Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na drugą stronę w jasność przechodzę
podaj mi rękę człowieku
porzuć obawę usłyszysz wdzięczność
życzliwość wieku.

Wsparcia mi trzeba i twojej dłoni
żeby się w pionie utrzymać.
Kładka tu giętka a w dole przepaść
targa wiatr chwila.

Po drugiej stronie siebie obronię
słowem i sercem zaśpiewam
i tylko teraz podaj mi rękę
dumy już nie ma.

Żadna to hańba o pomoc prosić
gdy przyjdzie trudna godzina
braniem dawaniem karmi się życie
chcącym odważnym sprzyja.

Opublikowano

po drobnych zmianach widzę twoją rymowankę tak:



Na drugą stronę
w jasność przechodzę
podaj mi rękę człowieku
porzuć obawę myśl o wdzięczności
dobroci wieku.

Wsparcia mi trzeba
i twojej dłoni
żeby się w pionie utrzymać.
Kładka tu giętka a w dole przepaść
targa wiatr chwila.

Po drugiej stronie
siebie obronię
sercem i słowem zaśpiewam
i tylko teraz podaj mi rękę
dumy już nie ma.

Żadna to hańba
o pomoc błagać
gdy przyjdzie trudna godzina
braniem dawaniem karmi się życie
odważnym sprzyja.




pozdrawiam

Opublikowano

@al_meriusz
tak: to wyczucie, empatia, umiejętności. słów mi brakuje.
tak ma brzmieć ta rymowanka. dziękuję al_meriuszu za nią, i za rękę.

jedynie czwarty wers jest dla mnie nie do końca zrozumiały. ale może to poziom rozwoju ma wpływ na to, nie komunikatu.
prześpię się z nim i zastanowię.
b

Opublikowano

@beta_bez_alfy

masz rację - gdy się rezygnuje z interpunkcji, trzeba to uwzględnić podczas formułowania myśli - czwarty wers rzeczywiście nie jest jednoznaczny i może zostać zrozumiany przeciwnie do twojej intencji

więc może np. tak:

'porzuć obawę usłysz mą wdzięczność
życzliwość wieku.'

Opublikowano

@beta_bez_alfy


'wiatr targa co chwila.' 'już pustej dumy nie ma.' - i już przekombinowałaś

nie odbieraj swoim wierszom powietrza

wybrana przez ciebie forma 10, 8, 10, 5 jest ciekawa i 7 na końcu też ładnie i 'odważnie' zamyka wiersz

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...