Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(z poprawkami)


Pracowała w hipermarkecie. Przez cały czas siedziała na tyłku i wybijała ceny. I tak przez osiem godzin. Nawet kiedy się jej chciało do toalety, to musiała dzwonić do kierowniczki i prosić ją o pozwolenie. W ciągu dnia mogła wyjść jedynie góra trzy razy i tylko na pięć minut. O przerwach obiadowych już dawno zapomniała. Kiedyś do jej uszu dotarł strzępek rozmowy, jak pewnej kasjerce, która za często opuszczała swoje stanowisko, wysunięto propozycję, aby zdecydowała się na kupno pieluch dla starszych ludzi i po prostu w nie się wypróżniała. Dziewczyna nie zgodziła się. Następnego dnia wyleciała.
Nie znosiła sklepu. Nie lubiła pieniędzy. Nienawidziła ludzi. Ale kogo to interesowało? Każdy wymagał od niej, aby z uśmiechem przez kilka godzin obsługiwała klientów. I ciągle te pretensje, zaczepki. Jedne bywały nawet miłe. Czasami ktoś dobrowolnie się do niej uśmiechnął. Niektórzy mówili: „Dzień dobry”, ale to naprawdę należało do rzadkości. Przeważnie zdarzały się osoby, które coś wrzeszczały i miały pretensję, że wartość danego produktu jest za wysoka, że w innym markecie takie rzeczy są dużo tańsze, że cena po raz kolejny została zmieniona. Krzyczały coś, złościły się, targowały. I tak codziennie. Bez zmian. Bez nadziei. Bez wiary.
Kiedyś miała więcej siły w doszukiwaniu się we wszystkim pozytywnych stron. Teraz nic nie widziała dobrego. Wypalona wewnętrznie stała się zwykłą maszyną, która bezmyślnie wypełniała swoje obowiązki. Nawet słowa trzy letniego dziecka: „ Mamuś śpójś na tą panią. Ale ona jest śmutna. Nawet się nie poruśa”, nie zmusiły ją do jakiejkolwiek zmiany. Tkwiąc w tym nieustannym letargu, każdego dnia jeszcze mocniej zapadała się w swojej ciemnej norze, zakopując przy tym resztki, jakie pozostały z jej marzeń. A marzenia miała piękne...młodzieńcze....szczęśliwe....
- Nie, nie, trzeba skupić się na tym, co teraz robię, bo klient jakoś podejrzliwie patrzy. Mam nadzieję, że się nie pomyliłam. Byłaby afera.


Zawsze pod koniec każdego miesiąca jeździła do swojej ulubionej księgarni o wdzięcznej nazwie „Poemat”. Na widok ogromnych regałów wypełnionych po same brzegi wspaniale wydanymi tomami opowiadań, wierszy, rozpraw naukowych, ogarniały ją stale te same dreszcze podniecenia. Wszystkie te dzieła były dla niej cenne. Wśród książek czuła się jak dziecko, które w zetknięciu z nimi zapominało o całym świecie. Gdyby nie one, dawno już by zatraciła się w swojej rozpaczy, a tak....
- Dobry wieczór Angeliko – przywitał ją stary sklepikarz
- Dobry czy niedobry, ale wieczór – odparła bez wyrazu, oglądając się dookoła. - Czy coś przyszło nowego?
- Muszę ciebie zmartwić, ale niestety nie. Nowa dostawa będzie dopiero w piątek.
- Szkoda- zasępiła się Angelika – A ja już nastawiłam się na nowe zdobycze… Cóż w takim razie dzisiaj poszperam trochę w psychologii, przecież nie mogę wyjść stąd z pustymi rękami.
Podeszła do stojącej z boku szafki i zaczęła swoje poszukiwania, oddając się temu zajęciu w wielkim skupieniu. Nagle przez przypadek potrąciła książkę, która z impetem upadła na ziemię. Ku jej zdumieniu okazało się, że było to Pismo Święte. Zaskoczona faktem, że nie powinno się znajdować wśród psychologicznych dzieł, z czystej ludzkiej ciekawości otworzyła je i przeczytała wybrany przez siebie fragment. Kiedy skończyła, poczuła, że brakuje jej tchu, i że musi w tej chwili stąd wyjść. Jak najszybciej. Już. Teraz.
Bez zastanowienia wybiegła z księgarni, sprawiając że zaskoczony sklepikarz jej dziwnym zachowaniem, podszedł do miejsca, w którym jeszcze minutę temu stała ta intrygująca kobieta. Zauważył na ziemi Pismo Święte. Schylił się z trudem i spojrzał na otwartą stronę. Przez jakiś czas lustrował ją bardzo uważnie, ale niestety nic tam nie znalazł interesującego. Lekko zdziwiony zamknął je z wielkim nabożeństwem i wzruszając ramionami w geście niewiedzy, powrócił do swoich codziennych zajęć.

Biegnąc całą drogę do domu, dziwiła się sobie, iż nie umiała zapomnieć o tym, co niedawno przeczytała. Zaniepokoiło ją to, ponieważ zawsze z wielką łatwością przychodziło jej wyrzucanie z umysłu niepotrzebnych myśli. Ale nie tym razem. Te słowa miały jakąś niewytłumaczalną władzę, a ich moc zniewalała Angielkę do tego stopnia, że nie potrafiła im się oprzeć.
Kiedy wreszcie dotarła do swojego mieszkania, szybko otworzyła drzwi i z wielką ulgą weszła do środka. Obejrzała się z niepokojem dookoła, jakby spodziewała się kogoś bliskiego. Niestety była sama. Tego wieczoru Angelika umyła się szybciej niż zawsze i poszła spać z nadzieją, że następnego dnia wszystko powróci do normy.
Jednakże noc okazała się ciężka i o czwartej rano nie miała już siły, aby dalej leżeć. Wstała z łóżka. Podeszła do okna, za którym jeszcze panowała nocna nostalgia i nagle nie wytrzymując, dała upust swoim tłumionym emocjom. Szlochała dotąd, aż w końcu zrozumiała, że tak naprawdę mimo wielkiej wzgardy do życia, jakie prowadziła, nie zrobiła nic, by je zmienić. Nie uczyniła nawet najmniejszego kroku, aby bronić swoich przekonań. Była zbyt dużym tchórzem i dlatego każdego dnia przeobrażała się w wielką bryłę lodu. Natomiast ból i cierpienie to kara za brak wiary w swoje marzenia.
Kiedy tak stała nieruchomo przy oknie, a po jej twarzy spływały łzy goryczy, spojrzała w niebo i wyszeptała głosem pełnym rozpaczy:
- Boże, nie mam już wiary. Nie chce mi się żyć. Proszę Cię, błagam daj mi jakiś znak. Wskaż drogę. Daj mi odwagę. Siłę, by walczyć… Pomóż mi!
Następnego dnia pierwszy raz od pięciu lat nie poszła do pracy, nie zawiadamiając nikogo. Pierwszy raz od pięciu lat poczuła malutką iskierkę istnienia. Pierwszy raz od pięciu lat miała w nosie konsekwencje i wreszcie bez powodu się uśmiechnęła, spoglądając na siebie w lustrze.


„ (...) Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą (...)"

Ewangelia wg Św. Łukasza 11, 9-11

Opublikowano

Witam serdecznie!

Zdaję sobie sprawę, iż to opowiadanie nie jest ani wybitne ani orginalne. Jednakże wystawiłam je dlatego, by usłyszeć od Państwa wskazówki nad czym powinnam popracować i czy w ogóle warto...?

Jestem muzyczką i piszę dla siebie, ale w tym co robię, pragnę się rozwinąć, a nie udowadniać całemu światu, że jestem doskonała i nie muszę ćwiczyć, bo słowa same przelewają się na papier. Wiem ,że każda twórczość artystyczna wymaga mozolnej pracy, na którą jestem gotowa, ale od czasu do czasu ważne są praktyczne uwagi, które ukierują mnie na właściwe tory.
Dlatego pragnę dowiedzieć się od innych, co powinnam zrobić, by pisać lepiej, ciekawiej i przyjemniej...:). Każdy ma szansę, ale nie każdy posiadą tę wiarę i zawziętość jaką prezentował Martin Eden.

Czekam na odpowiedzi.

Martencja

Opublikowano

Witam również.
Rad i wskazówek praktycznych niestety nie udzielę, bo się na tym nie znam. Wypowiem się z pozycji szarego czytelnika. I ta szara pozycja mówi mi, że jak się znajdzie ciekawy temat, to wszystko pójdzie już z górki. Tu niestety brakuje czegoś, co by zaciekawiło. Oczywiście są też pewne plusy - rzecz napisana zgrabnie (bardzo cieszy niemal brak błędów, od razu przyjemniej się czyta).
A, naturalnie nie mogę zapomnieć o jednej z istotniejszych kwestii - mam wrażenie, że Autorka ma szansę pisać o tematach rzadziej podejmowanych na tym forum. Szczerze życzę powodzenia i czekam na kolejne utwory.
Pozdrawiam
MZ

Opublikowano

Początek zdecydowanie na TAK, potem gorzej. Proszęnie zmieniać czasu ... cały czas robi coś w czasie przeszłym, aż tu nagle "nie widzi"... a potem znow przeszly. Wyjasnienie strasznie proste. Już myślałem, że jakiś mało znany cytat albo apokryf, a tu bęc... Proponuję popracować nad dialogiem i wymyślić lepszą puentę i będzie cacy. Nie powiem, że się znam, ale zaproponować przecież mogę... Martin Eden potrzebny każdemu z nas :))) A jeszcze lepiej sam London...

Opublikowano

Wydawało mi się, że uporałam się z tymi zmianami czasu (w poprzednim opowiadaniu, także miałam ten sam zarzut...), a jednak pomyliłam się. Poprawię te usterki przy najbliższej okazaji...

Natomiast, co do cytatu...hm...będzie ciężko, ale spróbuję, może się uda, w końcu
"szukajcie a znajdziecie".... I postaram się wreszcie zaciekawić...

I oczywiście bardzo dziękuję za szybką reakcję, ale to jest tak oczywiste, że nie powinnam o tym pisać :) hi,hi

Pozdrawiam
MM

Opublikowano

Ja też niedawno zadebiutowałem w tym serwisie i również przeżywam rozterki. Twoje opowiadanie mi się podoba, a co do cytatu- to moim zdaniem- dobrze wybrałaś. Musi być mocne, skoro tak podziałało na tę dziewczynę, choć utrata przytomności, to chyba przesada. Za chwilę dozna objawienia i rozpocznie pogaduszki z Matką Boską.

Opublikowano

Poprawiłam opowiadanie (wyrzuciłam tę utratę przytomności, również i mnie jakoś drażniła :)), ale cytat pozostał, ponieważ przeczytałam całe Pismo Święte ... :) ...i nic nie znalazłam odpowiedniego. Mogłabym z niego ewentulanie zrezygnować, ale czy miałoby to sens?

MM

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...