Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"nie znam
postanowień"

P.l. spóźnił się pewnie na zebranie Rady Nadzorczej.

"nie do nie"

"Nie" występuje tu pewnie jako minus, czyli dwa minusy dają plus. Firma działa.

"wytrwania"

Inna forma wyrazu "roztrwania". Można z tego wysnuć wniosek, że ktoś niebezpiecznie blisko interesuje się zyskami.

"ciepłe płaszcze skrzydeł"

Firma zajmuje się produkcją skrzydeł z zapasów ocieplanych płaszczy. Pozostaje dylemat: ocieplenie na watolinie, czy na misiu?

"otulają
beton
bunkier"

Prezentacja wyrobów firmy odbywa się na dawnym polu bitwy. Bunkier występuje tu jako stojak.


"za-pan-brat
z bankierem"

Tekst zrozumiały. Kredyt załatwiony.

"sączy
cichą wodę"

"Cichą wodę" - w domyśle jak najbardziej ognistą. Jednak są jeszcze wielbiciele samogonu. Kultura całkiem nie upadła.

"nie ma brzegu
do rwania"

Impreza przenosi się na jacht pełnomorski, ale któś zapomniał o płci przeciwnej i nie ma kogo poderwać.


"jest
prześcieradło"

Jak w cytacie, więc może po uruchomieniu projektora obejrzymy sobie "Matrix MMIII - Rewaloryzacja"

Wybaczysz? wink.gif
Pozdr.
P.S. Tak naprawdę, to wiersz jest całkiem niezły, ale nie mogłem się powstrzymać biggrin.gif

Opublikowano

beton
bunkier
za-pan-brat
z bankierem
sączy
cichą wodę
nie ma brzegu
do rwania
jest
prześcieradło
.................
dla mnie ekstra..czyta się rewelacyjnie..od początku....Lubię czasem czytać wiersze usmiechnięta....w tym przypadku uśmiechałam się do twoich słów..
pozdrawiam smile.gif

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...