Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Droga c.d.


Stary_Kredens

Rekomendowane odpowiedzi

Kim był ten , który ze mną rozmawiał? Zagadka. Szabla dzika? -zagadka. Nigdy nie miałam głowy do rozwiązywania rebusów. Czarna magia, choć gdy to inni zrobili, stawało się proste i wręcz oczywiste. Ja widziałam tylko niewiele mówiące obrazki, które nie chciały utworzyć się w jedną logiczną całość. Tak było i teraz . Najchętniej tak jak wtedy dałabym sobie spokój i zajęła się czymś innym , bardziej pożytecznym. Odkurzyłabym mieszkanie, podlała kwiaty, wyszła z psem na spacer. Stanęły mi przed oczyma, po kolei, wszystkie wspomniane elementy z tamtej czasoprzestrzeni. Mieszkanie małe , ale słoneczne z niewielkim balkonem zawsze w kwiatach. Moje nad nimi rozanielenie. Fuksje , petunie , pelargonie , pachnący groszek i ulubione turki, które choć nie pachniały tak ładnie jak inne kwiaty, ciepłą barwą zawsze kojarzyły się z latem . Najpiękniejszą dla mnie porą roku, najbardziej pożądaną. Lubiłam czystość wokół siebie, poukładanie. Pies nie pasował do tej układanki , stanowił element emocjonalnego zachwiania. Brudził i psocił gdy mnie nie było , ale kochał mnie. Psia wierność.
Dlaczego , do licha , on nie został wysłany mi do pomocy? Rozpoznałabym go od razu. Mój Dyzio, tak! jego nigdy bym się nie przestraszyła. A pędząca sfora? Każdy na moim miejscu by spanikował. Też coś ! Szarady! Jakby człowiek nie mógł przejść przez życie jasno, prosto i czytelnie. No tak ,ale dokąd mnie ta prostota zaprowadziła , czyż nie w to miejsce?
Ogarnęła mnie złość. Gwałtownym ruchem zdjęłam szablę dzika i zaczęłam jej się przyglądać. Pierwszy raz w ręce miałam taki przedmiot. Amulet , talizman? Ale dlaczego on? Z pewnością to z tamtego dzika. Odruchowo powąchałam , czy nie cuchnie padliną.
Nie cuchnął , tylko rzemyk zapachniał skórą. Skóra. Coś zaczęło mi świtać w głowie. Mrok panował w tunelu zupełny, ale ja przecież widziałam . Co prawda niewiele , ale nie docierało tutaj światło z zewnątrz więc jak to możliwe, że widziałam cokolwiek. To ja, moja skóra oświetlała drogę , dlatego , że ...żyłam .Było to światło życia. Gdybym umarła zgasłoby i ktoś inny odnalazłby tu mojego trupa. Ta myśl była przerażająca. Znaleźć mogiłę w takim miejscu? Chociaż , co za różnica? Dobre miejsce na pochówek jak i każde inne, tak niewątpliwie dodawałam sobie otuchy, ale czułam się doprawdy bardzo nieswojo.
Co powiedział nieznajomy? Zaraz , zaraz czyż nie powiedział , że każdy zadaje to pytanie „ kim jesteś” i że wielu tu przyszło z Miasta Beznadziei. Skoro jednak nikogo innego nie spotkałam , to znaczy , że odnaleźli drogę i wyszli stąd . Oni wyszli to i ja też!
Arabeski, muszę je odnaleźć! Poczułam przypływ sił i ruszyłam przed siebie dziwnie pewna , że to właściwy kierunek. Tym razem przeczucie mnie nie zawiodło. Ściana z arabeskami stała przede mną falując liśćmi jak przedtem. Obrazów było kilka poprzedzielanych wyraźnie jakby pionowymi przegrodami z liśćmi skierowanymi każdy w tę samą stronę. Misterna to była robota i choć byłam świadoma , że nie było to dziełem natury, nie na tym skupiłam uwagę. Zaprzątnęła mnie myśl , który wizerunek mam wybrać. Czysta abstrakcja, pomyślałam . Jak obrazy współczesnych mistrzów. Co,u Boga, mogą oznaczać?! A może ten , który najbardziej przypadnie mi do gustu? Problem w tym , że nie gustowałam we współczesnym malarstwie. Najbardziej lubiłam impresjonizm, w którym choć wielką rolę odgrywały barwy rzucane pędzlem na płótno w rozmaitej tonacji światła dziennego , to jednak zawsze tworzyły obrazy łatwe do rozszyfrowania. Inaczej rzecz się miała z malarstwem współczesnym , co zawsze mnie zniechęcało i rzadko pobudzało wyobraźnię. Widać moja była zbyt leniwa, a może nie przystawała do wyobraźni artysty. Tutaj rzecz się miała jeszcze inaczej . Nie było barw tylko sam rysunek w różnych tonacjach czerni i różnicach w wypukłości. Rysunek stanowił jednak zagadkę trudną do rozszyfrowania dla moich biednych oczu i umęczonego umysłu
No, szablo dzika, a może ty masz coś tu do powiedzenia? Ściskałam ją w dłoni, to znów przyglądałam , ale nic się nie działo. Nawet nie drgnęła tak sama z siebie , jak czarodziejska różdżka , bo przecież tego się spodziewałam, do licha! Co robić? A poza tym, co właściwie ma się stać ? Mam tam wejść , żeby wyjść? No to spróbuję , chociażby tutaj, co za różnica w którym miejscu i tak nic nie wiem więc może tutaj gdzie stoję, po prostu. No i naparłam na ścianę , chociaż to określenie okazało się zupełnie niewłaściwe, bo nie poczułam żadnego oporu tylko jednym krokiem weszłam w sam środek dnia , który z miejsca mnie oślepił swoim blaskiem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...