Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

płatki róży zamarły na twym policzku.
kaniony zmarszczek o zachodzie słóńca rzucają długie cienie.
pędzelki spłowiałych rzęs uderzają w rytm tamtamów
a wykrzywione jak obolałe ego usta
w gromnicznym wyrazie wprawiają w histerię przestrzeń.
i kiedy tak patrzysz na mnie na twym nosie
wyrasta róg i grubieje skóra na karku.
zieleniejesz morską trawą zmieniając twarz
w oblicze ni to nosorożca ni to warana.
z bezkrwistych ust ścieka trująca ślina.
dlatego niestety nie mogę otworzyć ci złotego nieba
ani zapleść warkoczy komet na twą cześć o pani
twoją sukienkę pożarły już wirtualne mole
a spodnie które nosisz mają rozporek.
wracasz dudniącym truchtem do błotnistych źródeł
jak zielony ssakogad
a ja już nic a nic z tego nie rozumiem
czując smród twych przegniłych z nudy
i zobojętnienia jajników o pani.

Opublikowano

bardzo ciekawe rozważania, spostrzeżenia, na które ja, jako kobieta, mogłabym się obrazić, ale nie, otóż nie!
test do przemyśleń dla obu stron
może tylko pierwsze 'o pani' wyrzuciłabym, wtedy to końcowe byłoby mocniej zaakcentowane

pozdrawiam

Opublikowano

@Jan_Wodnik

No niestety, tak to jest. Aczkolwiek widocznie było im lepiej, jak wszyscy nosili takie same stroje robocze i hulali na traktorach.
Ciekawe, kiedy się obudzą i uznają, że w toaletach publicznych też istnieją podziały.

Pozdrawiam.

Opublikowano

sun: dzięki za czytanie i pochwałę. Pozdrawiam

M.Krzywak: brak podziału w toaletach i przymusowe tęczowe spodenko-spódniczki to może być nowy trend... Lepiej więc zamilknę... - z pozdrowieniami i podziękowaniem za wpis.

kredens : w gruncie rzeczy taki protest mnie cieszy. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...