Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

choć nie wychwalany
przez tłum nie niesiony
nie bożyszczem
jestem niekwestionowanym
z masy innych wyłonionym
jestem mistrzem

jakież to uczucie wzniosłe
macham ręką, sztywno stoję
wśród euforii
innych mistrzów nie przerosłem,
jestem tylko jeden w swojej
kategorii

żaden medal nie jest mi ozdobą,
nie przepadam za podium, laurami
ja wyznaczam tempo
jestem mistrzem w byciu samym sobą
nikt mną bardziej niż ja nie jest, w żadnym z cali
nawet, gdyby pękło

bo ludzkie ciało jest jak akwarium
tyle w nim wody, powietrza, kamieni
krzyczą uczeni
ile człowieka wśród tych dóbr mineralnych
w mięsiste, śmiertelne twory wczepieni,
ucieleśnieni

i, choć człowieka w człowieku niedużo,
patrząc na ten stosunek wagowo,
fakt, że niezdrowo,
to wiedzą o tym, jak mówią, na górze
siedzą nad akwariami i łowią
raz po jednym, raz masowo

bądź co bądź warto w sobie być mistrzem,
mistrz umie latami przeżywać chwilkę
jestem mistrzem, choć młodym
Bóg jeden wie, czy wędkarz czyściec
ma dla pewności przy sobie linijkę
by móc z powrotem wrzucać do wody.

Opublikowano

ciężko jest się przebić przez ten tekst, masa podobnych słów zamydla właściwy obraz i przesłanie, mogę podać, co by mi się tu widziało najbardziej, główne treść jakie wyłapuję, a co wg mnie jest zbędne:


choć nie wychwalany
przez tłum nie niesiony
jestem niekwestionowanym mistrzem

jakież to uczucie wzniosłe
macham ręką
sztywno stoję wśród euforii

żaden medal nie jest mi ozdobą
nie przepadam za laurami
ja wyznaczam tempo

ludzkie ciało jest jak akwarium
tyle w nim wody powietrza kamieni
ile człowieka wśród tych dóbr mineralnych

na górze siedzą nad akwariami i łowią
raz po jednym
raz masowo

bóg jeden wie czy wędkarz czyściec
ma dla pewności przy sobie linijkę
by móc z powrotem wrzucać do wody

........................

ale to tylko moje zdanie :) ogólnie przemyślenia ciekawe, ale, jak mówię, za dużo słów użytych chyba...

Opublikowano

W tym nadmiarze jest szaleństwo! ;) tzn. chciałem napisać: metoda. Tutaj ważna jest myśl i zabawa z czytelnikiem. Forma, te a nie inne słowa, taki a nie inny kształt strof, układ rymów - to tylko pretekst. Można by to zapisać jak bajkę filozoficzną - a i na dobranoc też.
czy wędkarz czyściec
ma dla pewności przy sobie linijkę
by móc z powrotem wrzucać do wody
- pewność oczywiście jest! Proszę nie wpuszczać publiki w maliny ;) Tzn. każdy ma swoja odpowiedź na to pytanie.
Oczekiwałem, kiedy Panu wiersz pęknie, i oto pięknie się stało:
nawet, gdyby pękło

bo
- w tej konstrukcji jest dziura ;)
pzdr. b

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...