Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rihtiku, oczywiście, że nei sposób nie oceniać. Jako nauczycielka nawet muszę oceniać zawodowo, a nawet musze uczyć dzieci wartościowania i oceniania.
Chodzi o co innego: aby nikomu nie narzucać własnych ocen i nie osądzać nikogo publicznie. Niech każdy ma swoje oceny dla siebie. Sami sobie tworzymy swoje systemy wartości i każdy ma swój, odpowiedni dla siebie. I nie mamy prawa publicznie osądzać, czyj system wartości jest dobry, a czyj zły - to sprawa indywidualna i osobista każdego z nas (o ile nie krzywdzimy innych).
Tylko tyle.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gdy się zastanowisz nad tym co napisałaś to może zdołasz dostrzec jak sama sobie zaprzeczasz.. :)

Co do zasady, narzucanie osobistych poglądów przez danego człowieka innemu, to... właściwie gdybym brać twoje wypowiedzi wsobnie i wówczas potraktowałbym je jako narzucanie twojego poglądu na nienarzucanie poglądów :) Ale poważnie, to jakikolwiek przymus działa dotąd, dokąd działa i dlatego nie ma sensu na dłuższą metę. Przypuszczam, że masz za sobą trochę życia i parę okresów w nim, w których czegoś takiego tak czy siak doświadczałaś, więc wiesz o tym z autopsji... Ja też. Proszę, nie poczytuj mi już nigdy moich stanowczych wypowiedzi wynikających z niezachwianych przekonań, jako przejaw rzekomych zapędów zmierzających do narzucania czegokolwiek komukolwiek. Wierz mi, że nawet moim dzieciom nic nie narzucam, brzydząc się indoktrynacją, prozelityzmem plugawym - czy to świeckim, czy też religijnym. Dawałem już temu wyraz, także moimi zestrojami. Nie wiem, czy dostrzegasz wspólny mianownik moich wypowiedzi epicznych i lirycznych... Nie wypowiadam się mając wątpliwości... Daję wyraz moim przekonaniom stanowczo, nie obawiając się konfrontacji, gdyż to ona pozwala na weryfikację tychże, gdy ich podstawy okazują się nie odpowiadać prawdzie. Kocham prawdę i daję jej wyraz, szukając dla rzeczy odpowiednich słów.. Rozumiesz to, bo ty też tak postępujesz, stosownie do tobie właściwych przekonań.. I niech tak pozostanie w ramach mądrze pojmowanej tolerancji. :)
Opublikowano

OK. :)
Nie obruszaj się, Rihtiku. Nie próbowałam Cię atakować.
Rzeczywiście źle sformułowałam jedną swoją myśl: to nieprawda, że nei powinniśmy głosić publicznie swoich poglądów. Nie. Chodziło mi o to, że nie powinniśmy ich głosić w sposób autorytarny, w przekonaniu, że są jedynymi słusznymi poglądami i że mamy bezwzględną, niepodważalną rację. To naiwność, która krzywdzi innych.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie tyle się obruszyłem ile sprzyjam wzajemnemu zrozumieniu i nie chce przytakiwać temu, co nie odpowiada prawdzie. Asertywność bywa łatwo mylona z autorytarnością (też na "a", lecz owa oparta jest wszak na bezwzględnym posłuszeństwie). Podobnie stanowczość bywa mylona z uporem.. :) Staram się czuwać, aby moje poleganie na autorytecie Autora Biblii i niej samej nie cechowało zaślepienie... Wiem też, że moje Autorytety nie będą za mnie decydować... One uczą mnie mądrego korzystania z wolnej woli. Chociaż roboczo, rozważając coś, lub wypowiadając się dokonuję (z konieczności) uproszczeń, to jednak, podobnie jak słodki Schiller pomny jestem, że nie masz powłoki ani wnętrza, bo rzecz i wewnątrz jest zewnętrzna..:) Znasz...?

Nie tylko dnia miłego... prawdziwie życzę :)
Opublikowano

Autorów Bblii było co najmniej dwunastu i każdy wyrażał tam nieco inna filozofię, dlatego jest w niej tyle sprzeczności. :)
Nie mylę asertywności z autorytaryzmem ani stanowczości z bezmyślnym uporem.
Dobrego dnia i nie tylko. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autor jest jeden, acz posłużył się ponad 40 pisarzami, dopilnowując by zaistniał kanon tekstów Biblią zwany :) Co do rzekomych sprzeczności, to jestem ciekaw jakie konkretnie masz na uwadze? Ale pewnie musielibyśmy o tym pisać na priva..

Czytałem raz jeszcze com pisał i nie widzę, abym posadził cię o mylenie owych pojęć, niemniej do tego nazbyt często dochodzi, skutkiem czego miewam tak, że ja do Sasa, a czytelnik do lasa.. :) Uzgadnianie pojęć lub upewnienie się czy ich znaczenia są tożsame dla rozmówców, to skuteczny środek na mijanie się..

Mi miło się nie mijać nie tylko z tobą.. :)

http://www.poezja.org/wiersz,71,139063.html

Także miłego, nie tylko dnia.

Opublikowano

Przepraszam z góry ,że się wtrącam, ale zainteresował mnie wasz, (musze tak to nazwać) spór..Moim skromnym zdaniem Rihtiku, forma i przekaz twojego utworu jest jednoznaczna, mianowicie mówisz, że to jest "cacy" a to jest "be" i BASTA BO TAK MÓWI PISMO ŚWIĘTE..Szanuje twoją wiarę, lecz zważ na to ,że chrześcijanizm nie jest jedyną religią na świecie. W niektórych religiach dozwolone jest mieć 7 żon i w moim odczuciu to jest chore! Ale mimio wszystko SZANUJE TYCH LUDZI!!! A ty wszystkich chcesz przekonać, że chrześcijanizm jest religią najprawdziwszą z najprawdziwszych!!!hmmm.....życze DYSTANSU i pozdrawiam..

Opublikowano

Moralizatorski, zajadły ton i archaiczna forma nie przyciągają, zwłaszcza że rymy rodem z Częstochowy.
Wszak sam ksiądz Jan Twardowski był łaskaw napisać, że "wiary przemądrzałej szuka się u diabła"*, który ma rację bytu, "bo jak diabeł ucieknie odejdzie i anioł"**. Równowaga i umiar - oto, czego nam trzeba we wszystkim.

* z wiersza "Jesteś"
** z wiersza "Kłopoty zakochanych".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Ponieważ odpowiadając na Wasze komentarze mógłbym podpaść adminowi, który już raz mnie zbanował, za moje wypowiedzi wyrażające moje osobiste przekonania, więc jeśli to odpowiada waszej woli, mogę (ja pierwszy nie napiszę, ale odpowiem najlepiej jak potrafię) wypowiedzieć się na priva.

Nie zmuszam nikogo do podzielania moich przekonań, niemniej zasadnie i szczerze daję im wyraz także w odniesieniu do obleśnej obsceniczności..

http://infografika.wp.pl/title,To-oni-korzystaja-z-uslug-prostytutek,wid,15009879,wiadomosc.html?ticaid=1f5f4

Życzę radości z dobrego życia i tworzenia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Szanuję twoje osobiste poglądy i spostrzeżenia m.in. zawarte w twoich zestrojach. A ty...?

Każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu, także za każde nieużyteczne słowo.. niezależnie od tego, czy jest, czy taż akurat nie jest sobą. Jest mi bardzo niemiło Anno Myszkin..

Bywaj zdrowa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Emanuelu.. Zadumaj się proszę coś napisał... Skoryguj się sam. Bo obawiam się, że moja wypowiedź jedynie cię rozdrażni, podobnie jak mój zestrój zda się to uczynił.

Chrystianizm jest jedyną religią prawdziwą, przeto tak a nie inaczej zabrzmiał i brzmią słowa które jego założyciel wyrzekł tuż przed wstąpieniem w Niebo: A Jezus podszedł i powiedział do nich, mówiąc: "Dano mi wszelką władzę w niebie i na ziemi. Idźcie więc i czyńcie uczniów z ludzi ze wszystkich narodów, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i ducha świętego, ucząc ich przestrzegać wszystkiego, co wam nakazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do zakończenia systemu rzeczy". - Ew. wg Mateusza 28:18-20 NW

Prócz tego zważ, na Jego słowa w kwestii małżeństwa.
Ale Jezus rzekł im: "Z powodu zatwardziałości waszego serca napisał wam to przykazanie. Jednakże od początku stworzenia "On uczynił ich mężczyzną i kobietą. Z tego względu mężczyzna opuści ojca i matkę i oboje będą jednym ciałem"; tak więc nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co zatem Bóg wprzągł we wspólne jarzmo, tego niech człowiek nie rozdziela". Kiedy znowu był w domu, uczniowie zaczęli go o to pytać. I powiedział do nich: „Kto się rozwodzi ze swą żoną i poślubia inną, popełnia przeciwko niej cudzołóstwo, a gdyby kobieta, rozwiódłszy się ze swym mężem, wyszła za innego, popełniłaby cudzołóstwo". - Ew. wg Marka 10:5-12 NW

No cóż, jak piszesz lubiący być sędziami we własnej sprawie ludzie stanowią jak stanowią i piszą, tak jak czytam...

Życzę refleksji.. i zreflektowania się w porę.

http://www.poezja.org/index.php?a=u&k=71&pokaz2=139055#1069737
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Szanuję twoje osobiste poglądy i spostrzeżenia m.in. zawarte w twoich zestrojach. A ty...?

Każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu, także za każde nieużyteczne słowo.. niezależnie od tego, czy jest, czy taż akurat nie jest sobą. Jest mi bardzo niemiło Anno Myszkin..

Bywaj zdrowa

Nie utożsamiaj, proszę, autora z podmiotem lirycznym, bo to ślepy zaułek.
Poza tym, nie wystąpiłam pod Twoim wierszem z pozycji adwersarza w dyskusji na temat poglądów podmiotu - odniosłam się jedynie do sposobu ich podania, który mnie akurat nie odpowiada.
Filozofia życiowa Autora nie powinna dominować merytorycznej wymiany zdań na temat wiersza i jego zawartości.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeanalizowałem jeszcze raz mój zestrój i zamieszczone pod nim moje komentarze, starając się dostrzec gdzie i w jaki sposób utożsamiam siebie z podmiotem lirycznym. I cóż? Jedność traktowaniu obleśnej obsceniczności zachodząca miedzy Autorem Biblii i autorem zestroju oraz peelem z nim tożsamym jest nieuchronna. Proszę nie proś mnie bym się nie utożsamiał z podmiotem lirycznym, a to tym bardziej, że jedna nam wąska droga służy, wiodąc wprost ku wąskiej bramie. Usiłuję się przez nią dostać do nowego świata, który rozkwitnie na gruzach starego, stąd mam nadzieję iż droga kończąca się ciasną bramą nie okaże się dla mnie zaułkiem, choć ewentualność taka istnieje.

Sposób podania poglądów podmiotu lirycznego tożsamych z poglądami Autora Księgi nad księgami nie odbiega od sposobów w niej użytych (mogę to na twoją prośbę wykazać, ale najlepiej sama zweryfikuj ocenę owego sposobu).

Prawdopodobnie różni nas to, jak pojmujemy filozofię jako taką, a definicja tego pojęcia tobie właściwa przesądza o tym, że moje przeświadczenia (wiarę) traktujesz jako filozofię. Jesli tylko będziesz w tym konsekwentna, uważając że Jezus Chrystus i pierwsza generacja jego naśladowców głosiła im właściwą "filozofię", to proszę cię bardzo, w tej konwencji uważaj nadal, że moja "filozofia" dominuje w moich zestrojach i komentarzach, chociaż przeczę temu, abym za wszelką cenę chciał stawiać na swoim. Po prostu jestem asertywny... także w oglądzie swojego zestroju i ocenie jego wartości. Wybacz ale z natury rzeczy wiem co autor przedmiotowego dla tego komentarza zestroju miał w nim na myśli, w przeciwieństwie do szanownych czytelników, nie wyłączając ciebie..

http://www.poezja.org/wiersz,60,139090.html

Anno.. proszę nie rozczarowuj mnie.

Pięknie tworzysz i czyń to nadal na bazie pięknego życia - w jego wiedzeniu serdecznie życzę pomyślności.
Opublikowano

Dalsza konwersacja najzwyczajniej nie ma sensu...Ja swoje, a ty swoje i tak w kółko do usranej śmierci...
Asertywność to:

umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń, poczucia winy,
umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,
umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,
autentyczność,
elastyczność zachowania,
świadomość siebie (wad, zalet, opinii),
wrażliwość na innych ludzi,
stanowczość,
samoocena
Asertywność to nie tylko STANOWCZOŚĆ Rihtiku!!!
Nie wiem czy wiesz, ale pisząc w ten sposób obrażasz mnie..
"Emanuelu.. Zadumaj się proszę coś napisał... Skoryguj się sam"
Co w moim odzczuciu znaczy; "Emanuelu, jak można być takim debilem, żeby coś takiego napisać, zmień myślenie bo jesteś idiotą"
Dlatego chcę zakończyć ten do niczego nie prowadzacy dialog, bo ogromnie mnie kusi żeby również Ci naubliżać ,a tego nie chce..dziekuje za rozmowe.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Dyskretny, ale pełen napięcia i życiowej mądrości. 
    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...