Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

poniedziałek

Dzisiejszy dzień był straszny. Rano zostałem wyrwany z łóżka. Na wpół będąc jeszcze śpiący, na wpół pobudzony senną rzeczywistością zrobiłem to, czego nie powinienem był oczywiście zrobić. Pokłóciłem się z ojcem. Jedyną osobą w tym domu, którą szanuję, a jednocześnie którą nienawidzę i pogardzam. Przypomina mi się pewna sentencja, nie wiem czy wymyślona przez moją wyobraźnię, czy też rzeczywiście gdzieś ją usłyszałem: „Spójrz mi w oczy, a powiem ci kim jesteś.” Nie musiałem patrzeć sobie w oczy, by wiedzieć co tam zobaczę. Histerię. Niepohamowany przypływ nienawiści i złości kąsał mnie przez dobre pół godziny. Jednak silne uczucia mają to do siebie, iż szybko obumierają. Śmierć pewnych zachowań bywa niekiedy błogosławieństwem. Śmieję się do siebie, gdy czytam na bieżąco ten wyraz – błogosławieństwem. Chociaż wyrzekłem się religii na rzecz wewnętrznej burzy niepokoju, a także nigdy nie spełnionego do końca rozwoju wewnętrznego, nie mogę się całkowicie wyzwolić od moich korzeni. Czy religia może silnie tkwić w ateiście? Jak zawsze muszę odpowiedzieć twierdząco. Ambiwalencja jest jedyną drogą do zrozumienia takich jednostek jak ja. Wiecznie rozdarci, wiecznie w drodze do niewiadomo dokąd. Znowu zaczynam użalać się nad sobą, a przecież nie o to chodziło. Nie mogę zasnąć. Przypływ natchnienia każe mi pisać grubo po północy. Pobudza krążenie w moim ciele. Inteligencja i kryjący się za nimi mózg bywają często dokuczliwe. To co nie daje mi zasnąć, co każe mi pisać tu i teraz, to prozaiczne pytanie: Co to jest piękno? Czym się ono wyraża i w czym potrafię je odnaleźć? Zamierzam rozwiązać ten problem przez kilka najbliższych dni. Dzisiaj natomiast mogę stwierdzić, że nawet w kłótni międzyludzkiej dostrzegam piękno. Takie słowa wychodzące z ust młodego człowieka muszą brzmieć co najmniej dziwnie. Jednak harmonia i powtarzalność, a także ilość energii, która zostaje zużytkowana, daje dużo do myślenia. Może piękno, to nic innego, niż chemiczna reakcja ciała na pewne bodźce?

wtorek

Dzisiejszy dzień zaczął się leniwie. „Dłużyzna, dłużyzna, doga do Koziej Wólki” – jak zwykł mawiać Adrian. W sumie dawno go nie widziałem. Pamiętam jak w LO potrafił wyskoczyć z różnymi sentencjami typu „Wszystko się zmieniło lecz w rzeczywistości pozostaje takie samo.” Po takich wyskokach wcale się nie peszył szyderczym śmiechem kolegów, który zazwyczaj następował zaraz potem. Potrafił powiedzieć coś takiego nie znając żadnego Freuda, Sokratesa czy innych filozofów. Z tego co wiem w całym swoim życiu nigdy nie przeczytał choćby jednego „uczonego wywodu”. Wychodzi na to, że filozofia tkwi w niektórych spośród nas bardzo głęboko. Wczorajsza notka utkwiła mi jednak w pamięci. Patrzę właśnie na nią zadziwiony samym jej istnieniem. Dzisiaj szukałem piękna. Szukałem go zapamiętale i z szaleńczą wytrwałością. Telewizja – jedno wielkie rozczarowanie, sztuka drażniła mnie dzisiaj swą formą i narzucającym się przekazem, muzyka także zawiodła. O dziwo dostrzegłem piękno tam, gdzie się tego nigdy nie spodziewałem. W sąsiadce z klatki obok. Jest młodsza ode mnie o kilka lat, jednak znam ją z widzenia. W sumie dziwne by było gdybym jej nie znał choćby jako „hej-znajomy”. Aż wstyd się przyznać – nie znam ani jej imienia, ani nazwiska. Choć wychowaliśmy się koło siebie. Wszyscy teraz narzekają, że telewizja, komputery, internet, telefony oddalają ludzi od siebie. Ze zdumieniem muszę stwierdzić, że proces osamotnienia zaczął się znacznie wcześniej. Znacznie wcześniej. Gdy spojrzę w przeszłość widzę, że ten proces funkcjonował już w moim dzieciństwie. Czyli jakieś 25 lat temu. A może był on zawsze? Nie będziesz się zadawał z tym i z tamtym. Ci są za biedni, ci są za bogaci. Tamci są jacyś podejrzani. Jeszcze inni byli z innej dzielnicy, ulicy, czy klatki. Segregacja była zawsze. Do jakiej grupy zostałem przypisany, czy to przez rodziców, czy też przez społeczeństwo? Średnio-zamożna klasa mieszczańska. Ani nie biedni, ani nie bogaci. Pseudokatolików, jednak tej klasyfikacji jestem świadom dopiero teraz. Tak czy siak teraz się sobie tylko kłaniamy i pozdrawiamy zdawkowo. Jednak to właśnie w tej dziewczynie po raz pierwszy dostrzegłem piękno. Raczej przeciętnego wzrostu, chuda (a preferuję kobiety, które mają jednak trochę ciała; które mają „czym oddychać” jak to mówią), włosy w nieładzie, dyskretny, prawie niedostrzegalny makijaż. Cóż mi się w niej spodobało? To w jaki sposób otworzyła drzwi do klatki. Wyciągnęła klucze z kieszeni, które oczywiście w ramach codziennego pośpiechu upadły na wylewkę betonową. Jej swoboda w podnoszeniu kluczy i zarys delikatnego uśmiechu sprawiły, że wstrzymałem oddech kompletnie urzeczony. W tym momencie byłem cały jej, może nawet zgodziłbym się na dłuższy związek właśnie z nią – sąsiadką, która nigdy mnie nie pociągała. Ale oczywiście nie dostrzegła wyrazu mojej twarzy, nie odczytała uczuć kłębiących się pod moją czaszką. Nawet na mnie nie spojrzała. Bo i po co właściwie? Piękno jest jak ptak, którego nie można złapać.

środa

Cholerne obowiązki domowe. Sprzątanie, obieranie ziemniaków, gotowanie. Zanim się spostrzegłem minęła już 17-ta. Dawno już chciałem usiąść za klawiaturą i podzielić się (chyba z samym sobą) moimi dzisiejszymi obserwacjami. Kwestia piękna znajduje się na mojej liście w ciąż na topie. Muszę być szczery z samym sobą. Dziwak ze mnie. Kto poświęca tyle czasu i energii na zagadnienie, które praktycznie nikogo w dzisiejszych czasach nie nurtuje? Tylko 30-letni maniak intelektualny. Często zazdroszczę mojemu młodszemu bratu. Choćby w tej chwili mu zazdroszczę. Brnie twardo do przodu nie zastanawiając się w ogóle, choćby przez minutę dziennie, takimi pierdołami, które potrafią zająć moją bujną wyobraźnię bez reszty. Tacy ludzie jak mój brat nie cierpią intelektualnie, nie pociąga ich samotność i wewnętrzny przepływ problemów. Po prostu żyją, jak choćby taki pantofelek. Skupiają się tylko i wyłącznie na chwili obecnej. I o wiele lepiej na tym wychodzą. Pieprzony pantofelek! Zaś mnie, tego wyalienowanego ze społeczeństwa pantofelka-dziwaka, znowu zajmuje problem piękna. Obierając ziemniaki doszedłem do wniosku, że nie potrafię dostrzec piękna w jego najczystszej postaci. Piękno postrzegam przez pryzmat intelektu. Nie widzę piękna w nim samym. Nie dostrzegam go tam. Nie potrafię obcować w nim w jego naturalnym otoczeniu. Istotę zjawiska przysłania mi mózg. Pamiętam jak kiedyś usłyszałem od nauczycielki, że „młodego człowieka wychowuje się obecnie pod względem intelektualnym, jednocześnie zaniedbując wychowanie emocjonalne”. Kobieta, mimo że z wyższym wykształceniem, była nieźle stuknięta. Miała jednak w tym konkretnym przypadku rację. Czuję ten dyskomfort w samym sobie. To chyba Witkacy, o ile dobrze pamiętam, zwracał uwagę na koniec pewnej epoki. Umarł Bóg, nadchodzi cywilizacja. Jednak z industrialnym społeczeństwem przyszła też pewna choroba – nadmiernie wykształcony intelekt kosztem rzecz jasna emocji. Czy to dlatego czuję się ateistą? Ponieważ zatraciłem umiejętność odczuwania emocji związanych z wyznawaniem wiary? Tym samym stałem się pół-człowiekiem? Nie jestem pewien. Zresztą ta łatwość przytaknięcia, która we mnie się właśnie kołacze, jest zarazem wyraźnym znakiem ostrzegawczym. Proste drogi i proste odpowiedzi zazwyczaj prowadzą na manowce. Jednego jestem świadom. Nie potrafię obcować z pięknem tak, jak zapewne potrafili to moi przodkowie. Jestem nazbyt mądry i ten fakt przysłania mi zapewne właściwy obraz tego zjawiska-emocji. Po co właściwie potrzebny człowiekowi intelekt? W tych czasach? Przecież i tak 25%, jak nie więcej, ludzi w Polsce nie ma pracy.

czwartek

Chciałem napisać to koło 3 w nocy jednak zmusiłem się do spania. Potrafię dostrzec piękno, choćby przez pryzmat intelektu. Zawsze jest to COŚ. Wiem natomiast, gdzie nie ma żadnego piękna – w samotności. Będę musiał coś z tym zrobić i to jak najszybciej. Choć zapewne mi się nie uda.

piękno-brzydota / pantofelek-oferma

Opublikowano

Gęsty tekst, ale przeczytałem z przyjemnością do dechy. Uwaga stylistyczna: chyba kryjący się za nią mózg (za inteligencją). Wydaje mi się też, żem usisz uważać, by nie przeintelektualizowywać akapitów, bo stają się nieco mechaniczne. Taki np. akapit z Adrianem ładnie płynie, łącząc opis z refleksją. To jest rodzaj dziennika jak rozumiem. Hmm, interesujący...

Opublikowano

dzięki asher za cenne uwagi

co do tego mózgu i inteligencji - masz absolutną rację
nie zauważyłem tego
to jest raczej błąd logiczny, niż stylistyczny
aż wstyd :(

natomiast z tym przeintelektualizowaniem nie mogę się z tobą zgodzić
chociaż wiem, że lepiej się czyta fragmenty typu tego Adriana, niestety w tym przypadku na drodze nie stała materia tylko autor tego dziennika
Freud, Sokrates, Witkacy, pantofelek (wyraźna aluzja do poezji Bursy) świadczą o tym, iż autor był właśnie przeintelektualizowanym, domorosłym filozofem, który nie mógł się powstrzymać od lekkiego zadęcia intelektualnego

mimo wszystko mam nadzieję, że ostateczny efekt nie jest taki najgorszy
chodziło mi o kompilację "Bez dogmatu" Sienkiewicza i współczesnej formy pamiętników internetowych tzw. "blogów"
mam nadzieję, że udało mi się to osiągnąć

pozdrawiam: Wojtek

Opublikowano

no wczoraj moje oczy nie były zdolne przeczytać nic więcej na monitorze :) więc dopiero dziś się zabrałam za Twe zapiski, no i tak...

Jedyną osobą w tym domu, którą szanuję, a jednocześnie którą nienawidzę i pogardzam.= zastanawiam mnie "którą nienawidzę" nie powinno być "której nienawidzę"?

iż szybko obumierają = no obumierać to moze sobie roślinka doniczkowa, a emocje giną, umieraja, znikają, tym bardziej, że ma się to dziać szybko, a obumieranie wręcz coś przeciwnego sugeruje.

Śmierć pewnych zachowań = a czemu zachowań, skoro mowa była o uczuciach i emocjach? Nie dałeś przykładów zachowania bohatera w takich sytuacjach.

do niewiadomo dokąd. = albo niewiadomo dokąd, albo do niewiadomo gdzie, bo tak to mi tu coś niepasi z tym do...do

Inteligencja i kryjący się za nimi mózg= przepraszam a to "nimi" to o co chodzi?

O dziwo dostrzegłem piękno tam, gdzie się tego nigdy nie spodziewałem. = myślę, że słówko "nigdy" jest tu niepotrzebnym wyolbrzymieniem

zaczął się znacznie wcześniej. Znacznie wcześniej.= to pierwsze "znacznie" traci znaczenie poprzez powtórzenie, zrezygnowałabym z niego na rzecz " zaczął się wcześniej. Znacznie wcześniej" brzmi to bondowsko, ale lepiej moim zdaniem

Jeszcze inni byli z innej dzielnicy = inni inni? może "Jeszcze inni nie byli z naszej dzielnicy.."? albo no nie wiem, ale trochę to kłuje.

w ciąż na topie = wciąż :)

Tacy ludzie jak mój brat = przecinek przed jak

Istotę zjawiska przysłania mi mózg = wiesz, brzmi to dość drastycznie, może umysł?
...........................................


hmm przyjemnie się czytało :) lubię takie toki myślowe, gdy pisane są z pewną lekkością, tutaj było trochę ciężej, ale przez to, że bohater bardzo się przejmował tym, co pisze, tym, że ktoś to przeczyta, i tym, że ucieknie mu jakaś myśl, przynajmniej ja tę nerwowość wyczuwam, chociażby w powtórzeniach gdzieniegdzie. Nie mówię tu oczywiście o autorze, ale o postaci, którą stworzył. Podoba mi się taka postac. Czy dane nam będzie poczytać o niej coś jeszcze?

Opublikowano

ulala ile błędów :(
dzięki natalio za korektę

co do tej postaci - to raczej nie napiszę dalszej kontynuacji

jednak... cykl "Miejskie historie" zakłada zbiór opowieści, których głównymi bohaterami są młodzi, samotni mężczyźni

więc chociaż nie będzie dalszych przygód tudzież rozterek tego akurat młodego człowieka, będą inni bohaterowie

może znajdziesz jakieś cechy wspólne między nimi? :)

pozdrawiam: Wojtek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...