Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dotknij mnie szeptem,
dotknij myślami, słowami,
nie czyń tego jeszcze.
Dłonie w kieszeni schowane,
mów do mnie proszę,
patrząc prosto w oczy.
Niech napięcie rośnie,
wir namiętności.
Rozbieraj mnie wzrokiem,
przenikaj me wnętrze,
niech się rozpala,
żarzy z podniecenia.
Oddech przyspiesza,
serce szybciej bije.
Ręce do mnie wyciągasz,
chcesz mnie złapać,
mój obraz ginie...

Opublikowano

@Pomyłek_Stokrotny
Zostać nie mogę ,
nie powinnam
zakazane mi to.
Tyś mym marzenie,
iskrą nadziei.
Kochając mnie
zdobywaj,
szczyty gór.
Może sie uda
iskra zabłyśnie
miłość rozwiązanie ma.
I zostane juz na zawsze
nie tylko w marzeniach i snach

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

szeptem dotykam Cię w myślach
słowami to robię, nie czyniąc nic więcej
zatrzymaj swe dłonie,
szelest mieszanych rzęs odważny
dociera do Ciebie obnażonej
wstyd podnieca Ciebie, prawda?
podoba Ci się jak dyszę, męczę się z pragnienia
dalej nie chcę byś ginęła
więc powstrzymuje się od wyciągnięcia rąk
wolałbym Cię w słowach, bardziej bezwstydną
oswojoną ze słowami, poezją myśli, dotykiem słów
dotykiem
bądź taka



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Tak. Bardzo z operatorem internetu. Wszyscy mi odmawiają :)   Wszystkiego pozytywnego dziękuję za uśmiech :))
    • Z tym pomysłem na życie to jest niezła ściema serwowana ludziom, żeby pozbyć się problemu. Idź za swoimi planami, załóż swój biznes, bądź kreatywny. To się wie często dopiero pod koniec życia. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Odrzucili kołderki z piasku — bo cóż to — w tym bladym blasku? ktoś przez morze pomyka rowerem. Przetarli oczy — jak kapitan nad sterem, gdy wyspa wyrasta na opak. Nie pyta, który ptak ich tu przywiódł — ni czemu jak jabłka w kałuży — wydęci.   Spójrzcie za wyspę — i już: mapy chyże w skorupce pamięci!     -----     Płynąc po niebie, zarzucamy sieci: dłońmi w złotej obwódce koraliki niecisz, co tak dzwonią, spadając na ogrody szumne. Łódkę oddamy rzece, ale komu — trumnę?  
    • Chcesz się umówić? Zapewne na partyjkę preferansa :) Śliczny wiersz.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wow! Jestem niebieski.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Poetyckich dusz nie trzeba siać, ani też rodzić w bólach i mękach. Wychowywać, hodować pod parnym kloszem, by wydały owoc cierpki w smaku. Odbijający się palącą zgagą. Trujący wręcz dla serc i myśli.     Poeci to kamienie  pozostałe na krańcach ugorów. Przysypane piachem,  zaplątane w powój i oset. Ukryte w cieniu  rozplenionych, strzelistych pokrzyw. Rdestów i krwawników. Łaskotane liśćmi paproci. Zasłuchane w opowieści wichru. W pieśni chóru chmur, zwiastujących ciepłe, letnie burze.     Niezauważone, nieważne, nieistotne. I przez to twarde i nieustępliwe. Nie straszny im skwar ani deszcz. Mróz kąśliwy i mokry śnieg. Są przerzucani i kopani. Bez prawa do miejsca, które nazwali by domem. Azylem dla spokojnego bytu. Niełatwa to rola. Są tacy, którzy pękają. Obracają się w kruchy proch. Bo są zbyt czuli, lub biorą na siebie więcej  niż ktokolwiek mógłby znieść.     Są jednak kamienie zbyt ciężkie i stare. Olbrzymie głazy ostałe od pokoleń, na straży szlaków, mogił czy duktów. Stoją na bagnistych i leśnych rozstajach w płaszczach z mrocznego mchu. Ich żywot spisały,  solne naloty na powierzchni. Zapytane, nie odpowiedzą. Zaczepione, będą milczeć jak grób. Pogłaskane czule, będą zimne jak trup.     Ich czas minął. Ich cywilizacja odeszła. A poezja stała się tajemnicą. Wierzą tylko w upływający czas. Mówi się, że widziały pierwszą śmierć i dożyją zapewne finalnej zagłady.     Ja już dawno rozpadłbym się, klnąc i pomstując na poboczu rowu. Lecz mieszkam w samotni prawdziwej. Gdzieś w środku kniei niczyjej. I mam się świetnie. Milcząc, zimną stagnacją. Gdybym miał jeszcze serce sprawne to biłoby dla kogoś teraz. Krusząc mnie, niszcząc i ośmieszając. Drwiąc ze mnie bez litości. Tylko dlatego, że kocham siebie. A nienawidzę pustego uczucia do człowieka i jego ułomnych słabości.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...