Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam wszystkich.
Pozwoliłem sobie tutaj się przywitać.
Przemierzam portale literackie w poszukiwaniu tego "najwłaściwszego", zwiedziłem ich już trochę. Opuszczone przez mnie to te(właściwie wszędzie było tak samo, oprócz jednego przypadku), na których nie dało się zetknąć z szeroko pojętą krytyką, opiniami, poradami, wykraczającymi poza "sweetaśne komentarzyki ku wzajemnej adoracji", czy krytykę dla samej krytyki, bez konkretów.
Ostatni portal był niemal idealny, niestety jego polityka do końca mi nie odpowiadała, dlatego szukam dalej.
I cóż, postaram się jakoś powoli tutaj rozglądać:)
Pozdrawiam wszystkich
Sede Vacante

P.S.
Jako ciekawostkę dodam, że debiut mam już za sobą, jednak wciąż uważam się za amatora, dlatego będę publikował w "początkującym", jeśli nic nie stoi na przeszkodzie.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Zapewniam Cię, Sede Vacante, że nie Ty jeden jesteś poszukiwaczem serwisu poetyckiego, który nie tylko publikować pozwala utwory i zamieszczać komentarze do komentarzy oraz utworów. Zapewne już wiesz, że są takie, w których nie jest szanowana konstytucyjna wolność słowa. Dostrzegłem kilka przypadków, w których moderatorzy serwisu poezja.org, wraz z jego Adminem dopuścili się takich wykroczeń. Wiem o tym, gdyż w ramach poszukiwań odpowiadającego mi serwisu poddałem analizie to, co dotąd się działo (i dzieje) w serwisie poezja.org. Mając nadzieję (bezpodstawną) nie doświadczyć na sobie słuszności dokonanych spostrzeżeń (z grubsza dałem już wyraz - http://www.poezja.org/wiersz,3,141274.html , http://www.poezja.org/wiersz,2,14341.html). Zaznaczam swoją obecność, również niniejszym komentarzem. Życzę Tobie tak jak sobie, byśmy się nie zawiedli.

06.09.2013 r. Tego, czego sobie życzyłem się nie spełniło. Dlaczego? Odpowiedzi można się doszukać w poniższym cytacie:

[u]Michał Krzywak - szczerze o poezji internetowej.[/u]

FO. Od kiedy towarzyszy Panu poezja?

Może to wydać się dziwne, ale zainteresowanie poezją wyszło od muzyki. To były lata 90-te, lata punk rocka, gdzie teksty były niesamowicie ważne. Od tekstów zaczęła się poważniejsza lektura (a to był koniec podstawówki), czas szkoły średniej, wreszcie, po kilku latach beztroskiego życia razem z Wojciechem Kowalewskim i Piotrem Czapiewskim założyliśmy art zina poetyckiego „Consummatum Est”, gdzie drukowaliśmy wiersze znajomych i nieznajomych, wyszło 15 numerów, które mam zachowane do tej pory. Niestety, Domy Kultury były całkowicie niezainteresowane współpracą (przynajmniej tam, gdzie byliśmy) i entuzjazm wygasł… Szczególnie, że wszystko robiło się ręcznie, wysyłało teksty pocztą i takie tam dziwne rzeczy, których nikt teraz nie robi. Druga faza, już znaczniej poważniejsza, zbiegła się ze światem internetowym, (jeszcze wtedy forum poetyckie w internecie było nowością) i życiem codziennym. Powstała grupa „CzAS” (ja, Beata Korybko, Maciej Talik, Zbigniew Korepta, Adaś Maria) i poprzez urządzanie wieczorów poetyckich oraz prężne działanie poznaliśmy praktycznie całą czołówkę poetycką naszego miasta (i nie tylko naszego miasta). Występowali u nas poeci znani (ciężko wymieniać nazwiska, ponieważ nie chcę nikogo pominąć, ale jak ktoś jest ciekawy, znajdzie nas w internecie) i debiutanci, co stworzyło niesamowitą atmosferę. Szczęściem było stanowisko Domu Kultury „Podgórze”, które było naprawdę życzliwe i otwarte i współpracuje z nim do dnia dzisiejszego. Mieliśmy też audycje w Radiu Vox. Tak, więc w odpowiedzi na pytanie – poezja towarzyszy mi od jakiś 25 lat. To sporo. Oczywiście to spotkanie trwa nadal, nawet w tym momencie mamy spotkania „Poezje i herezje”, gdzie debiutanci występują obok „wyjadaczy”. I tutaj muszę podkreślić, że chęć współpracy i życzliwość poetów zaskoczyła mnie, jeszcze jak zaczynałem, nie patrzono z góry, nie spluwano (może były nieliczne wyjątki, ale już zapomniałem), więc pod tym względem jestem naprawdę zadowolony z postawy ludzi, którzy tak naprawdę nie musieli robić nic. To też jest swoista poezja…[

FO.Czym zajmuje się Pan na co dzień?

Pracuje w założonym razem z kolegą teatrzyku profilaktycznym „Kometa Kraków”, gdzie wystawiamy bajki dla dzieci, a nie bajki dla trochę starszych. Zarobkowo to tyle, reszta to hobby.

FO.Mieszka Pan na stałe w Krakowie, to miasto chyba jak żadne inne sprzyja pozeji. Skąd bierze się ta specyficzna atmosfera?

Żeby to zrozumieć, trzeba się po Krakowie przejść, pooddychać jego powietrzem, usiąść na ławce na Plantach. Chociaż pewny jestem, że dla każdego, gdzie by się nie urodził, jego miejsce jest magiczne. Kraków jest miastem życzliwym, może to wpływ turystów, może jakiejś regionalnej wrażliwości, gościnny, nie ma kłopotów z porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Oczywiście mam świadomość, że nie wszystko jest tak piękne jak bym chciał, ale mieszkam tutaj praktycznie zawsze i tak po prostu było. Pewne przekazy medialne są troszeczkę nierzetelne, bazują na trochę innej rzeczywistości niż jest.

FO.Jakich autorów Pan czyta?

Rzeszę i masę. Czytam ciągle i trudno mi tutaj wymieniać nazwiska, szczególnie, że staram się przeczytać to, co dany autor napisał.

FO. Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że „aby zrozumieć wiersz trzeba zrozumieć jego twórcę”?

To jest bardzo ciężkie pytanie, ponieważ wielu twórców ukrywa się, tworzy zupełnie inne światy, pokazują zupełnie inną twarz. Widać to zwłaszcza na forach internetowych, gdzie panują niepodzielnie „nicki”. Dla mnie to jest trochę niepoważne, ale to z zupełnie innych względów. Zresztą, nie da się poznać dobrze samego twórcy (autora), bo tak naprawdę autorów jest wielu (setki, tysiące, legiony wręcz), a żeby dobrze zrozumieć człowieka, trzeba go znać jedno życie, albo i więcej. Poezja, wiersz, to jest sztuka i jako taka dzieli się na twórców i odbiorców. Żeby stworzyć dzieło sztuki (wiersz) trzeba naprawdę się postarać, albo mieć niesamowity przebłysk talentu. Dlatego nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, chociaż nie zgodziłbym się i z odwrotnym. Poezja to nie tylko rozum, a i serce.

FO. Na licznych forach poetycki wielu poetów zamieszcza swoje wiersze, ale jeszcze więcej chowa je do szuflad, skąd wynika taka nieśmiałość? Dlaczego autorzy boja się publikować swoją twórczość?

Z własnego doświadczenia napiszę: dobrze robią, że chowają do szuflady. Przynajmniej przez jakiś czas, oczywiście. Kto zna poezje internetową ( a muszę przyznać, że znam ją bardzo dobrze), ten wie, że jest to zalew nie zawsze wartościowych tekstów, przy których ich autorzy stoją jak lwy, rycząc o każdą mniej lub bardziej nieżyczliwy wpis. Internet ma plusy i ma minusy. Plusem jest to, że można się mniej więcej dowiedzieć, co sądzą o tekście obcy ludzie, z drugiej strony dostać bardzo ostrą, nieraz brutalną krytykę, co może spowodować, że przestanie pisać na zawsze. To jest błąd. I należy pamiętać, że w Internecie nie wszyscy się podpisują nazwiskami, stąd nie zawsze wiadomo, z kim ma się do czynienia. Dlatego ja jestem zwolennikiem jawności i od 10 lat jestem w Internecie pod własnym nazwiskiem. Ale wracając do pytania – nieśmiałość wynika z braku pewności siebie, może też być, że wiersz jest traktowany jako coś bardzo osobistego i stąd też opory, żeby jakiś nickowy „Predator” się nad nim pastwił. Aczkolwiek wg mnie trzeba się przełamać, jeżeli ktoś jest naprawdę nieśmiały, niech też wymyśli sobie jakiś nick, ale niech spróbuje. Zdarza się, że ktoś zauważa takiego autora, prosi go o wiersze, proponuje jakiś wieczór poetycki i można zacząć przygodę na zupełnie innym gruncie. Ja często zapraszam na wieczory poetyckie, zaprasza Ela Wojnarowska na „Życiośpiewanie”, naprawdę, jest co robić.

FO.Dlaczego w Polsce poezja należy do tzw. niszy literackiej? Księgarnie niezbyt chętnie zamieszczają w swojej ofercie tomiki wierszy, a wydawcy „bezpłatni” nie chcą jej wydawać?

No, proszę spojrzeć na ilości wydań, rzadko sięgają stu sztuk. Na pytanie „dlaczego” ciężko mi znaleźć odpowiedź. Rynek jest nastawiony na zysk, poezja nie jest zyskowna (no, chyba że jakiś noblista jest na wydaniu), dlatego mało kto ryzykuje duże wydania (powiedzmy 3000). Myślę, że tutaj głównie chodzi o pieniądze. Drugim aspektem może być to, że zmieniły się czasy. Kiedyś nie było komputerów, gier, filmów i młodzież chcąc nie chcąc zajmowała się poezją. Zresztą proszę pamiętać, że kiedyś poeci byli tak rozchwytywani jak (proszę wybaczyć porównanie), dzisiejsze gwiazdy pop. Na ich wieczory przyjeżdżały rzesze fanów, były częste bijatyki, nie wspominając o innych atrakcjach. Wydany tomik rozchodził się szybko, bo nie miał takiej konkurencji jak dzisiaj i o poetach było głośniej. Stąd kolejny wg mnie problem, bo tomiki wydaje teraz każdy, kto ma pieniądze. I to boli, bo czasem takie tomiki nie są warte tych złotówek, co się na nie wydaje. Zresztą na poezji się nie zarabia. Poetą się jest.

FO. Gdzie taki poeta w takim razie może nabrać pewności siebie?

Myślę, że w samym sobie. Tak naprawdę nie ma recepty na poezje, która i tak zależy w znacznym stopniu od odbiorcy. To bardzo szeroko otwiera bramy, bo odbiorcy są różni. Ja zawsze polecam spotkania poetyckie. Oczywiście tutaj też wszystko zależy od charakteru, czy woli akademickie spotkania, czy bardziej luźne. W dobie internetu bardzo łatwo jest znaleźć, czy jest coś organizowane w mieście, kto występuje. Widzieć prawdziwą twarz to jest naprawdę ważne. Sam wiem, jak lata temu miałem możliwość rozmawiania z osobami znanymi tylko z książek, wywiadów, recenzji. To jest tak naprawdę ważne.

FO. Pan udziela się na forum literackim http://www.poezja.org , czasami można tam zauważyć dość ostre polemiki na temat publikowanych wierszy, ale też szybko rozprawiacie się z osobami niepowołanymi. Czy to forum ma na celu tylko publikacje czy też wspieranie debiutantów?

To jest temat rzeka. Forum poezja org jest rzeczywiście specyficznym miejscem, gdzie panuje rzeczywiście „ostra” krytyka. Powodem jest historia. Ja nie będę wymieniał, kto tam wysyłał wiersze, bo wielu z tych Poetów odcięło się zupełnie od internetu, ale mogę napisać, że przy podawaniu nazwisk wielu osobom wyszłyby oczy ze zdziwienia. Czy to pomagało? Patrząc na niegdysiejszych użytkowników i widząc, co teraz robią, jestem pewny, że tak. A i tak nadmienię, że teraz i tak jest o wiele łagodniej, niż kiedyś z tą krytyką. Drugim mitem jest to „rozprawianie” się z osobami niepowołanymi. Najczęściej odchodzą ci, którzy w jaskrawy sposób łamią regulamin, miałem też do czynienia z osobami uprawiającymi plagiat i te osoby najgłośniej krzyczały o niesprawiedliwości. Chcąc nie chcąc jako moderator wiem coś o tym, bo muszę z pewnymi rzeczami się uporać, a nie jest to proste. Aczkolwiek i tak „odpada” niewiele osób, przynajmniej o tym świadczą cyfry. A to, że jedna osoba ma 17 nicków, to nie moja wina. Podobnie jest z reklamami, które wkleja się bez uprzedzenia administracji (czyli właściciela). Ja nie jestem właścicielem. Ale i tak bardzo często piszę do tego kogoś, jeżeli coś jest nie tak. To, że mamy wolność wypowiedzi, nie znaczy, że ktoś pijany będzie przez całą noc wpisywał przeróżne „k…” i „ch…”, co już się zdarzało. Stąd te mity o „wyrzucaniu”, które jestem w stanie obalić przy każdym jednym konkretnym przypadku. I trzeba pamiętać, że jeżeli krytyka staje się bezwartościowa, to odchodzą osoby, które są znużone jałowością dyskusji. To jest też kwestia pokoleniowa, gdzie każdy młody człowiek kształcony jest tak, żeby miał wrażenie, iż to co robi, jest genialne. Przy poezji to jest najwyżej irytujące, ale przy budowie mostów może mieć poważne konsekwencje. Forum jest dla wszystkich, więc tutaj cele są różne. Jeżeli przez wspieranie ktoś myśli, że pod każdym tekstem będzie miał wpisane zachwyty, to może się pomylić. Nie tędy droga. W dodatku każdy użytkownik ma swoje niezależne zdanie, za które nikt nie bierze odpowiedzialności. Ale plusem jest to, że działają organizatorzy, którzy w jakiś sposób zachęcają do wyjścia i pokazania się.

FO. Co doradziłaby Pan debiutantowi, który chciałby opublikować swoje wiersze?

Skromność i rozsądek. To, że babcia i ciocia powie, że wiersz jest super, nie zawsze się sprawdza. Dobrze jest też poczytać dane forum, zobaczyć, jak tam sprawa wygląda. Są miejsca, gdzie każdy tekst jest przyjmowany bezkrytycznie, pod każdym są pluski i buziaki, ale takich miejsc nie polecam. Jak ktoś chce się rzetelnie sprawdzić, niech to robi odważnie. Ja nie zakrywam nazwiska, nie zawsze mam też racje. I mylić się może każdy, jakie by to forum nie było. Dobrze sprawdzić, o ile to możliwe, kto moderuje, kto wkleja, jakie mają osiągnięcia, każdy wpis na forum jest jawny, zatem od razu wiadomo, czym to się je.

FO. Czy w takim razie wszyscy, którzy przeczytają ten wywiad mogą śmiało i bez obaw porozmawiać z Wami na forum?

Ze mną na pewno. To „was” tak naprawdę nie ma, nie ma też jakiejś grupy wspierającej się (przynajmniej ja takiej nie widzę), więc myślę, że można spróbować. Mogę powiedzieć taką pocieszającą anegdotę, gdzie pod wierszem jednego z autorów padło kilka nieprzyjemnych krytyk (w tym i moja), a potem osobiście spotkałem się z tym kimś. I żyjemy. Tutaj naprawdę nie ma się czego bać i wstydzić. Też przeszedłem swoją drogę cierniową, a nawet udało mi się wydać tomik bezpłatnie. Chociaż zdarzały się osoby, które za pewnik stawiały, że nic z tego nie będzie. I to jest takie podsumowanie dla każdego. Nie zniechęcać się. A jak ktoś się zniechęci, poetą nie jest. Ktoś kiedyś powiedział: „poetą się jest, a nie bywa”.

FO.Czy ma Pan (oprócz tworzenia poezji) inne hobby?

Na pewno teatr, stworzyliśmy nawet kiedyś spektakl dla dorosłych „Victoria Miasta”, gdzie połączyliśmy elementy hip-hopu z poezją współczesną. Na pewno muzyka, na pewno literatura. Nie lubię podróży, jakoś mnie nie ciągnie.

FO.Jakie są Pana marzenia?

W sumie nie wiem, udało mi się robić to, co zawsze chciałem. Mam receptę, jak to robić bez pieniędzy, ale jej nie zdradzę. Na pewno na emeryturze (jak dożyję i te emerytury będą, co jest wątpliwe) zajmę się tym, na co teraz nie mam czasu – grami na konsolę.

FO.Zwierzak w domu, rodzina?

O, tak. Żona plus dwoje dzieci, w tym momencie rybki, żółw, dwie papugi (były jeszcze dwa psy, królik i chomik). Od razu uprzedzam, że zwierzątka zmarły śmiercią naturalną po długim życiu. Jednego psa żona przyprowadziła z lasu, był przywiązany drutem kolczastym do drzewa.

FO. Dziękujemy za rozmowę, a Wszystkich poetów zapraszamy na naszą stronę fundacyjną. Przysyłajcie swoje wiersze my je opublikujemy.

Wiersze zostały wydane w tomiku "Złonos na siebie", wyd. Miniatura, Kraków 2013


http://www.poezja.org/wiersz,71,142620.html

http://www.poezja.org/index.php?a=u&k=71&pokaz2=142052#1090792

http://www.poezja.org/index.php?a=u&k=71&pokaz2=142620#1094844

  • 6 miesięcy temu...
  • 8 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...