Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ponoć dzieci już dużo urodziła, żadne nie przeżyło niemowlęctwa. Nawet chyba we wczesnej młodości ze synem kmiecym z dąbrowy była żonata, ale kiej mu córkę powiła, co po urodzeniu od razu zmarła, precz ją ciepnął z chałupy, namówiony przez inne żony. Jako, że ród jej wygasł, nikto o krzywdę się nie upomniał, gdzie wrócić nie miała, bo z daleka kmieć ją przywiózł, nawet drogi powrotnej nie znała. Takoż na ostrów przyszła i u rymarza, za opiekę, wikt i opierunek, ten ostatni sama czyniąc, służyła. Opieka taka była, że gdy do rymarza zjechał gość, ona, w miejsce żony, z gościem się pokładała, boć tak zwyczaj kazał. Stąd te liczne dzieci, coć niemowlęctwa nie przeżywały. Krążyły słuchy, że sama je po urodzeniu dusiła, żeby w życiu poniewierki nie zaznały.
Doniek pamiętał to wszystko i współczuł niewieście, jako, że jego rola na ostrowiu była jeszcze gorsza. Jeszcze bardziej nim poniewierano. Wiedział, co to zło i poniżenie, brak współczucia ze strony innych. Na niewiastkę robotną dobra była, choć rodu nie miała, podróżyć nie miałby się z kim, opieki rodu nie miałby. Ale co? Sam silny, wyćwiczony, da radę i dwudziestu mężom. Podróży się z rodami jeszcze, kiej ma parobków, czas na zaloty też miał będzie, rodową dziewkę jeszcze ułapi. Przemówił do niewiasty, układając się z nią o zarobek przy kneziu. O to, ile skór, ile odzieży, ile jadła jej da. Hojnym był. Wymienił, co robić musi – inwentarz oporządzać, na żarnach mleć, jadło warzyć, tkać. Izbę w czystości utrzymywać. Kobieta zgodziła się: i tak obowiązków mniej będzie miała niż u rymarza. Dowbor wydawał się ludzkim panem. Jego kraśność mniej ją obchodziła, stara już się stawała, zrzędliwa i zgryziona. Byle ciepły kąt mieć, gdzie by tak nie poniewierali.
Wtedy wystąpił rymarz. Dziewka służyła u niego od wielu wiosen, odziewał ją i karmił, teraz od Dowbora chciał zadośćuczynienia za stratę domownicy. Doniek dwie kózki mu przyobiecał. Właściciele parobków też wystąpili, jednemu Doniek dał jagnię, drugiemu psa dużego, od swojej suki, co szczeniaki miała. Rymarz też chciał do kózek dostać szczenię, takoż właściciel pierwszego z parobków. Na tym stanęło. Dowbor zobowiązał się jutrzejszego dnia zapłaty za robotnych dać. Teraz kazał robotnym swoją chudobę zapakować i z nim do gospodarki iść, jako, że rano ją opuścił, a zwierzęta nie karmione do rana są.
Parobki i dziewka sprawili się szybko, Doniek zebranych pożegnał i z powrotem do swej gospodarki przez bór poszedł, robotnych za sobą prowadząc. Robotni nie pożegnali się nawet z bogami domowymi, co wielką ujmę im czyniło, ale Doniek wiedział, ile rozpaczy w braku takowego gestu u nich jest. Poniewierani, do czarnej roboty gnani, okrzyczani, oklęci, dość dotychczasowych panów mieli. Zawszeć nie tak, zawszeć źle było. Rozumiał to Doniek i postanowił, że on dobrym będzie.
Mało-wiele i gospodarkę swoją zobaczył, po nim robotni. Aż przystanęli z podziwu. Kawał pola, spory, chata, że i stołb książęcy mogła porównać. A i obora i stodoła i świronek. Doniek na nich pokrzyknął, poszli za nim gęby z podziwienia przekrzywiając. Do chaty doszli, tam ich Doniek rozlokował, każdemu miejsce wskazał do snu. Dziewce kazał spać ze sobą. Powiedział, że chociaż nie rodowa, jak niewiastka traktowana będzie, z poszanowaniem, byleby tylko robotę dobrze robiła. Kazał jej się po chałupie rozejrzeć, potem wszystkich po gospodarce oprowadził. Do obory do sześciu krów mlecznych zajrzeli, kilku cielątek, byka, czterech pięknych koni. Do świronka, gdzie dwanaście świń się pasło też. A warchlaków było nielicho. Do stodoły, gdzie siana i zboża pełno było. Do spichrza, gdzie warzywa kupami leżały i w garncach marynowały się. Gdzie połcie wędzonego mięsiwa wisiały u powały i w beczkach zakonserwowane.
Robotni nadziwić się tym cudom nie mogli, toć u ich dawnych panów takowego dostatku nie było, takich zbytków. Bywało, że na przednowiu cała chata głodowała, łącznie z panem. A tutaj tyle tego, że ani przejeść. Doniek prawił, że aż się prosi, coby na targ wozić nadwyżki i z parobczakami często jeździł będzie, toć izolowani od dawnych druhów nie będą. On sprawiedliwym jest, jadła ni napitku skąpił nie będzie, ale pracować trza. Niech teraz wieczorny obrok dla inwentarza dadzą a on jutro z wykupem za nich pójdzie na ostrów. Tako i zrobili, jeden chętniej przez drugiego. Dziewczyna, do ciężkiej pracy zwyczajna, najsprytniejsza była. Zakonotowała szybko co do czego służy, gdzie co stoi i robotą prześcigała parobków.
Doniek z radością patrzył, jak nawykłe pracy ręce w mig się z pracą rozprawiają. Po robocie, chociaż już noc ciemna była, dziewka chleb upiekła i dopiero wtedy z Dońkiem spać się pokładła. Doniek zadowolonym tego dnia był z siebie, jak rzadko kiedy. Rano przyobiecany inwentarz wybrał, na sznurki za szyję poplątał i na ostrów znowu poszedł, gospodarkę w rękach robotnych zostawiając.
W ostrowiu ludzie się zbiegli dziwowisko dorodnego inwentarza oglądać, bo nikto tak pięknych zwierząt nie miał prócz gospodarki Dońka. Dziwowali się ludzie ich dorodności i oswojeniu, że tak zgodnie za Dońkiem kupą szły, że nawet chyba i powrósła nie byłyby potrzebne. Przed chatami dawnych panów robotnych , co teraz u Dońka służą, gapie się ustawili. Doniek i z rymarzem się podróżył i z dwoma pozostałymi, bo coć zwierzę pokazał, to kmieć z podziwienia nad urodą wyjść nie mógł. Doniek w dogodnym dla nich czasie do swojej gospodarki zaprosił, żeby pokazać, jak u niego dobrze.
Miał rymarz córki dwie, przeciętnej urody. Jak Doniek zauważył, za robotą się nie rozglądały. Nie prosił więc o nie, chociaż stary je zawołał i przygotowywać jadło nakazał. I jadło jakieś niesmaczne było i Doniek w nim włosa nalazł. Nie prosił o dziewki rymarza. U dwóch pozostałych panów toć samo było. Tak mu zleciało do wieczerzy w gościnie u kmieci, po wieczerzy, był zwyczaj, na polanę podle chat starsi wychodzili pogwarzyć. Doniek dołączył do nich. Zdziwił się niemało, białkę po męsku przybraną i ostrzyżoną widząc na męskim zebraniu. Przyjrzał się uważnie i podstarzałą Wiosenkę w niej rozpoznał. Spytał rymarza, czemu białka wśród kmieci siedzi? Ten rzekł, że kiej ociec jej zmarł syna nie zostawiając, a potem mąż bez rodu opuścił zostawiwszy ją z trzema córkami, toć ona po męsku się przybrała, całą gospodarkę po oćcu prowadzi, z chłopami jak równa z równymi przestaje. Nawet kneź rzekł, że dobre to, właściwe, że białka z męską głową z mężczyznami jest i jak równą trza ją traktować. Mądruń z chramu tylko naprzeciw prawił co nieco, żeć obyczaje dawne na tym cierpią, ale kneź gębę na kłódkę kazał mu trzymać i tak już ostało. Słusznym i dla rymarza toć jest, bo białka rozumna jak rzadko która i kmieci rozumu nauczyć potrafi. Rymarz rzekł jeszcze, że i kneź wkrótce nadejść, chociaż wątpliwe, bo odkąd kupie przyjechał, co kneziowi czarną, z dalekich stron niewolnicę sprzedał, to teraz kneź w stołbie ciągiem siedzi, tak mu ta czarna spodobała się.
Ta czarna to dziwowisko niezwyczajne: skóra ciemna kiej noc, włos długi, jeszcze czarniejszy, twarz piękna, kiej takiej nie ujrzysz, wysoka nad kmieci, a członki jak toczone ma, chociaż już dwoje dzieci kneziowi urodziła i z trzecim brzemienna. Mali kniaziowie, chłopaki, też piękni nad podziw. Niewolna taki dobry charakter ma i przez tę cud-piękność taka miła dla oka i dobra w obejściu, że ludziska mówią, że nie z tego świata ona, tylko z nieziemskiego i że kneź swoją pracowitością i sprawiedliwością, dobrocią i wyrozumiałością na taki dar od bogów zasłużył. Niewolna jak miód jest, mali kniazie dzielni i odważni, po oćcu zalety dziedziczą. Nawet ród knezia z małych knezi dumny, zadowolony. Będzie kto miał władać nami kiej knezia zabraknie. A książęta zgodni między sobą są jak rzadko między dziećmi bywa, jeden za drugim w ogień pójdzie. I mądrość się u nich objawia od lat wczesnych. Bywa, że który spojrzy z taką życzliwością, to i radość na sercu i w duszy lżej od wejrzenia takowego. Jasną skórę i włosy po kneziu mają, ale ich członki tak szlachetne, smukłe i gładkie jak po niewolnej. Coć z niej za niewolna? Kiej pani na stołbie siedzi, wszystkim doma zarządza, a rządna, gospodarna... Ludziska kiej do świętej się do niej garną, ona nawet bab wysłuchuje i pomaga w nieszczęściu. Nawet służebne o niej jak o dobrej zjawie prawią, a smerdowie i parobki mir jej okazują, kiej samemu kneziowi. Dobra niezwyczajnie jest, toć i prawda. I pomogła nie jednemu, nie dwóm. Kneź na takie szczęście szczerze sobie zasłużył, dobry żywot nagrody sprowadza.
Na pogwarkach o gospodarowaniu wieczór przeszedł. Doniek wszystkich obecnych do siebie do gospodarki zaprosił, żeby obaczyli, co w puszczy czworo robotnych rąk może zdziałać. Powiedział, że wszyscy z obecnych mogą do niego jednocześnie przybyć, a jadła i napitku na pewno nie zabraknie. Ciekawie na Wiosenkę patrzał. Przyjdzie, nie przyjdzie? Ciekaw był i jej i jej córek. Wiedział, gdzie Wiosenka mieszka, ale jeszcze, dla pozoru spytał o to rymarza. Ten mu objaśnił. Doniek obiecał sobie, że przyjdzie do Wiosenki za dni kilka, jej córy obejrzy. Pretekst będzie, że na targ za kilka dni odbywający się przyjdzie, to i do Wiosenki zajrzy. Jej córek był ciekaw. Ciekawe czy robotne? Jak robotne, to i suty wykup za nie da. Niechaj mu robią w chałupie.

W Rzymie Gracelli został wezwany przez papieża. Bał się tego spotkania. Niejeden grzech na nim ciążył, bał się, że jego przestępstwa wydać się mogły. Otaczał się zaufanymi, talarów nigdy nie skąpił, ale cóż? Mogło się tak stać, że ktoś zdradził, doniósł papieżowi. Papież mógł majątków kościelnych kardynała pozbawić, a że dziedziczne Gracelli już dawno przetrwonił, nędzą i zesłaniem w jakimś klasztorze kontemplacyjnym skończyć się to mogło. Papież obecny był wręcz święty. Jadł niewiele, żył zgodnie z naukami ewangelii, zbytkiem otaczał się tylko na chwałę Pana, żeby ujmy na ziemi Chrystusowi nie przynieść. O dobre imię Chrystusa się troszczył. O to, żeby wzór dobry do naśladowania dać. O to, żeby nikogo nie zgorszyć. Kardynał miał dużo obaw przed tym spotkaniem. Ale pójść trzeba było.
Ubrał się w paradny strój, zamówił lektykę i do Watykanu się udał. Tam zameldował księdzu, że już jest i czeka. Po kwadransie czekania zaproszono go do prywatnych apartamentów papieża. Tam ojciec święty przy stole siedział i czytał. Gracelli podszedł, skłonił się nisko. Papież wstał, rękę z pierścieniem podał do ucałowania. Zaprosił gestem kardynała, żeby ten usiadł na kanapie stojącej pośrodku pokoju, sam usiadł obok. Służący księża przynieśli skromny posiłek i nakryli stolik stojący przy kanapie. Papież polecił im wyjść. Osobiście nalał Gracellemu rozcieńczone wino, sobie też, podał kardynałowi puchar, wziął swój, upił trochę i rzekł:
Doszły mnie słuchy od matki Hildegardy, że jakowąś politykę prowadzicie w krajach nieochrzczonych?
„A więc to chodzi o to!” – Gracelli odetchnął z ulgą po czym spokojnie rzekł:
Wiedziony Duchem Bożym światło chrześcijaństwa chcę poganom zanieść. Nie szczędzę trudu i wysiłku.
Papież pomyślał trochę:
Na czym owo ma polegać?
Gracelli gładko ciągnął:
W myśl świętej ewangelii działam. Najpierw wysondować moi jezdni jeżdżą, czyby namówić po dobroci pogan by się nie dało, żeby podporządkowali się świętej władzy dobrostanu, jaki święty kościół rzymski na ten grzeszny padół sprowadza. Wysłannicy łagodnie perswadują. A i mapy przejść, dróg czynią, na wypadek gdyby z czasem poganie dobrodziejstw ofiary bożej przyjąć nie chcieli i zbrojnie trzebaby ich na drogę zbawienia pchnąć, coby większą zasługę i chwałę w niebiosach po śmierci mieć. Jezdni i siły pogan obliczają i ich warownie przepatrują. Wszystko dla większej chwały naszego kościoła świętego.
A po co dziewki wysyłasz?
Prawda jest w grzesznej naturze ludzkiej. Jezdni, żeby na zadaniu swym się skupić, chucie cielesne zaspokajać muszą. Nie byle jaką im w tej świętej misji przydać trzeba, tylko blaskiem świętości opromienioną, bo zbożne dzieło, na chwałę niebiańską czynione. W kraje, co szatan panuje, przecie jeżdżą. Tak i myślę: z Bogiem poczynać trzeba, na jego wieczną chwałę.
Żadna z tych dziewek nie powróciła?
Widać niewiasty, jako gorszy gatunek człowieka, władzy Szatana w jego krainach podatne są. Żal to niewielki, szkoda też mała, bo dokumenty wędrówki bezcenne są. Jak naucza kościół święty, niewiastę od demona niewiele różni. Niewiasta to plugastwo najgorsze, co ją Diabeł na zgubę człowiekowi używa. Wszystko co złe na człowieka przez niewiastę przyszło, nie dziwota, że Szatan swoje kobiety w ziemiach, na których włada, do siebie bierze. Mała strata, krótki żal. Ku chwale kościoła tym się param, nie dla ziemskiej jakowejś nagrody majątki tracę, ale dla wiecznej niebiańskiej. Przecie to za mojego żywota wyprawa na sługi Szatana nie pójdzie? Niech potomni za mapy i informacje będą wdzięczni, ja tylko skromny trybik, im drogę przygotowuję. Potomni może za moją duszę modlitwę zmówią? Ważna to rzecz o chwałę i honor Boga dbać.
W zamtuzach często bywasz?
Nowych, wiernych sług kościołowi wychowuję. Nie raz niewiasta wszeteczna pożytek prawdziwej wierze uczyniła. Ale, żeby takową być, to trzeba wychowanie odpowiednie mieć. A wychowanie to lata łożenia na nauczycieli i wysiłku wychowawczego. Jak takowa mądra niewiasta dojrzeje, to i za księcia pogańskiego wydać ją można. Może i męża i cały szczep dobrowolnie do kościoła świętego przywiedzie? Aby taką władzę nad mężem mieć, kształcenie też mieć musi. Ja nie skąpię ze swoich dostatków środków na to, żeby kościół święty takowymi mądrymi niewiastami w razie potrzeby dysponował. Ku chwale Jezusa i Boga to czynię, Bóg mi zaświadczyć może.
Papież zadumał się znowu. Po chwili rzekł:
- Bóg nieskończenie mądrym jest, skoro ma takie sługi jak ty na wysokich stanowiskach swojej ziemskiej chwały. Dodam ci nową majętność ziemską, żeby ci na politykę dla chwały kościoła starczyło. Teraz zmówmy „Pater noster” i pożegnajmy się na dzisiaj. Jutro nadanie w kancelarii odbierzesz.
Gracelli wyszedł zadowolony. Łatwo oszukać dobrego, który we wszystkim dobra upatruje.

W chramie Mądruń odzyskał siły. Trzy nowe dziewki go wzmocniły, mógł planować swoje działania niepospieszany przez obawę, że się jego ciało rozmyje – rozpłynie podczas rozmowy, że momentalnie straci byt ziemski na rzecz właściwego mu świata. Mógł teraz przedsiębrać plany z uwzględnieniem praw rządzących psychiką ludzką. Stracił sporo autorytetu, gdy szybko chciał osiągnąć swój cel, licząc na szacunek dla pozycji, jaką w chramie zajmował, a która opierała się na uzdrawianiu i przepowiadaniu przyszłości ludziom. Ludzie, pomimo cudów, których codziennie dokonywał, lekceważyli jego osobę z powodu szybkości z jaką chciał od nich rzeczy, jakich do tej pory nigdy nie czynili i które im się zbyt okrutnymi wydawały. Miało to i rachunek ekonomiczny: wszyscy co żyli na tej ziemi ciężko pracowali na swój byt. Zgodzić się, żeby część z pracujących złożono w ofierze przed zakończeniem ich zdolności produkcyjnych nie mieściło się w głowach mieszkańców. To tak, jakby odejmować sobie smaczne, pożywne jedzenie od ust, jakby w zimie ciepłą odzież zrzucić i nago po mrozie spacerować.
Mądruń to rozumiał aż za dobrze i postanowił chytry podstęp wymyślić. Wiedział, że krasnale monolitem się opiekują. Z pewnością już od dawna zaopiekowały się dziećmi, które ten monolit mają zwrócić ich królestwu. Dzieci teraz dorosłe już są. Trzeba sprawdzić, w którym gospodarstwie najlepiej się powodzi i nagonkę na to gospodarstwo zrobić. Z pewnością tam te półelfy siedzą. Sprawdzić, która skóra z zamieszkujących jest odporna na płomienie, unicestwić odmieńców wcześniej torturami poczęstowawszy, żeby wygadali, czy przypadkiem krasnale miejsca spoczynku monolitu im nie pokazały. Jeżeli nie, systematycznie przeczesywanie boru trzeba zorganizować, ze wszystkich stron księstwa, przez wszystkich tu mieszkających, jednocześnie.
Zamierzenia były dobre, ale nikt z mieszkańców lekceważonego Mądrunia nie posłucha, trzeba by przez wiele lat od nowa pozycję szacunku budować. A na to Mądruń czasu nie miał, jego ciało by nie wytrzymało, z miejscowych dziewek nie mógł porywać, bo ukryć by się tego nie dało, za dużo oczu, a zamiejscowe się skończyły, Gracelli mu więcej nie przyśle bo nie ma skąd i za co. Mądruń wymyślił, że ustanowi nowy zwyczaj w święto Kupały: Chodzenie przez płomienie. Ten, kto tego dokona niepoparzywszy się, będzie tym, którego Mądruń na spytki weźmie, bacznie będzie mu się przyglądał. Zareaguje odpowiednio, gdy dowie się, kim ten ktoś jest. Przynajmniej będzie wiedział. Kogo mieć na oku, a to do mocy monolitu go przybliży. Absolutnej władzy nad tym światem, mocy zniszczenia go, panowania też nad własnym.
Mądruń postanowił, że na comiesięczny wiec pojedzie, tam swój projekt przedstawi. Tym razem nienerwowo, godnie. W ogóle, dobrze byłoby szacunek dla swej osoby zacząć budować. Do Kupały jeszcze sporo czasu było, może uda się ustanowić nowe? Im szybciej, tym lepiej. On organizację święta przez chram zorganizuje. Pomysł wiec powinien przyjąć. Na kilka lat byt miał zapewniony, byle tylko go zbytnio nie eksploatować, o przemianie w smoka nawet nie było co myśleć, za dużo go to kosztowało. Teraz trzeba na spokojnie działać. Dużo mocy miał w sobie: oby tylko nie stracić na nieprzemyślane, pochopne działania.
Na wiecu, jak zwykle, wszyscy najznaczniejsi kmiecie siedzieli kołem na polanie orzy świętym dębie. Wiec zaczął się ulaniem napitku przez knezia bóstwom mądrości i dobrej rady. Mniej znaczni kmiecie za plecami znaczniejszych bacznie przyglądali się ceremonii bacząc, by z radą nie wyskoczyć niepotrzebnie, ale każdy z nich znaczący głos chciał dać, żeby ze swoją mądrością się popisać. Wśród znacznych siedział i Mądruń i Wiosenka i rymarz. Wśród mniej znacznych Doniek.
Najpierw o wysokości daniny stołbowej radzili. Później o tym, jak uposażyć tych, co na stołbie odsłużyli już swoje, czyli, żeby każdy kmieć naznaczył domowych lub sam przyszedł na karczowanie boru, budowę chaty, określonego dnia, w określone miejsce o określonej porze. Każdy miał się publicznie przed wszystkimi zdeklarować. Wszyscy po kolei to zrobili. Kneź był zadowolony.
Gdy już wszystkie ważniejsze rzeczy zostały uchwalone, Mądruń, który dotąd słowem się nie odezwał, wstał z miejsca i gromko rzekł:
O ciszę proszę!
Po czym powiódł spokojnym, stanowczym wzrokiem po zebranych. Ucichli. Mądruń rzekł:
Dziesiątek wiosen upłynęło, jakem tu nastał. Służyć, leczyć, radzić, robiłem rzetelnie. Teraz, dla uczczenia tego, żem tu jest, świętom przygotował. Wielkie. Niespodziane. Cuda na nim będą. Spraszam z serca wszystkich. Dzień oznaczcie, jaki wam odpowiada.
Wiecujący dopytywać się zaczęli o szczegóły święta. Mądruń rzekł, że takowego dziwowiska tutejsze oczy ludzkie jeszcze nie oglądały. Niespodziewań ma być dużo, więcej niż na Kupale.

Opublikowano

Na początku chciałam ci postawić zarzut niespójności (bo początek jest jak z Kraszewskiego, a potem nagle wyskakujesz z jakimś Mądruniem i robi się bardzo fantasy), ale potem doszukałam się poprzedniego fragmentu i wyszło na jaw, że to część większej całości (2000 stron, wow!). W takiej sytuacji można ci te nieścisłości wybaczyć:)) Na pewno masz wyobraźnię epickiego pisarza i jego rozmach, ale czy to jest dobre, czy nie, to się okaże jak tu zamieścisz całość:) Mnie się w każdym razie nie podoba ta natrętna staropolska stylizacja, zwłaszcza, że w tym fragmencie z Mądruniem już od niej odchodzisz... Jak już, to trzeba byc konsekwentnym. Starosłowiańszczyzna tego okresu jest nie do odtworzenia (to jest jasne), ale dla nich wtedy był to język współczesny, więc należy to "przełożyć" na nasz. Ale to jest tylko moja opinia na ten temat. Zwłaszcza,że masz fragmenty, które odgrywają się w Rzymie - tam się mówiło w średniowiecznej łacinie - więc po kiego ta staropolska stylizacja? Ale tak jak mówię, mnie to drażni, ale komuś innemu może sie podobać.
I jeszcze jedna rzecz - nie wydaje mi się, że święto można sobie tak po prostu "wymyśleć" na jakims wiecu. Święta wynikają z długiej tradycji, ich pochodzenie pochodzi z mitów. Polecam ci w tej kwestii książki Mircei Eliadego (np. Traktat o historii religii).
Pozdrawiam serdecznie
w

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dziękuję, moi  jedyni czytający :) Całe szczęście bo już chciałam ubrać szpilki i wyjść bez słowa z tej sali balowej ( jak w wierszach nieczytanych )   Serdecznosci w Nowym Roku :)  @Leszczym @Rafael Marius
    • 3 2 1 i dzień jak Sylwester kończy się o północy huk petard słyszę okropny głośny straszący nieświadomych mieszkańców drzew i domowników futerkowych co chodzą na jednej drugiej trzeciej liczę im cztery nogi Zamknięty w pustelni z innym pustelnikiem walimy kieliszek za kieliszkiem on dziś jest uspokojony i pije mniejsze porcję ja walę mocne pełne bomby. W ogóle nie chciał towarzysz ten podkreślać czymkolwjek dnia jak ten. Mówi noc jak każda inna,oszukali kalendarz zatajac istnienie trzynastego miesiąca po prawdzie dodaję ja krzywiąc usta po wódce bo popitki brak po prawdzje o tym nie słyszałem aleto możliwe bo w internecie gdzie jak wiadomo nic nie jest falszem i wierzyć należy w każdą informację to rzuciło mi się i to nieraz coś w tym klimacie że istnieje jeszcze jeden znak zodiaku trzynasty właśnie i pamiętam nazwę nawet to weżownik.  On chyba nje słyszy wśród myśli pograzony swoich a może to część persony że mam czuć iż jestem lekcewazony nie raz się tak czuję i mimo że traktuję go z zainteresowaniem wobec jego przemyśleń i na whatsap linków do filmiku za filmikiem to pytania które zadaje są pozistawione bardzo czesto bez odpowiedzi a przecież to niemożliwe coby je przeoczyć albo moje filmiki moje w sensue te które chce mu pokazać choćbym miał myśl że to jego klimat to jeśli są skomentowane to zawsze negatywnie. Dziś nawet jeśli uważam że bym idealnie w jego gust trafił z rolką to nie wysyłam a potem otwieram od mojego towarzysza pustelnika linka a tam shorts który bym mu wysłał. Doszedłem do wniosku że nic nie wysyłam bo to ma negatywny odbiór i niech sam odkrywa. A rolki które bym mu pokazał albo przepadną albo zostaną mi wysłane jako ciekawe dlań i to zabawne. Jak kolejny pustelnik którego znam a który nie nadaje się by mu puszczać muzykę ktorą uważam za fajną bo niczym w tym teleturnkejuu po pierwszych nutkach zostaje nazwana np od gówna i negatywna energia wypełnia okolice. Dziś mu nje wysylam fajnych i też się zdarza że to co bym mu wyslal do posluchania on mi wysyla jakby to bylo odkrycie ale z tym pustelnikiem jest szansa zreformowania może taka mała bo raz mi przyznał że wykknawca którego chciałem z nim posłuchać a skończyło się grubym hejtem i wyłączeniem szybciej niż powinno się dać sztuce szanse albo i przeżyć całość dzieła choćby dla sprawdzenia to nie tu wylaczamy po pierwszych iderzeniach dźwięków chyba nawet bez wokalisty popisu i nie wysłuchaniu tekstu. I tak reforma jest możliwa gdy po czasie dowiaduje się że wyladował na jego plejliscie jednak i źle mu chyba jakaś intuicja podpowiedziała jeśli nie daje się szansy i kilkanascie sekund wystarczy by nje było warte posluchania. A więc mam zasadę nie wysyłania pustelnikom mym rolek czy muzyki ktorą chciałbym się podzielić i mnie śmieszy gdy oni mi wysyłają dokładnie te rzeczy którymi myślę widząc je czy słysząc bym się myślę podzielił z jednym czy drugim mym pustelnikiem a naprawdę to nie jest szajs mi się wydaje że to co chcę podzielić z nimi tą możliwość wspólnego obejrzenhaia czy poslucganha czegoś to mój gust humor i muzyczne wyczucje nie jest najgorsze ale ludzie tak sobie myślę lubią być pierwsi lubią być odkrywcą nowego mają potrzebę by pokazać się ze stroną która jest ciekawa innym a nie lubią być tymi którzy mają wmsie xachwycic czyms co w guscie swym chcą pokazać im inni. Czy to z obawy ale o co w takim razie? Czemu nienawidzą i patrzą negatywnie na to co nie jest ich jakby ale odnryciem. I to uczucje kiedy wiem że ten shorts z youtuba który zobaczylem dostanę w linku za chwilę bo algorytm na ten dzień promuje tą rolkę i tak jest wiele razy gdybym ja to wyslal do pustelnika to jeśli doczekalbym się reakcji to takiej po której poczuł bym się gorzej jeszcze niż się ze sobą czuję bo wysylamgowno i gownem sie mam czuć z tym co wydabe . mi się ciekawe. Drugi pustelnik trzeba przyznać tylko muzykę oceniał nie sprawumial mino to uczucia nizszosci.  Czemu ludzie muszą być pierwsi czemu bycie tym który jest nie odkrywca nie tym ktory przekazuje kawalek siebie bo to co widzę w tychinkach z filmikami typu rolka pokazuje mi co wg pustelnika jest ciekawe śmieszne czy warte.  Czemu to co wyslane orzsze mnie wierząc że raz dostanę choćby kciuk w górę jako reakcje albo komentarz że to ciekawe staje się tym co sie. Nie..mieści w pojęciu bym nue poczuł sje źle z tym przekazem. Czemu piosenka którą wiem że pustelnikowi trafia w gust bo znam jego styl i umysłotny który kuma ciekawe wersy i także ciekawe i na pozuomie ale nie tylko bo slucha tego co sje ma za patologię i to właściwie chętnie puszcza taki przekaz ale podejrzewqm choć mogę się mylić że to ironiczbie jest lub maska typu twardziel mezczyzna z charam kterem który przeżywa to co najgorsze a może jeszcze co innego ale ale wróćmy do tego wątku o puszczeniu wykonwwcy z dkbrymi wersami z bitem do którego to typu buja się i tańczy nieraz na imprezach ktkry trafia w jego gustq ale jako odbiorca cudzego gustu nie ufa ibtyiucyjnje po pjrrwszych dźwiękach znajdując w wyszumanych słowach powód by przełączać tam co na jego pleistach hula a ja? Doświadczam uczucia że gdyby pierwszy odkrył jakiś kawalek przeszukując muzyczne portale to by pokazał jakie to fajne i kliknął by zapisać na plejluscie by wracać. A ja  już nje wysyłam i.nke puszczam muayki pustelnikowi pk co ma negatywna energią zaprzątać sobue myśli gdy nie zaufa mi że to jego styl. i sje zdarza choć rzadziej niz z tymi fimikami że wykonawca myślę sobie wysłuchany w nutę i słowa trafilby mu w gust ale zasada niewysyłania działa by miał przyjemność gdy trafi na te nagrania sam.  Ciekawe dlaczeho tak jest. Mają mój gust za kiepski? Nie jest taki wiem doceniam ciekawe inteligentne i śmieszne i wykonania na poziomie te które przecież bujają ich wjem bo gdy ja jch nhd wyślę czy nhe puszczę zostaną wyslane mi.  No i i co chodzi? I ciekawe od czego wyszedłem na początku tego co zamieniło się w nuepotrzebne zwierzenia ale ciekawa obserwacja choć pewnie jedynje dla mnie.  Po długiej dygresji i ucieczce od pomysłu wyjściowego jakim był sylwesterowo nowo roczny dzień a właściwie noc.  To krótko pustelnik on i pustelnik ja. Małe pomieszczenie i flaszka. Pustelnik on ma tą noc za taką jak każdą inną i nie chciał podkreślać jej wyjątkowości toastami życzeniami muzyką wykknywa na przez znane nazwiska i ksywy gwiazd w telewizji czy w plenerze organjzowne imprezy to systemu wymysł i wszystkk jest jak mówią amerykanje rigged (maam nadzieję że tak ske to piszę ale może nie sry za marną angielimszyzne) Wszystko jest oszukane i przekręcone tak by rozstroić człowieka z naturą która tuli duszę. Przekręcona i oszukaba jest historia religia od słowa W Bibii do instytucji kościoła i kleru który to istnjehe jedynie by żerować na ludziach. Oszukuje się wszystko i wszystkich niczym Matrix żyjemy jak baterie do zasilania ich tych którzy są nimi cierpiących korzyści z żyjących w systemie i jego zasadach prawach i wierzeniach na swoją zgubę. Chciałbym by ousteknik który tak narzeka na system wiedział że chcąc czy. nje niezaleznje od tego co mu dhe wydaje hmjest jak wszyscy jego pionkiem i jakby się  nje starał żyć of the grjd jest iwliczony przez nich w ten emsperyment jest w założeniu tej symulacji bo oni wiedzą i też czeepią z tych niby nje poddanych jak z tych którzy grzecznie się spełniają w normalności ogolnej.  Ale w życiu mu tego nie powiem. To byłoby zbyt bolesne dla mnie co bym dostał w odpowiedzi widziałem brutalność slow i nóż trafiający w czule punkty osób które zwrocily sje wobec pustelnika z niepasującym mu komentarzem czy Uwaga  a. nie daj Panie losie krytykująca osobę samegk pustelnika. To nhe była odpowiedź w temacie nawet to był atak.na najczumsze punkty osychiki takiego nierkzwaznego zapewne w nieświadomości wypowhadajaceho słowa wbrew pusrelnikowego widzenia czy poglądu tk był atak wypunktowujący czyny i wybory życiowe które to przypominają że jest się błędem ze swoim życiem i to głośno wypkwiedziane krzykiem by dotarło w całym towarzystwie jak niewielka jest ta ossoba która śmiała  mieć zdanje odmienne czy zwrócila uwagę w strone pustelnika który ro poza systemkwo miał plan by niczym dzjshejszej nocy nie podkreślać. No tak wychodzi na to że jestem mu njepotrzebny jako pustelnik adwersarz czy choćby rozmówca towarzysz wymiany .myśli i poglądów. Znajduje się w jego obecności znajduję się jakobym był klakieem  no no i tak tak masz rację i fajnje gadasz bo mam dużo wad które mkznami wypominać gdybym osmiemony zartzymkwal poprawę torów po których sunie pociąg nierqz niepoprawnych czy myśli z którymi ciezko sue zgodzic.  Raz znienacka zaatakował mnie krzyk na szczęście nie był o mnie a był w temacie ale skąd miałem wiedzieć że  NIBY SKĄD MAM PRAWO MYŚLEĆ ŻE BITWA POD GRUNWALDEM BYŁA W 1410 Tego dnia się dowiedziałem że historia jest przeklamana i nie można wierzyć podeecznikom czy pismom historycznym bo to nspewno nie było tak ani w ogóle moglo sie nie wydarzyć.  To bajki to co mamy za fakty. I przyznaję że też. nje wierzę że np poramidy były przez Egipcjwn budowane a raczej zastali te konstrukcje albo że ich przeznaczenie nie było by być grobowcem dyktatora a mogły pełnić rolę jakiegoś typu elektrowni dla cywulizacji która żyła a my nie mamy pojecia bo nie suegamy świadomością w takie czasy zamierzchłe a planeta nosi życie miliony lat czemu człowiek miałby istnieć jedynie ostatnio wobec czasu którym liczy się istnnmienie warunków do życia tu.  Czyli pijemy do dna.                     
    • Chcąc Onana. Bej <-
    • @Arsis tak Włodziu niech będzie lepiej  Niech będzie  Martwiłam się o Ciebie  Ciepło masz?  Najedzony jesteś?  I w ogóle bo ja jakoś wczoraj miałam Cię w głowie  Pozdrawiam serdecznie 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...