i również na ich "rozpisce" dziennej] po mnie dzwoniły, że mają wolne "okienko" - więc mogę wpaść. Inni - nie mogli się nadziwić, że jeszcze po obiedzie mają zabiegi... a ja wolny jak... Mnie tylko jeden jedyny raz - na samym początku pobytu spotkał "zaszczyt" zabiegu o godzinie czternastej. Później już nie. Wystarczyło tylko z samego rana - jeszcze przed śniadaniem - pomiędzy siódmą a ósmą pobiegać tu i tam - i trzy zabiegi po 15 minut z głowy... Piwko, plaża, fotografia i te rozzuchwalone ptaszyska na plaży. No i ... ten - podobno - jeden łabędź ślepy...Tak naprawdę się zachowywał. Jego kumple podchodzili do spacerowiczów, jak tylko który z nich otwierał torbę - a ten biedak stał i czekał w jednym miejscu. A nuż ktoś mu coś podrzuci. Tak wyglądało - a przyglądałem mu się z bliska - On widział jakieś kontury, cienie...i czekał. Mew - takich sobie popularnych śmieszek - to i w Szczecinku jest zatrzęsienie. Co widać zresztą na mojej stronie "Parapet" jak i również na pasku bocznym - kiedyś przeznaczonym na reklamy - bo tak miało być przy zakładaniu bloga za pomocą AdSense. Miały być i były reklamy z Bloggera oraz AdSense, lecz po pół roku sam je zablokowałem. Bo przez cały ten okres zarobiłem na nich ...uwaga...uwaga - 0,o3 EURO [3 centy]. No więc je zablokowałem i teraz czekam aż Oni mnie zablokują... Znowu się rozpisałem... Mnie nie wolno dopuszczać do klawiatury. Cześć.
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

@Bączek_Bączyński

Swojego czasu opublikowałem tekst (wspomnienie) p.t "Sanatorium Energetyk". Było ono kilkakrotnie dłuższe od obecnie dostępnego na tej stronie. Jestem bardzo ciekawy, czemu tak drastycznie "obcięto" jego dalszą część...


Opublikowano

@Mateusz
Witam. Lecz nie potrafiłem zapisać tak, jak chciałem i jak było w oryginale. A mianowicie wstawiłem w tekst dwa # #, których nie było przedtem. W tym miejscu kończyła się jak gdyby pierwsza część, a zamiast krzyżyków była przerwa do drugiej części. No, ale...
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...