Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

1.Powrót!? 2.Inteligencja podpowie, gdy ryba bez głosu, 3 Po świńsku się wcięła, 4Uraz, 5Epidemia raka, 6 Jedząc myśl, aby żyć, 7 Refleksja, 8 Czy jeszcze pójdę śladami Mickiewicza? 9 Nie bądź świnią


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1 Powrót!?

Tryskające zdrowiem ciało na pewno jest hoże,
i dobrze, ale bliższe jemu są zmysłowe uciechy,
nimi bywa blokowana furtka powrotu do Domu,
macie brak zaufania w cudowne samo uleczenie,
nie wspominając już o powrocie do Jego Domu,
drogę powrotu kojarzycie z bólami umartwiania,
wolicie wybrać żywot ateisty z rozrywkami ciała,
ciało, nieodzownie powinno pozostawać zdrowe,
tobie do uciech, mi do powrotu ono ma posłużyć,
nie wyzbyłem się radości i wiem, że mam wrócić,
i z zasadami regulującymi życie duchowe pędzę,
gdy w religijności swej, ponoć wracacie do nieba,
nie macie gwarancji, myślenie wam zaszczepiono,
rozprawy toczę o nie zabijaniu, mówisz, to religia,
krowa, niewykluczenie religijne od urodzenia bydle,
mówiąc jej, powrócisz do Boga, przyjęłaby to za kpinę,
niczym chory na żółtaczkę, czujesz gorycz w słodyczy,
tak samo przekazywaną wiedzę z odrazą wyszydzasz,
ironicznie podaną ci nowinę, też przyjmujesz za kpinę.
12lutego 2014

Nie mogę inaczej publikować, jak przez podklejanie, jezeli jesteście zainteresowani moją twórczością nie dziwcie się, że tak na kupie, ale będę tak właśnie komunikować się z wami. Poczytajcie na forum dyskusyjnym, jak zwraca sie do mnie Bukowski. Również będę podklejał pod inne moje wierszyki, doklejając do istniejącego tytułu nowy. Pozdrawiem was z okopów poezji.

2 Inteligencja podpowie,
gdy ryba bez głosu

Wedle stawu szedłem, ścieżką poprzez łączkę,
tam posiłkiem zajęte były zwierzątka domowe,
niczym Doolitle wdałem się z nimi w rozmowę,
a raczej nagabnięty byłem przez matkę krowę,
ty przedstawicielem dwunożnych, nie baranem,
wszyscy zdamy egzamin z czynów przed Panem,
niczym dobra matka, na produkty daję swe mleko,
mało wam tego, musicie robić mi krwawą łaźnię
by kosztować zupy z moich krwawych piszczeli,
nam głowy ukręcają, rzekła rzeczniczka ptactwa,
by smakować z naszego osocza ohydną czerninę,
my ziemię uwalniamy z nadmiernego robactwa,
owca zabeczała, wełny mało, naszej skóry chcą,
bez pomyślunku, pragną wyglądać jak te barany,
gdy tak sami sobie, pod nos podstawiają rekuzę,
zaskrzeczał karp, uwielbiają mnie po żydowsku,
w sobie chytrości jak on nie mam i czyszczę wody,
ryby głosu nie mają i na talerzu me ciało podają,
niczym głowę Jana w prezencie dla Herodiady,
ludzie, żyjcie i pozwólcie także innym egzystować,
byśmy jak wy, swoją rolę i w tym ciele mogli pokonać.
12 lutego 2014

3 Po świńsku się wcięła

Z łąki wszedłem w podwórze gospodarskie,
tu dopadła mnie świnia ubabrana w gnoju,
rzekła, ze mnie robią rarytasy wędliniarskie,
wygląd niechlujny, ale apetycznam po uboju,

przy tuszy mej wyglądam, jak wasze kobiety,
one z boków mego ciała sporządzają frykasy,
z mięśni tłuką w niedzielę schabowe kotlety,
w jelita ciała skrawki i już mają wędzone atłasy,

wszyscy z odrazą o mnie mówią, że im śmierdzi,
ekspertką od asenizacji ja, niedowartościowaną,
z musztardą lubi mnie, i że golonka dobra twierdzi,
na Dalekim Wschodzie z higieną jestem obeznaną,

i w polskim kraju posprzątałabym parków trawniki,
z psich kup, które jak miny powyłaziły z pod śniegu,
w Indiach mnie nie jedzą i tam mam dobre wyniki,
świeży kał ludzki sprzątam w konkurencyjnym biegu,

lecz tutaj robią świeżonkę z mych pośladków ciała,
z pośród nich jesteś, że inteligentni oni są, myślisz?
i nadal szlachtować mnie będą, chociaż ich wykpisz.
12 lutego 2014

4 Uraz

Przez lata styczność miewałem z osobami o cuchnącym oddechu,
były to młode istoty pełne uroku, jak i dorosłe matkujące paniusie,
by nie demonizować pięknej płci o takich walorach były też chłopy,
skoro gromadkę dzieci już mają, zastanawiałem się jak oni to robią,
wobec czego widokiem nie stanowiło to przeszkód by stosunek kwitł,
mnie frapuje, jak u takich par może kwitnąć miłość w pocałunkach.
Gdy byłem młody miałem dziewczynę, jakiej nie miewałem w snach,
pragnęła bym rozkoszował się pieszczotą jej ust, a była jak z żurnala,
jej widok mnie przyciągał jak magnes, fetor odrzucał, jak plusa plus,
chociaż bardzo młoda wiekiem, lecz za życia od wewnątrz już gniła,
osoba ta stała się powodem mej odrazy do oddechów na resztę życia,
ale kobiety miałem i wargi ich pieściłem namiętnie, odraza pozostała.
30 września 2013

5 Epidemia raka

Auto dla ciała jest pojazdem, a pojazdem dla duchowej istoty to ciało,
widziałem jak je glansujecie zwracając uwagę na paliwo odpowiednie,
a i o zewnętrzny wygląd auta ciała, każdy dbałość wykazuje jak może,
przed wyjściem z domu, osobista toaleta, odpowiedni zapach dezodoro,
pokarm jest paliwem, ale na jego jakość, większej uwagi nie zwracacie,
każde ciało posiadające usta, oczy i odbyt to środek transportu dla dusz,
niezatrważający się ludzki zwierz, ich ciała jako paliwo sobie upodobał,
i nie zastanawia się jak wiele toksyn i bakterii znajduje się w ciele świni,
utylizując jej ciało w swym ciele, kumuluje w swym pojeździe choróbska,
świni ciało to spory śmietnik i nikt nie zważa jakiej kategorii są pomyje,
po roku ją szlachtują, jelita jej pełne szlamu, na kiełbasy wyszlamowują,
zatem racz pomyśleć, jakie to złogi muszą być w twych jelitach po latach,
za komuny spożywanie mięsa było okazjonalnym rarytasem pod wydział,
a i u schyłku dbając o zdrowie obywatela, reglamentowano jej przydział,
któż wtedy słyszał by rak jak epidemia grasował, nie mówiąc o dzieciach,
naród hodowany bardziej był na niezatrutej roślinności, a nie śmieciach,
byle co wrzucacie do kanistra ciała swego i pragniecie tryskać zdrowiem,
a fachowcy w medycynie głowią się skąd rak, niech im wiersz to podpowie,
lecz z pragnieniami smaków zachłannemu ludkowi jest trudno toczyć boje,
on nie zdaje sobie sprawy, że choroba to rezultat jego smaków przez lata,
jak ziarnko do ziarnka, by zebrała się, tak w jedzeniu przebiera się miarka,
chcesz wyzdrowieć od już, ale na chorobę pracowałeś sobie całymi latami,
nie powinniście karmić się tymi, którzy za pokarmem wypatrują swe ślipia,
bo ciężki i ryzykowny to pokarm, który nietrawiony w trzewiach wam gnije,
a wy z wewnątrz fetorzycie jak gdybyście byli za egzystencji w nim trupami,
wiedz to, iż nim i tak jesteś, gdy nie wiesz, że to ty w ciała aucie koczujesz,
a skoro wiary nie masz w wiedzę, daj się wprowadzić w hipnotyczny trans,
wtedy zdasz sobie sprawę kto reinkarnował, kiedy ciał za sobą wiele masz.
30 września 2013

6 Jedząc myśl, aby żyć

Patrzę i postrzegam wasze cierpienia z jadła,
mięso szkodzi, ale uwielbia je i idzie tą drogą,
pewne potrawy stanowią tabu, bo zabić mogą,
lat niewiele, ale bagaż jest rozmiarów sporych,
trzy bajpasy, Alzhaimer, wylewy krwi i zawały,
pokaźny prezent z chorób szykujecie dzieciom,
czyżby to rewanż za podcieranie ich kuperków?,
czy nie lepiej umierać w pełnym zdrowiu ciała?,
by bólu nie odczuwać żywot pędzi na prochach,
dają radość bytowania, a garb bez bólu rośnie,
i stało się filozofią, żyć tak, aby sobie dogadzać,
ogół żyje po to by jeść, gdy rozumni jedzą by żyć.
21 lutego 2014

7 Refleksja

Za Koranem powiem; cóż z tego, że ich ostrzegasz, oni i tak nie zawrócą,
na ostrzeżenie, że lód kruchy, mówicie, że wasi dziadowie po nim chadzali,
ale gdy już sami doświadczacie tego, lamentując szukacie zewsząd pomocy,
w przypadku zagrożenia zdrowia podaną wam brzytwę łacno pochwycacie,
tedy jesteście skłonni stać się nawet wegetarianami, by powróciło utracone,
gdy powraca zdrowie, w łasce Bożej go upatrujecie, a do wymiocin wracacie,
wzywajcie imienia Pańskiego, bo Ono ostrzejsze jest od miecza obosiecznego,
ale jak oni mogą wzywać Pańskiego imienia, gdy Jego nie znają i nie uznają,
czy szczęśliwy może się cieszyć szczęściem bez dzielenia się z potrzebującymi?
wobec tego wykąpałem świnię, ale wytaplała się z lubością ponownie w gnoju,
rozsypałem przed nią perły, tego nie doceniła, poczęła za odchodami węszyć,
zdać się ludzka była, to do stołu sprosiłem, ale wolała przy korycie ucztować,
nadzieje mam, że jedna na milion zaproszonych nie da odpędzić się od stołu,
z ludźmi jak ze świnią bym postąpił, tylko że ludzie obrażają się, a świnia nie,
koło reinkarnacji niejednokrotnie przebędziesz, nie ceniąc formy ciała swego.
30 września 2013

8 Czy jeszcze pójdę śladem Mickiewicza?

Ostatnimi laty półwysep krymski odwiedzałem,
bywałem od miesiąca do dwóch rokrocznie tam,
w szarości swej, klimat sześćdziesiątych lat Polski,
naród jeszcze niezepsuty, normalny i wręcz uroczy,
na opiewany Czatyrdach wspiąć się zamierzałem,
lecz zabronili mi tego czynu ludzie z kałasznikami,
więc wszedłem na Demerdżi i Carycę Jekaterinę,
Bakczysyraj, Koktabel, Simfiropol, Ałuszta po Jałtę,
ciągle pozostawałem z zesłańcem polskim myślami,
i Półwysep Krymski przed inwazją Putina zdobyłem,
Obama, Merkel, Tusk, myślami z Ukrainą pozostają,
i osierocą Ją, gdyż żadnego interesu w tym nie mają
rubieże Litwy, Białorusi, z Polski wywieziono Adama,
tam tłamszą prawa tych, co chcą żyć i być Polakami,
a rząd polski interwencją nie wygraża, tylko noty śle,
1 marca 2014

9 Nie bądź świnią

Nie mając rozumienia pośród człowieczeństwa,
powtórnie udałem się za stodołę, na rykowisko,
gdzie miały wypas krowy, kozy, owce i barany,
one od urodzenia zajadały się tym, co zielone,
a ludzie za religię oznaki wegetarianizmu mają,
i dochodzą do niego po mięsożernym bytowaniu,
to i zagadnąłem krowę o istnienie Najwyższego,
jaki Bóg, ofuknęła mnie osoba z wnętrza ciała,
na łąkę z chlewa świnia za mną przytruchtała,
ich nie pytaj - rzekła - to tylko głupie zwierzęta,
i nikt, że duszą w ciele ludzkim był nie pamięta,
i że ciała jadł nie wie, i że w ciele przyszło być,
długo w nich nie pobędą, z nich też zrobią jadło,
a dusze ucieleśnią się i nie będą bytu świadome,
w poprzednim ciele rólkę rzeźnika odgrywałam,
i takie jak one, dla nich zarzynałam dla smaków,
by oni mogli zajadać takie jak ja, krowy i cielęta,
wiem, że w ciele jestem, utuczą je i zabiją mi owe,
za czyny w ciele człowieka jestem jadła spiżarnią,
i w cielska świń reinkarnować będę dla utuczenia,
z świadomością, że zabiją mnie mający wierzenia,
w pełni świadomości, zjadacz chleba najwyżej stoi,
ponieważ rezydent tych ciał ewoluował do rangi tej,
lecz przysłania go umysł i myśli, iż ciałem jest tym,
do Domu, z furtki ludzkiego ciała jest droga jedyna,
mogłam powrócić, tego już nie dostąpię jako świnia,
z wiarą, czy bez wiary, od wcielań ucieczka niełatwa,
będę wcielana w ciała coraz niklejszej świadomości,
aż stanę u bram piekielnych w kole narodzin i śmierci,
długa przede mną droga, by uzyskać ciało człowiecze.
4 marca 2014

Opublikowano

po czytaniu szukałam w myślach jakiejś sensownej odpowiedzi na tekst i tylko taka się nasunęła:


Świat protestuje


Świat jest dostatnio urządzony, a jednak protest.
Sprzeciw wynika z natury korzeni, z racji stanu liści.
Cykliczność pór roku. Zmiana temperatur w rejonach,
więc te, które jeszcze się trzymają jako tako i te, które
odpadły: jedne już wirują, inne zmieniają kolory.
Nie bez przyczyny i z wiadomym skutkiem.

Duma. Żal wynikły z drewnianego uporu konarów;
z bogactwa rozłożonego nierówno. Kora wokół pnia pełna
pokornego względu na dobro (poddana dystrybucji?)

Wszystko co widać i co się czuje. W drżeniu traw.
Spowite mgłą i wychodzące z mgły. Zewnętrzna wilgoć.
Suchość od środka pomimo pragnień, by zachować
status quo. Do cna nie zamienić się w próchno.

Czujesz, co chcę powiedzieć? A może gadam na próżno?
Przecież nie ja jestem drzewem. Mam krew płynącą
w żyłach i ręce, które czasami buntują się przed zimą.
Wiatr gwiżdże na całość. Przed siebie gna chmury.



Pozdrawiam Jacku.

  • 3 lata później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kiedy mnie usunięto z portalu znalazłem furtkę i jedynie mogłem wklejać do już opublikowanych przeze mnie materiałów, więc doklejałem, aż dałem sobie spokój.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, Smaganym wciąż przez zimny wiatr,   A choć wkoło sroga dotkliwa zima, Naokoło mroźna noc głucha, Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask, Tańczy na wielkich śniegu połaciach,   Na oszronionej partyzanckiej mogile, W mroku nocy migocąc samotnie, Głośno krzyczę o należną mu pamięć, Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,   Lecz może tej nocy mój krzyk, Posłyszą choć duchy przeszłości, By opowiedzieć o ciężkiej doli, Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…   I znad oszronionych partyzanckich mogił, Poniesie się cichy szept historii, O czynach ich bohaterskich chwalebnych, O Honorze nigdy nie zatartym…   Niekiedy kilku braci partyzantów, Wszyscy rodem z jednego domu Brało na siebie partyzanckiego życia trud, Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,   Pozostawili rodzinne swe domy, By trudom partyzanckiego życia czoła stawić, Choć długimi nieprzespanymi nocami, Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…   Gdy tylko bladym świtem, Skrzące gwiazdki na niebie, Gasły jedna po drugiej, Oni swe karabiny brali w dłonie,   Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, Gdy padał rozkaz do ataku, Młodzi partyzanci wyruszali w bój, Choć nieobce im było uczucie strachu…   Choć rozległe lasy i bory, Wielkie czapy śniegu pokryły, Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali, Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,   Przemarznięci, zziębnięci partyzanci, Dotkliwym chłodem przeszyci, Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć, W milczeniu znosili losu przeciwności,   Nad dogasającym z wolna ogniskiem, Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, Z ust wdmuchiwali w nie parę…   Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, Często był największym ich skarbem, Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek, Strzegł go każdy jak oka w głowie,   Często zdobyczny trzonkowy granat, Nikłą jedynie nadzieję dawał, Na zadanie okupantowi dotkliwych strat W kolejnych zasadzkach i potyczkach…   Nie straszne im były najsroższe zimy, Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy Z godnością w milczeniu wytrwale znosili, Trwając na przekór okrutnemu losowi,   A rozłożyste drzewa oszronione, Widząc ich smutek i niedolę, Choćby najcichszym nawet szumem, Pociechy zimą nie mogły im nieść…   I tysiącami niezłomni partyzanci, W walce o naszą wolność polegli, Choć często mizernie uzbrojeni, Do walki z okupantem zawsze gotowi…   Dziś gdy ognia płomyki, Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych, Sypiąc niekiedy złote iskierki, Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,   Unosząc kubek gorącej herbaty, Pobiegnijmy swymi myślami, Ku tamtym partyzantom niestrudzonym, Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…   I za dusze partyzantów zapomnianych, Których często nie znamy nazwisk, Którzy grobów nie mają własnych, W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...      
    • @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję :)  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

         
    • Przeżywasz pragnienia, jakby się już spełniły. Czy to naprawdę daje Ci radość? Czy tylko karmisz myśl o szczęściu? By pojąć różnicę – musisz doświadczyć.
    • @andrew Również pozdrawiam Cię Najserdeczniej zarazem życząc Ci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze!!!   @Gosława ,,Wstyd hańba i ogólne dno" Święte słowa po tysiąckroć!!! Pozdrawiam Najserdeczniej!   @Jacek_Suchowicz "Jesteśmy istniejemy i rządzimy i nic nam nie zrobicie"... Ale do czasu... Byle tylko do najbliższych wyborów! Pozdrawiam!   @Berenika97 Obawiam się że takich gorzkich refleksji nad współczesną polską rzeczywistością czeka mnie w najbliższych tygodniach i miesiącach naprawdę sporo... Co zrobić... Pozdrawiam Najserdeczniej!
    • @KOBIETA Nie ma sprawy, wejdź na mój parkiet. Tu masz współrzędne: 52,4299729, 20,7231488. PS. Tylko konkrety, zero mgły.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...