Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zgrzeszyłem
Może dlatego wciąż strach i ból
Aniołem mym raniłeś mnie może właśnie dlatego
Bo zgrzeszyłem
Może dlatego wbijasz nóż w me plecy jej delikatnymi rękoma
Plamisz jej białą pierś moją brudną krwią tryskającą wprost z serca duszy
Plamisz bo to ją kocham całym swym umysłem sercem swym istnieniem
Bo to ją pragnę bardziej oglądać niż Ciebie
Bo to dla niej zmieniłem swe życie myśli poczynania
To właśnie dla niej potrafiłem pojednać się z samym sobą nie robiąc już krzywdy nikomu
Zgrzeszyłem ciągle grzeszę paradoksalnie
Miłością



I jak? Proszę o komenatrze i opinie.

Opublikowano

Przeszkadza mi

mym, me, swym, swe (zamiast - moim, moje, swoim, swoje)
I w ogóle za dużo zaimków, a skrócone formy zaimków sprawiają, że wiersz staje się patetyczny.

Zgrzeszyłem
Może dlatego wciąż strach i ból
Aniołem [u]mym[/u] raniłeś [u]mnie[/u] może właśnie dlatego
Bo zgrzeszyłem
Może dlatego wbijasz nóż w[u] me[/u] plecy[u] jej[/u] delikatnymi rękoma
Plamisz[u] jej[/u] białą pierś [u]moją[/u] brudną krwią tryskającą wprost z serca duszy
Plamisz bo to [u]ją[/u] kocham całym swym umysłem sercem swym istnieniem
Bo to [u]ją[/u] pragnę bardziej oglądać niż [u]Ciebie[/u]
Bo to dla [u]niej[/u] zmieniłem [u]swe[/u] życie myśli poczynania
To właśnie dla [u]niej[/u] potrafiłem pojednać się z samym sobą nie robiąc już krzywdy nikomu
Zgrzeszyłem ciągle grzeszę paradoksalnie
Miłością


Ponadto wersyfikacja. Raz krótki wers, innym razem gnie się od ciężaru liter przez całą stronę, jak gałąź, która chce się złamać. Może by tak poprzecinać enterem i choć trochę wyrównać.

Tyle, ale to tylko moje zdanie.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W pieśniach religijnych, patriotycznych, modlitwach, ujdą.
Poprawne, ale nadęte.

Kto mówi dzisiaj?
proszę podaj me rękawiczki
albo,

o ma głowa, jak boli
jak tam twe serce, już lepiej?
Jakby się jedno 'tweczenie czy meczenie' zdarzyło, pewno bym się nie odezwała.


Opublikowano

Popraweczka na swoje moje...

Zgrzeszyłem
Może dlatego wciąż strach i ból
Aniołem moim raniłeś mnie może właśnie dlatego
Bo zgrzeszyłem
Może dlatego wbijasz nóż w moje plecy jej delikatnymi rękoma
Plamisz jej białą pierś moją brudną krwią tryskającą wprost z serca duszy
Plamisz bo to ją kocham całym swym umysłem sercem swym istnieniem
Bo to ją pragnę bardziej oglądać niż Ciebie
Bo to dla niej zmieniłem swoje życie myśli poczynania
To właśnie dla niej potrafiłem pojednać się z samym sobą nie robiąc już krzywdy nikomu
Zgrzeszyłem ciągle grzeszę paradoksalnie
Miłością


No a co do ilości zaimków raczej ich nie wyrzucę, bo stracą zwroty sens, bynajmniej z mojego punktu widzenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...