Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szum wiatru Życia, chce " nucić Pieśń ",
o Szlachetności Miłosnej Dnia,
Przemienić Cudem Czas w Dobra Cel
i Słodkim Sensem Okryć Boski Świat.

Przemówić Światłem z Jedwabiu ze Snów;
Białych Płatków Kwitnących Uczuć,
Lekkich jak Rozkosz Spełnionych Marzeń,
Przebudzonych Wonią Różanych Wyobrażeń;
Pięknych jak Pąki Brzmiącego Rozkwitu,
który " Objawił " Moc Wnętrza Kielichów,
Skromności Cichej Tkanej Słów; Radości
Skrywającej Prawdę Dobra Otwartości,
w Kolorach Zbożności; Gładko Lśniącej Wiary,
na Wyżynach Ciepła Widocznej Przyjaźni,
która Precz w Oddale, Przegania Zła Moce,
dla Tych Stwierdzeń Istniejących w Najwyższej
z Kreacji; Szytej we Snach Zbawienia,
w Świecie Pełnym Cienia; pod Kwiatem Lotosu
Wyższej Subtelności, co Zaciera Linię Granicy Świętości,
Jasnych Ust Żarliwą Mową Czczących,
Wersety nie bez Znaczeń; na Kartach Próby Prawa,
Chcącego Karać Zdradę.

Lecz nie w Miłości Czystej, Plecionej z Niewinności;
Ceniącej Serca Dbałe o Cuda Wzniosłości,
Pnącej się Krzewem Gronowym do Góry, w Kierunku;
Czaszy Życia; Boskich Życzeń Złoconych,
Dla, Których Zamierają Barwy Przy Światłości;
Szczęścia Pełnego Życia, W Bezdechu Ufności,
na Skrzydłach Aniołów Pragnących Wolności;
Karmy z Łaski Cennej, Która Serca Nasyci,
Spragnione Pokory Odważnej, Dla Prawa Godności;
Tej co Pragnie Ciała Czystegoż Sprawiedliwości,
Ażeby Sytość Wzmacniała Pamięć o Świętości,
Urodzajach Dostatnich, U Syna Hojności,
Wolnej Woli Białych Obsiewów Czynionych,
Żeby Dobrodziejstwa Wzeszły Proroctw Plony,
Miłości Łany Złote, Dla Chleba Życia, Przednie
- na Owoc Przetworzone, Spełnienia co nie zblednie;
od fałszu, aby popaść w zwątpienie przez słabości
i przerobić na popiół swoje własne kości,
Lecz, by Stawiać Opór Wytrwale Ciemności Złowieszczej,
Pragnącej Przemawiać, Poprzez Proch Drapieżnie,
każdym swoim Cieniem, Nienawistnej Rządzy...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...