Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

16 lipca, godzina 9:27
W urządzonym w stylu empire ogromnym gabinecie wytworny gentleman w wieku około 60 lat toczy rozmowę telefoniczną:
-Halo! Czy to firma „Elewacja”? Mister McKenzie? Chciałem zamówić u was malowanie fasady budynku 1234 przy Piątej… Kiedy możecie przystąpić do prac? Chwileczkę… Zapisuje w notatniku: JULY 22
…-Zaliczka? Proponuję inną umowę; zróbcie kosztorys, a ja skontaktuję się z panem jutro około trzeciej po południu. Kiedy będę znał cenę, od razu wypiszę czek na całą sumę. O.K.? I jeszcze jedno- nie zapomnijcie o dokładnym zasłanianiu okien, zwłaszcza wystawy sklepu jubilerskiego, bo jak mu zachlapiecie szybę, to właściciel może wam narobić sporo kłopotów, tylko róbcie to delikatnie, bo byle stuknięcie w szybę uruchomi alarm i ściągnie wam na kark gliny z całej dzielnicy.


21 lipca, godzina 9:26
Ten sam gabinet. Przed biurkiem ustawiono cztery krzesła zajęte przez czterech facetów. Pierwszy z lewej siedzi Nico Grandini.
Jest to człowiek, a raczej człowieczek mizernego wzrostu, szczupły, o nerwowych ruchach. Obok niego- blisko dwumetrowy olbrzym, dysponujący odpowiednią do wzrostu siłą. Jest specjalistą od „mokrej roboty, przy czym rzadko zmuszany jest do używania gnata. Niestety, nie grzeszy nadmierną inteligencją, co często, bezlitośnie wykorzystuje Nico. Dalej- Łysy, wysoki, dobrze zbudowany, z dokładnie wygoloną głową. Czwarty osobnikiem jest Giovani- średniego wzrostu, nie wyróżniający się niczym szczególnym, poza zamiłowaniem do broni palnej. Przed wejściem do gabinetu szefa jego magnum zostało zatrzymane przez ochroniarza, co nie powstrzymało go przed odruchowym dotykaniem marynarki w miejscu, gdzie nadal przypięta była kabura.
-…kiedy Massimo przyniesie wam torbę ruszacie natychmiast naprzód nie przekraczając przy tym żadnych przepisów ruchu drogowego. Przed skrzyżowaniem z 14 Ulicą czekać będą na was w niebieskiej furgonetce białym dachem Łysy z Giovanim. Nie zatrzymując się wrzucacie towar na skrzynię ładunkową i jedziecie do najbliższego parkingu, gdzie porzucacie wóz. Tymczasem Łysy z Giovanim jadą na melinę. Wszystko jasne?
-Jasne, szefie.
-No to nalejcie sobie po jednym.
Nalewają do szklaneczek grappę. Nico wychyla jako pierwszy. Rico tymczasem obraca swoją szklankę w dłoniach, co wykorzystuje Nico- wyjmuję mu szklankę i wypija jednym haustem. Rico z żalem spogląda na kompana, ale nie śmie protestować.
-Ale, szefie... odzywa się Rico
Wygląd szefa w jednej chwili uległ niesamowitej zmianie. Z podtatusiałego gentlemana zmienił se w gotującego do skoku lamparta. Spojrzenie, jakbłyskawica spowodowało, że Rico zmalał w sekundę. Móglby w tej chwili wspiąć się na drzewo i wciągnąć je za sobą. W swoim życiu bał sie bowiem tylko trzech osób: swojej matki- drobnej zasuszonej staruszki, Nica i właśnie szefa. Ale tego ostatniego najbardziej.
-Nie, nic.


24 lipca, godzina 11:17
W budce telefonicznej stoi Massimo. Podnosi słuchawkę i wybiera numer.
-Szefie, zaczynają zasłaniać. Za pięć minut wkraczamy do akcji.
24 lipca godzina 11:18
Niewielka włoska kafejka. Przy barze, sącząc Chianti siedzi Nico. Dzwoni telefon. Barman podnosi słuchawkę. –Cafeteria Napoli. Słucham. Mister Grandini? –zwraca się do Nika. Nico potakuję głową i bierze słuchawkę.
-Już? O.K.
Nico wychodzi z kawiarni i wsiada do stojącego nieopodal samochodu, za kierownicą którego siedzi Rico.
-Za pięć minut uruchomisz silnik!


24 lipca, godzina 11:22
Malarze właśnie skończyli zasłaniać wystawę sklepu jubilerskiego i wsiedli do samochodu. W tej samej chwili do jego wnętrza
wchodzi dwóch facetów. Rozglądają się wokół. W sklepie, prócz właściciela znajduje się jeszcze troje, oglądających biżuterię klientów.
-Rączki do góry! Wszyscy twarzą do ściany. I bez jakichkolwiek gwałtownych ruchów, bo te zabawki mogą komuś wywiercić elegancką dziurkę w głowie. To znaczy elegancką z jednej strony, bo z drugiej taka dziura wygląda strasznie paskudnie.
Właściciel i klienci stają pod ścianą. Wtedy do sklepu wchodzi Massimo. Zamyka drzwi i przekręca tabliczkę z napisem „CLOSED” na zewnątrz. Podaje wspólnikom torbę, z której uprzednio wyjmuje jakieś zawiniątko, oraz niewielką butlę ze sprężonym powietrzem. W czasie, gdy jego wspólnicy przekładają biżuterię z gablot, Massimo przykłada wężyk prowadzący z butli do zawiniątka i odkręca zawór. Niekształtny pakiet wypełnia się tworząc postać mężczyzny wyposażonego w pistolet maszynowy. Ustawia manekina na tle okna wystawowego z „bronią” zwróconą w kierunku stojących pod ścianą ludzi. We trójkę kończą pakowanie łupu i odchodzą. W przejściu jeden z nich rzuca uwagę: -Pilnuj ich Johny. A wy uważajcie, bo kolega jest nerwowy.
Cała trójka bez pośpiechu opuszcza sklep i zaraz potem rozstają się. Massimo przechodzi kilkanaście metrów, skręca w przecznicę i podaje torbę czekającemu w samochodzie za rogiem Nikowi.
PRZERWA NA REKLAMY

Opublikowano

Na początek oddziel poszczególne sceny - choćby dwoma spacjami. Pisz w czasie teraźniejszym, bo to się ma dziać na naszych oczach, filmowane na żywo. Skup się na wizualizacji każdej sceny...hihi, ale sie wymądrzam... Gdybyś potrzebował wiedzieć, jak zrobić treatment, daj znać, o scenopisie już nie wspominając. Bo na pewno chcesz coś z tym zrobić. Jak to pisał hollywoodzki guru od scenopisarstwa (zapomniałem nazwisko), scenariusz musi być pisany pod realizację. Inaczej strata czasu i bezsens, bo w szuladzie, nawet po wiekach pozostanie ino scenariuszem :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...