Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rozdział III
Mrocznej historii ciąg dalszy…

- Co widziałeś?
- Widziałem szpital.
- I co z tego. – w jej głosie słychać było ironię.
- Chodzi o to, że nie był taki jak teraz tylko jak na twoim zdjęciu..
- O co ci Chodzi Henry?
- Czy mogę do ciebie wpaść? Wtedy ci wszystko wytłumaczę.
- No dobrze, jeśli ci to pomorze.
- Będę za dwadzieścia minut.
Zanim ruszyłem do jej domu zaszedłem do baru na jednego głębszego. To jak się spodziewałem pomogło uspokoić skołatane nerwy. Gdy stanąłem przed jej domem byłem już spokojny i opanowany. Zapukałem do drzwi i wszedłem do środka, Amanda czekała już w salonie.
- Więc zaczynaj – odezwała się nagle. Usiadłem w fotelu i zacząłem mówić.
- Wracałem do motelu i postanowiłem wstąpić do baru. Po drodze zatrzymałem się przed szpitalem. Czułem jakieś przyciąganie. Postanowiłem wejść na chwile na teren. Gdy przeszedłem przez bramę zrobiło mi się ciemno i zobaczyłem szpital. Był pełen zieleni a wkoło bawiły się dzieci. Najdziwniejsze było to, że byłem małą dziewczynką. Gdy odwróciłem głowę do tyłu zobaczyłem mężczyznę zapewne to był mój tata. Było w nim cos ciekawego jakbym go już wcześniej widział. – gdy skończyłem mówić zapadła cisza. Spojrzałem na Amandę, chciała coś powiedzieć, ale się wahała.
- A więc to tak. – odezwała się po chwili, przerywając ciszę. A więc pora żebym opowiedziała ci coś jeszcze. Myślałam, że nie będę musiała tego robić. Ale teraz…chyba najwyższa pora. Słuchaj i nie zadawaj żadnych pytań.
- Ale dla czego?
- Za Pawłowa nastało wiele zmian. – kontynuowała nie zwracając uwagi na moje pytanie. – Powiadają, że te nadpobudliwe i wymagające nieustannej opieki dzieci zamykano w izolatkach w piwnicy. Ojciec często mówił, że słyszał jakieś dziwne dźwięki dochodzące właśnie z piwnicy. Poza tym rodzice przestali odwiedzać swoje dzieci a po szpitalu zaczęły krążyć plotki o „krwawej dziewicy”. Podobno, gdy płakała ginęło jedno dziecko. Z biegiem czasu zwiększała się liczba dzieci, które umierały lub znikały w dziwnych okolicznościach. Całą ta tragedie zakończył pożar, który wybuchł na piętrze. Podobno spłonęła tylko jedna dziewczynka. Ten szpital ma jeszcze wiele tajemnic. Jest tylko jeden sposób żeby przekonać się, co tak naprawdę miało tam miejsce. Ktoś musi tam iść. Chyba wiesz, o co mi chodzi. A co do twojej wizji to musiałeś mieć kontakt z tym mężczyzną i to dość niedawno. A więc jak?
- Czy mogę się zastanowić? – zapytałem.
- Ależ oczywiście. Ale wiedz, że ja już ci nie pomogę. Moje zadanie skończone. Rób, co chcesz i niech Bóg będzie z tobą.
Wstałem pożegnałem się z nią i wyszedłem. Na zewnątrz zaczęło się już robić ciemno. Nawet nie byłem świadom, że minęło prawie dwie godziny od chwili, w której zapukałem do drzwi Amandy.

- Przyjąłeś to zadanie? – zapytał Adam.
- A czy miałem inne wyjście?
- Żałowałeś tej decyzji?
- Czy żałowałem…?

- Noc nie przyniosła mi ukojenia. Leżałem w łóżku i nie mogłem zasnąć. Myślałem o wszystkim, co spotkało mnie tego dnia. O tym jak tu przybyłem, o Amandzie i wreszcie o mojej wizji. Ciągle miałem przed oczyma ten obraz. Zasnąłem.
Śnił mi się szpital. Bawiłem się z dziećmi. Znowu byłem ta mało dziewczynką. Coś nas łączyło, jakiś wspólny pierwiastek, może osoba, którą oboje znaliśmy? Nagle zacząłem unosić się nad ziemię, obraz zamigotał i jeszcze na chwile zobaczyłem szpital taki jak zapamiętałem go z rana.
Obudziłem się, była druga nad ranem. Wstałem z łóżka i stanąłem w oknie. Księżyc był dziś w pełni uśmiechał się do mnie tylko, że to nie był księżyc tylko twarz małej dziewczynki. Miała piękne oczy, świeciły niczym gwiazdy. I wtedy pomyślałem, że nigdy nie będzie mi dane spojrzeć w oczy dziecka, mojego dziecka. Nigdy do tej pory się nad tym nie zastanawiałem. Ale teraz żałowałem drogi, którą wybrałem wiele lat temu. Jedyne, co mi zostało to podjąć zadanie narzucone mi przez los. Przecież tego chciałem i musiałem to osiągnąć.
Stałem tak przez chwile użalając się nad sobą. A gdy się odwróciłem i spojrzałem na zegarek było wpół do czwartej. Położyłem się do łóżka i zasnąłem. Tym razem nic mi się już nie przyśnił.
Gdy wstałem była ósma a wspomnienia nocy były tak odległe. Umyłem się, ubrałem i wyszedłem do baru na śniadanie. Wybrałem taką drogę by nie przejeżdżać obok szpitala.
Bar był prawie pusty jak zwykle o tej porze. Zamówiłem grzanki i kawę. Patrzyłem jak barmanka kołysze się w rytm muzyki dobiegającej z głośników. Przypomniała mi się twarz dziewczynki, uśmiechała się.
- Proszę. – powiedziała i postawiła na ladzie talerzyk z grzankami i filiżankę kawy.
- Ach tak dziękuje.
- Czy coś się stało? – zapytała.
- Nie, nic po prostu się zamyśliłem.
Jadłem grzanki i tępo wpatrywałem się w barmankę. W pewnym momencie odwróciła się, spojrzała na mnie i odwzajemniła moje spojrzenie uśmiechem. Znowu zobaczyłem tą dziewczynkę. Nie mogłem przestać o niej myśleć. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Dopiłem kawę i w pośpiechu opuściłem bar. Nie miałem pojęcia, co robić. Włóczyłem się po ulicach zaglądając przez szyby do sklepów i mieszkań. Przyszło mi do głowy żeby zrobić wywiad środowiskowy. Pytałem przechodniów czy słyszeli coś o tym, co dzieje się w szpitalu.

- I co odpowiadali? – zapytał Adam
- Wszyscy jak jeden mąż, wzruszali ramionami i mówili, że nic nie wiedzą.
- I co zrobiłeś?
- Zapytałem czy mogą mnie oprowadzić?
- I jak reagowali?
- Mówili, że nie ma tam nic godnego uwagi i nie maja zamiaru marnować na to czasu.
- Rzeczywiście dziwnie. – stwierdził Adam.

Wiedziałem już wystarczająco dużo żeby się tam udać, ale nie mogłem się zebrać. Wpadłem jeszcze do baru na jednego głębszego. W rezultacie wypiłem dwie filiżanki whisky.

I wtedy Henry sięgnął po szklankę i wziął dużego łyka.
- Zaschło mi w gardle. – wyjaśnił.
- Może ci dolać? – zaproponował Adam.
- Z chęcią.

- Stanąłem przed bramą, nie było odwrotu. Dałem krok do przodu i znowu się zaczęło. Stałem w bramie a za mną moi rodzice. Ruszyłem do przodu długą wysypana czarna ziemią drogą, która prowadziła aż do samych drzwi. Bałem się nie chciałem tam zostawać. Rodzice tłumaczyli mi, że to dla mojego dobra. Ale ja, ja ich bardzo kochałem. Drzwi otworzył wysoki ubrany na biało mężczyzna, przypominał mi jedna z postaci, którą widziałem na zdjęciu u Amandy. W środku było jasno, podłoga była wyłożona białymi i czarnymi płytkami. Po korytarzu spacerowały dzieci pod opieką pielęgniarek.
Gdy wszystko wróciło do normy, byłem już w środku. Teraz było tu zupełnie inaczej. Ciemno zimno, podłoga była pokryta grubą warstwa kurzu i brudu. Znalazłem kontakt i włączyłem światło, delikatnie rozświetlając otoczenie. Dopiero teraz zauważyłem rysunki na ścianach. Pentagramy, trzy szóstki, to wszystko pozostałości po działaniu dzieciaków. Na przeciwko mnie był korytarz, a na przeciwległej ścianie znajdowały się schody. Po prawej ręce miałem recepcje. Zacząłem posuwać się w stronę schodów. Poczułem, że zaraz nadejdzie kolejna wizja. Ale tym razem było trochę inaczej. Nie straciłem nad sobą kontroli, teraz to było jak film w mojej podświadomości. Czułem to wszystko, co ta mała dziewczynka. Mogłem w dowolnej chwili przywołać te obrazy zatrzymać się na chwilę i się rozejrzeć, co zrobiłem. Znowu zobaczyłem spacerujące dzieci i pielęgniarki.
Wzdłuż korytarza ciągnęły się sale, najprawdopodobniej były to pokoje dla dzieci. Postanowiłem wejść na górę. Schody nie wyglądały zbyt solidnie, ale winda była jeszcze w gorszym stanie. Z każdym moim krokiem słychać było skrzypienie wyginających się desek. Postanowiłem zajrzeć do jednego z pokoi. Był średniej wielkości, stały w nim łóżko i szafa. W kącie stała drewniana skrzynia. Otworzyłem ją i zajrzałem do środka, w środku było,mnóstwo starych zabawek. Zdawało mi się, że ktoś stoi w drzwiach. Od razu pomyślałem, że zobaczę mała dziewczynkę wlepiającą we mnie swoje lśniące oczy, ale nie było tam nikogo.
Ruszyłem dalej. Na końcu korytarza stało biurko, zastanowiłem się, po co ktoś je tam postawił. Dalej były schody na strych. Po co ktoś pilnował żeby niepowołane osoby nie mogły tam wejść? Postanowiłem udać się tam w celu znalezienia jakichś informacji.
Na górze panowały egipskie ciemności, dobrze, że wziąłem latarkę. Strych był jednym wielkim pomieszczeniem z dwoma rzędami kolumn wspierających strop. Wzdłuż jednej ze ścian ustawiony był szereg szafek. Udałem się w tamtą stronę. Były to kartoteki pokryte grubą warstwą pajęczyny i kurzu. Na pierwszej z szafek leżały wielkie księgi, wziąłem pierwsza i otworzyłem delikatnie by jej nie uszkodzić. Była to historia tego miejsca sięgająca czasów, w których teren ten należał do opactwa. Rzeczy, które usłyszałem od starego Reynoldsa znalazły potwierdzenie.
Znalazłem też pewną wzmiankę, która mogłaby tłumaczyć pojawianie się „Krwawej dziewicy”. Mianowicie za czasów, gdy znajdował się tu szpital dla żołnierzy większość personelu stanowiły pielęgniarki. Była wśród nich jedna, która odznaczała się nadzwyczajną troską i opiekuńczością, kochała również dzieci. Często pomagała tym mieszkającym w okolicy. Niestety wszystkie zginęły w nalocie.
Gdy to czytałem znowu usłyszałem kroki, brzmiało to jakby ktoś wchodził na górę.
Drugi tom zawierał historię najnowszą. Wszystko to, co działo się za czasów Martenów kończyło się przybyciem Pawłowa. Najwyraźniej nowy właściciel miał gdzieś prowadzenie tej głupiej kroniki. Zamknąłem księgę i odłożyłem. W szafkach obok znajdowała się kartoteka. Nieświadomie odnalazłem R i zacząłem przeglądać karty. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłem kartę należącą do Marii Reynolds. Wyjąłem ją i spojrzałem na zdjęcie. To była ta dziewczynka moich wizji. A więc to tak. Teraz wszystko ułożyło się w sensowną całość. Przyjrzałem się karcie i odczytałem „ Wypisana 20 maja 1990 roku”. – Jak to wypisana? – pomyślałem. Coś tu nie było w porządku. Odłożyłem kartę i zamknąłem szufladę.
Na ostatniej szafce leżały plany budynku. Znalazłem piwnice, była bardzo mała. To niemożliwe żeby zajmowała tylko część podziemi, tam musiało być coś jeszcze.
Zszedłem na dół, odnalazłem wejście do piwnicy. Jak mogłem się domyślić wejścia pilnowało biurko strażnika. Gdy zszedłem na dół w twarz uderzył mnie niewyobrażalny smród, niepodobny do niczego. Było to coś jakby zmieszać smród zgnilizny ze smrodem odchodów i moczu oraz niewiadomo, czego jeszcze. Było tam ciemno bez żadnych okien. Jedynie dwa klosze zwisały z sufitu. Znalazłem wyłącznik i załączyłem światło. Niestety tym razem nie miałem tyle szczęścia, co poprzednio. Żarówki rozbłysły na chwile, po czym wybuchły rozsypując w koło drobne odłamki szkła. Gdy stanąłem już na podłodze piszczenie szczurów, dochodziło jakby z daleka. Włączyłem latarkę i rozejrzałem się. Zobaczyłem szczurzą rodzinkę, która gnieździła się w koncie. Szczury były wielkie, białe i miały czerwone ślepia. Gdy skierowałem na nie snop światła zaczęły przeraźliwie piszczeć i uciekły. Najwyraźniej pobyt w tym izolowanym, pozbawionym światła świecie doprowadziły, do jakich mutacji.
Po lewej stronie znajdowała się kotłownia z wielkim przerdzewiałym piecem. Dalej były malutkie pomieszczenia z ciężkimi drzwiami. Dobiegał z nich niesamowity smród zgnilizny. Spróbowałem otworzyć pierwsze, ale były zamknięte, podobnie rzecz się miała z kolejnymi. Nie byłem przygotowany na taką okoliczność.
Rzeczywiście piwnica była mała, na pierwszy rzut oka. Gdy doszedłem prawie do końca przeciwległej ściany znalazłem wielkie dwuskrzydłowe drzwi. Oczywiście były zamknięte.
Po tych wstępnych oględzinach wyszedłem przed szpital. Zajrzałem jeszcze na tyły, ale znalazłem tam tylko szopkę i zejście do kotłowni.
Wróciłem do hotelu. Miałem całą noc na przemyślenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...