Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oxyvio, rozumiem wnętrze peelki, skoro zakochana, z wzajemnością, chciałaby zadbać o to wszystko, co podaje w wierszu,
rozumiem też.. szczerość dwutwarzową.. ale negatywne skojarzenie dwulicowości zostaje. Spokojnie, doczytałam wyjaśnienie dla Jasia.
Bardzo podoba mi się trzecia, poza naiwnym zaufaniem, mimo wszystko, również piąta ma osobliwy charakter, ale tutaj,
w pierwszym wersie, za.. "zmuszą".. zdecydowanie propponuję.. uczą.. ponieważ wybaczanie na przymus niewiele znaczy.
Powtórzone "burze" nie przeszkadzaja mi..
Najsłabsza, dla mnie, czwarta, trochę wyliczankowa... szczególnie kończące ją dwa wersy, tego młotka Ci "nie daruję".. ;)
Pozdrawiam.

  • Odpowiedzi 42
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kochana Babo, wiersz mówi o burzach, wybaczaniu, uczeniu się siebie nawzajem - nie o miłości cukierkowej i idealistycznej. Mówi o normalnych, zdrowych uczuciach. Uważam, że tylko takie uczucia można nazwać miłością. Wszystko, co chore i toksyczne, przestaje nią być. Staje się z wolna destrukcyjną nienawiścią.
Serdeczności. :)
Bezsprzecznie masz rację Oxy; jeśli prawdziwa - to z burzami, piorunami - taka też wg. mnie jest prawdziwa, taką nazywam idealną, "burze ją umocnią".
Ściskam
-baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


siedziałem w lesie przez ostatnie pół roku :))). bez internetu, telefonu, radia, telewizora... tylko mi nie zazdrość ;). brakowało Ci sporów ze mną ;), tzn. dyskusji?
miałem tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać :). zawsze deklarujesz się jako niewierząca, ale Twoje pojmowanie miłości jest zbieżne z tym, jak ją ujmuje chrześcijaństwo :).
ja jestem błądzącym katolikiem, wiec Ci nic tu mądrego nie napiszę, ale nasz Katechizm naucza, że Duch Święty działa we wszystkich, ochrzczonych i nie ochrzczonych, wierzących i nie wierzących. Problemem jest tylko to, że jedni się na takie działanie otwierają, inni nie.
z góry przepraszam, bo wiem, że nie lubisz takich dywagacji, ale od jakiegoś czasu to za mną chodziło :).
... ale, co to ja miałem... a, młotek jest superrr, przypadkiem go nie wyrzucaj ;)

pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Marku, bardzo Ci dziękuję za ten przemiły i oryginalny komentarz. Tylko Ty zwróciłeś uwagę na to słowo. A ono jest takie "ziemskie", bo przecież wiersz tak naprawdę nigdy nie oderwał się od ziemi, cały czas na niej tkwi wszystkimi czterema kopytami. :)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nato, dzięki, zmieniłam "zmuszą" na "uczą", tak rzeczywiście jest dużo lepiej. :)
Co do wyliczanki z młotkiem, to ona jest celowa - ma sprawiać wrażenie mnogości, bo miłość niesie ze sobą mnóstwo różnych "darów" - świadomych i nieświadomych, dobrych i złych, i wszystko trzeba z nią przyjąć, cały ten bałagan i ekwipunek, inaczej odrzuca się ją w całości.
Skojarzenie dwulicowości dla późniejszego zaskoczenia też jes zaplanowane. :)
Cieszę się, że wpadasz i że nie bezkrytycznie czytasz wiersze.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kochana Babo, wiersz mówi o burzach, wybaczaniu, uczeniu się siebie nawzajem - nie o miłości cukierkowej i idealistycznej. Mówi o normalnych, zdrowych uczuciach. Uważam, że tylko takie uczucia można nazwać miłością. Wszystko, co chore i toksyczne, przestaje nią być. Staje się z wolna destrukcyjną nienawiścią.
Serdeczności. :)
Bezsprzecznie masz rację Oxy; jeśli prawdziwa - to z burzami, piorunami - taka też wg. mnie jest prawdziwa, taką nazywam idealną, "burze ją umocnią".
Ściskam
-baba
Więc prawdziwa czy idealna? Bo już się pogubiłam...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


siedziałem w lesie przez ostatnie pół roku :))). bez internetu, telefonu, radia, telewizora... tylko mi nie zazdrość ;). brakowało Ci sporów ze mną ;), tzn. dyskusji?
miałem tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać :). zawsze deklarujesz się jako niewierząca, ale Twoje pojmowanie miłości jest zbieżne z tym, jak ją ujmuje chrześcijaństwo :).
ja jestem błądzącym katolikiem, wiec Ci nic tu mądrego nie napiszę, ale nasz Katechizm naucza, że Duch Święty działa we wszystkich, ochrzczonych i nie ochrzczonych, wierzących i nie wierzących. Problemem jest tylko to, że jedni się na takie działanie otwierają, inni nie.
z góry przepraszam, bo wiem, że nie lubisz takich dywagacji, ale od jakiegoś czasu to za mną chodziło :).
... ale, co to ja miałem... a, młotek jest superrr, przypadkiem go nie wyrzucaj ;)

pozdrawiam serdecznie :)
W lesie? Pół roku? Bez internetu i tego całego zgiełku? A jednak Ci zazdroszczę! Jakże mogłabym nie zazdrościć!
Pewnie, że brakowało mi dyskusji z Tobą! Ale nie sporów - ja ich tek nie postrzegam!
Wiem, że moje pojmowanie miłości jest zbieżne z tym, jak ja ujmuje chrześcijaństwo, a także z tym, jak ją ujmuje psychologia współczesna. Ale ja się nie wzoruję w swoich uczuciach na chrześcijaństwie czy psychologii. To czysty przypadek, naprawdę. :-)))
Tak poważnie, to po prostu piszę o zdrowych uczuciach, czyli takich, jakie ma w sobie każdy zdrowy człowiek. Dlatego są głoszone przez chrześcijaństwo i psychologię.
Dzięki za pochwalenie młotka, bardzo mnie ot cieszy! Nie zamierzam wyrzucać, absolutnie. :)
Pozdrawiam! :)
Opublikowano

Oksywio,
Bardzo lubię Twoje wiersze. Są szczere, z intencją
i przekazem. O warsztacie nie wspominam z zazdrości czystej i wyrafinowanej....bo tak pięknie rymujesz i wystukujesz rytm, że tylko zazdroscić.
Jednak w tym wierszu nie moge do końca zgodzić się z przekazem.
Ten wiersz to "chcenie". Jesli potraktujemy go jako poboż,ne zyczenia to faktycznie może wystąpić w charakterze prezentu gwiazdkowego, jak powinno być, jak powinno się kochać,( brać tę miłośc jak rumianki do rąk...tak pisała Osiecka).
Jednak zgadzam sie z wypowiedzią Jasia Złego, że to troszeczkę utopia. No, może w pierwszej fazie zakochania nie, ale poźniej....
Jednak wiersz bardzo ładny!!!
Pozdrawiam serdecznie i ciepło
Lilka

Opublikowano

Oxyvio , jak czytałam wiersz to byłam tak blisko Ciebie , jakbyś opowiadała mi o tym jak wygląda prawdziwe uczucie!

Pozwól ,że zabiorę z sobą na święta ,,,wiesz tak poczytam wokół i nie tylko,,,!

Serdeczności !
Hania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kochana Babo, wiersz mówi o burzach, wybaczaniu, uczeniu się siebie nawzajem - nie o miłości cukierkowej i idealistycznej. Mówi o normalnych, zdrowych uczuciach. Uważam, że tylko takie uczucia można nazwać miłością. Wszystko, co chore i toksyczne, przestaje nią być. Staje się z wolna destrukcyjną nienawiścią.
Serdeczności. :)
Bezsprzecznie masz rację Oxy; jeśli prawdziwa - to z burzami, piorunami - taka też wg. mnie jest prawdziwa, taką nazywam idealną, "burze ją umocnią".
Ściskam
-baba
Więc prawdziwa czy idealna? Bo już się pogubiłam...
To uważasz, że idealna nie może być prawdziwa? Ona być może inna dla każdego z nas. Idealna - realna, nie wyidealizowana. Po prostu: najlepsza, optymalna, wymarzona.
Myślę, że PL właśnie o takiej mówi w Twoim wierszu?
Oj, miłość, miłość!
Ściskam - Iza
Opublikowano

Znaczy, Izo, dla mnie wszelkie ideały to coś nieosiągalnego, co istnieje tylko w wyobraźni. Można i trzeba do tego dążyć (po to jest ta wyobraźnia), podchodzić jak najbliżej, ale ze świadomścią, że idealnie nigdy nie będzie i nikt z nas nigdy nie będzie idealny.
Optymalny czy wymarzony - to tak. :)
Myślę, że taka miłość jest nie tylko możliwa, ale wręcz jedyna możliwa - wszelkie toksyczne związki są zabijaniem miłości.
Serdeczności, Izo miła! :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilu, dziękuję za wszystkie miłe słowa. przeceniasz mój warsztat, to naprawdę nic takiego. :)
Jeśli zaś chodzi o treść, to dla mnie tylko taki związek można nazwać miłością. Wszystko, co nie spełnia tych warunków - czyli brak wybaczania, zrozumienia, dogadywania się, brak zaufania, tolerancji, szczerości - czyli obcość i wrogość - to nie jest miłość. (Ale wiem, że w Polsce takie są obyczaje, więc nie każdy wierzy, że w ogóle może być inaczej; bardzo to smutne).
Ja także pozdrawiam Cię serdecznie i ciepło. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Haniu, Twoja prośba jest dla mnie wielkim zaszczytem! Oczywiście, że bierz i czytaj, ile tylko chcesz!
Serdeczności i życzę dużo zdrowia, miłości i ciepła - takiego, jakim Ty obdarowujesz innych!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilu, dziękuję za wszystkie miłe słowa. przeceniasz mój warsztat, to naprawdę nic takiego. :)
Jeśli zaś chodzi o treść, to dla mnie tylko taki związek można nazwać miłością. Wszystko, co nie spełnia tych warunków - czyli brak wybaczania, zrozumienia, dogadywania się, brak zaufania, tolerancji, szczerości - czyli obcość i wrogość - to nie jest miłość. (Ale wiem, że w Polsce takie są obyczaje, więc nie każdy wierzy, że w ogóle może być inaczej; bardzo to smutne).
Ja także pozdrawiam Cię serdecznie i ciepło. :)


Oksywio,
Jesli chodzi o uczucia to chyba nie ma znaczenie, czy to w Polsce czy gdzie indziej?
Po prostu wydaje mi się, że takie idylliczne przekazy są piekne, ale troszkę nieprawdziwe. Ale każdy ma swoje doświadczenia i na ich podstawie buduje własne poglady i oglądy świata.

Oddać siebie tak całkiem i do podszewki....może sie to obrócić w którymś momencie przeciwko Tobie. Każdy moim zdaniem powinien miec jakis malutki kącik tylko swój...
Pozdrawiam ponownie
Lilka
Opublikowano

Kiedy mój wiersz nie mówi o żadnej idylli.
Rzeczywiście można się różnić siłą miłości, ale sądzę, że tutaj raczej różnimy się pojęciami, a nie siłą uczuć. Ja moich bliskich kocham całą sobą, całą osobowością, ale to nie znaczy, że nie mam życia dola siebie i że żyję tylko ich życiem (choć wiem, że są takie kobiety i że to często obraca się przeciwko nim, niestety). Ma swoje JA, nawet może czasem zbyt silne, i mam swoje życie: pasje, zachwyty, dążenia, marzenia, własne drogi.
Jednak kocham całą miłością, jaką mam w sobie - nie zostawiam sobie nic w zapasie, nie trzeba, bo miłość się nie wyczerpuje - nie jest materialna.
Myślę, że podobnie podchodzimy do tego. :)
Natomiast nie jest prawdą, że uczucia nie są zależne od kraju. Są. Kochania i życia w rodzinie ludzie się uczą, nie rodzą się z tymi umiejętnościami. Istnieje coś takiego jak inteligencja emocjonalna i wykształcenie seksualne, nie mówiąc już o psychologii rodziny. W Polsce ludzie raczej nie znają się na tym, nie jest to powszechne, a tradycje wychowawcze są z reguły chore, dlatego wielu ludzi - słysząc, jakie cechy są niezbędne, aby stworzyć rodzinę - mówi: "to idealizacja, coś takiego nie istnieje". W takim razie nie istnieje dla nich miłość i udana rodzina. I tak jest rzeczywiście, niestety.
Serdeczności, Lilko. :)

Opublikowano

chciałam się tu ładnie rozpisać, jak lubię, nad Twoimi wierszami, Joanno... a tymczasem Emanuel mnie uprzedził ;) wyrażając dokładnie to, co miałam na myśli. ale to dobrze, to znaczy, że są Czytelnicy, którzy śledzą wiersze z uwagą i wracają do już przeczytanych.
mnie najbardziej "uwznioślił" ten fragment:

jeśli dawać, to bez reszty całe światy
i brać wszystko, co nam daje ukochanie


bo tutaj zamyka się wszystko, o czym piszesz: szczerość (dawania, brania, uczucia); ufność (że jeśli dasz, to otrzymasz dobro, które do ciebie wróci; że nie zostaniesz odtrącona z tym, co chcesz ofiarować; że przyjmujesz tylko to, co wypływa ze szczerości i współodczuwania); burze (dajesz siebie i jesteś odpowiedzialna za drugą osobę, na dobre i na złe - w słońcu i burzy, pogodzie i niepogodzie etc.)

Joanno, zachwycasz warsztatową sprawnością, można się od Ciebie uczyć. treść z przesłaniem, ważną myślą i taką szczerą pasją - musiała to pisać osoba, przeżywająca takie właśnie uczucie, o którym traktuje wiersz ;)))

serdeczności i wszystkiego dobrego na święta! dla Was obydwojga, oczywiście ;)

Kinga.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Oksywio
Troszkę polemicznie, wybacz ,ze już nie o Twoim wierszu, tylko o komentarzu samym, dotyczącym uczuć i kraju.
Pozwolisz, że jednak sie nie zgodzę, to wielkie upraszczanie sprawy.
Przypisanie emocjonalności do danej nacji.
Gdyby chodziło o np. o temperament to owszem. Ale twierdzenie, że w Polsce ludzie nie znają się na psychologii rodziny czy inteligencji emocjonalnej jest ...uogólnieniem.
Są dobre rodziny angielskie sa i patologiczne. Są rodzice wychowujący fatalnie swoje dzieci zarówno w Polsce jak i np. we Francji.
Pewnie, że jeśli chodzi o wychowanie seksualne to niebo, a ziemia.
ale większośc rzeczy i cech nabywa sie właśnie w rodzinie, a te bywają różne w różnych tez szerokościach geograficznych.
Uściski ciepłe
Lilka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Oksywio
Troszkę polemicznie, wybacz ,ze już nie o Twoim wierszu, tylko o komentarzu samym, dotyczącym uczuć i kraju.
Pozwolisz, że jednak sie nie zgodzę, to wielkie upraszczanie sprawy.
Przypisanie emocjonalności do danej nacji.
Gdyby chodziło o np. o temperament to owszem. Ale twierdzenie, że w Polsce ludzie nie znają się na psychologii rodziny czy inteligencji emocjonalnej jest ...uogólnieniem.
Są dobre rodziny angielskie sa i patologiczne. Są rodzice wychowujący fatalnie swoje dzieci zarówno w Polsce jak i np. we Francji.
Pewnie, że jeśli chodzi o wychowanie seksualne to niebo, a ziemia.
ale większośc rzeczy i cech nabywa sie właśnie w rodzinie, a te bywają różne w różnych tez szerokościach geograficznych.
Uściski ciepłe
Lilka
Rozmawiamy właśnie o wychowaniu seksualnym (między innymi), czyli o miłości między kobieta a mężczyzną - sama napisałaś, że to niebo i ziemia (tzn. inne karaje auropejskie i my, jak rozumiem).
Jasne, że wszędzie zdarzają się dobre i złe rodziny. Ale w niektórych krajach więcej jest tych złych tradycji, a w innych - więcej tych dobrych. W jednych krajach mniej się czyta i trenuje inteligencji emocjonalnej, asertywności, tolerancji, umiejętności rozwiązywania konfliktów z poszanowaniem potrzeb własnych i rozmówców - a w innych krajach trenuje się to już od przedszkola, i to obowiązkowo.
Dobrze, że możemy ciekawie podyskutować. Dziękuję Ci za miłą, interesującą rozmowę. :)
Uściski, Lilu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kingo, baaardzo dziękuję za wszystkoe miłe słowa, za rozumienie wiersza i za jego rpzeżycie, i za pochwałę warsztatu. Strasznie się cieszę, że podoba Ci się moje pisanie. :)))
Wiersz napisałam znając już Andrzeja (jak wiesz, bo początek wiersza powstał wiosną w rozmowie z Tobą pod jego chyba wierszem, albo pod moim dla niego - nie pamiętam). Ale takiej miłości uczyłam się od dawna, a nawet przez całe życie. Teraz wiem, że dla niego. :) Ale mogłam napisać ten wiersz wcześniej, nie znając jeszcze Andrzeja. Treść wynika z moich wielu przemyśleń, lektur, doświadczeń, obserwacji... I oczywiście uczuć.
Ale nie ma to specjalnego znaczenia.
Ja też Wam obojgu (Tobie i Michałowi) życzę wszystkiego, co w życiu najlepsze. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Oksywio
Troszkę polemicznie, wybacz ,ze już nie o Twoim wierszu, tylko o komentarzu samym, dotyczącym uczuć i kraju.
Pozwolisz, że jednak sie nie zgodzę, to wielkie upraszczanie sprawy.
Przypisanie emocjonalności do danej nacji.
Gdyby chodziło o np. o temperament to owszem. Ale twierdzenie, że w Polsce ludzie nie znają się na psychologii rodziny czy inteligencji emocjonalnej jest ...uogólnieniem.
Są dobre rodziny angielskie sa i patologiczne. Są rodzice wychowujący fatalnie swoje dzieci zarówno w Polsce jak i np. we Francji.
Pewnie, że jeśli chodzi o wychowanie seksualne to niebo, a ziemia.
ale większośc rzeczy i cech nabywa sie właśnie w rodzinie, a te bywają różne w różnych tez szerokościach geograficznych.
Uściski ciepłe
Lilka
Rozmawiamy właśnie o wychowaniu seksualnym (między innymi), czyli o miłości między kobieta a mężczyzną - sama napisałaś, że to niebo i ziemia (tzn. inne karaje auropejskie i my, jak rozumiem).
Jasne, że wszędzie zdarzają się dobre i złe rodziny. Ale w niektórych krajach więcej jest tych złych tradycji, a w innych - więcej tych dobrych. W jednych krajach mniej się czyta i trenuje inteligencji emocjonalnej, asertywności, tolerancji, umiejętności rozwiązywania konfliktów z poszanowaniem potrzeb własnych i rozmówców - a w innych krajach trenuje się to już od przedszkola, i to obowiązkowo.
Dobrze, że możemy ciekawie podyskutować. Dziękuję Ci za miłą, interesującą rozmowę. :)
Uściski, Lilu.

Ja również Oksywio dziękuję. O to chyba chodzi, zeby umieć w sposób normalny i pozbawiony agresji rozmawiać ze sobą. Na różne tematy. Tego nam najbardziej w naszym kraju brakuje!!!
Przy okazji życze Ci spokojnych, bezpiecznych Świąt w gronie kochanych i kochających osób.
Lilka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...