Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mówią że stworzył na swoje podobieństwo
widzi wszystko i nawet więcej niż ja
przez grzech okaleczył świat
do tego zesłał nieszczęścia
obłudną miłość i do pary
zazdrość co zabija

tuż przy narodzinach
w oczy wstawił deszcz
by ujrzały cierpienie i ból
spragnionych nakarmił pożądaniem
a ciekawskim podarował rąbek mądrości
do dzisiaj próbują rozwiązać supły Wielkiej Księgi

wstydź się myśli nagości grzechów swoich
odkąd pamiętam żadnego wstydu
tylko czasem bierze na litość
i okazuje miłosierdzie
po raz kolejny
popełnia błąd

Pan Bóg
skazany na życie wieczne
ze mną skazany na życie wieczne
Opublikowano

nie jest jak człowiek
ale vice versa
mrugnięcie powiek
postrzeganie zmienia
pozwiesz Go przed kim
dowiedziesz bezsprzecznie
jesteś tak wielkim
człowiecze statecznie

ograniczony
pięcioma zmysłami
czyż nieomylny
będziesz osądami
rozum bystrzejszy
twój jest niźli Jego
jesteś bystrzejszy
zwiedziesz Przedwiecznego

coś o Nim poznał
coś pojął nad Niego
cóżeś dokonał
wręcz niebywałego
strachasz się gromu
drżysz przed błyskawicą
imasz się gnomu
a szukasz ze świcą

lepiej Mu ufać
zawsze wie co czyni
z pokorą słuchać
wnet ten świat odmieni
wiarą uznanie
wytrwale zdobywać
i uwielbienie
Jemu okazywać


Hioba 9:32, 26,14
Kazn. 11:5

Opublikowano

Za długie stanowczo. Myśl jest ciekawa wieczność z Bogiem na samą myśl dreszcze przechodzą. Po paru dniach by się znudziło a tu wieczność. Gorzej jak w piekle. Poz.

Opublikowano

Wyśmienity wiersz, chociaż na niektórych słowo Bóg działa jak czerwona płachta na byka. No i ostatni wers jest konieczny, który jak dla mnie mówi o tym, że nic nie działa w jedną stronę. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...