Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w poniedziałek wieczorem
slońce paliło sie do nas
stopiło przdlodowcowe
rogrzało zamarznięte wnętrze
wypiło wszystkie soki
zostały tylko fizjologiczne
do wymiany a skądże
wymyślamy stopnie do nieba
daleka droga a tak bliska
nieosiagalne zbliżenie
w zasiegu ręki
mocnej a tak czułej

Opublikowano

wymyślamy stopnie do nieba
daleka droga a tak bliska
nieosiagalne zbliżenie
w zasiegu ręki
mocnej a tak czułej


czy ja wiem - czy to takie tytułowe? Nie każdy się w "powszedności"
swej odnosi do tych stopni...Wiersz do głębokiego namysłu, refleksji.
Dla mnie ten fragment wygrywa. J. serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuje Judytko, za odniesienie, cieszy choć kawałek...!
Tak mało Ciebie Droga poetko,,,?!
Uściski!
Hania

E tam...poetko,raczej mało we mnie poety/
Uściski Haniu// wena słaba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Te dni, które jak serca nieruchome w pierś gniotą, są tylko nocą i tęsknotą, i ziemią, która uśmierca.   Te sny, które na skroni ciążą jak zakrzepy krwi, to cierń wkłuty w powieki, ból zdjętych z krzyża dłoni.   A my z prochów urodzeni na kilka oddechów, na sen, na kilka nocy, na dzień, na profil cmentarnych kamieni.
    • @Radosław dziękuję!  @Rafael Marius dziękuję! @Myszolak dziękuję!  @iwonaroma dziękuję! @APM dziękuję! @Łukasz Jurczyk dziękuję! 
    • Anioł stróż, z którym trwa się ramię w ramię. We wspólnym pokoju, w prawie jazdy, w pierogach ruskich. W wymyślonych słowach, w fantazyjnym świecie i w rozmówkach wieczorowych. Raz przedszkole, raz gimnazjum, raz matura. A potem ramię w ramię - w obce miasto.   Jest w tym jakaś oczywistość, odwieczne status quo - nigdy przecież nie było inaczej i trudno wyobrazić sobie "inaczej", bo czym ono właściwie miałoby być? Tak już jest - i kropka. A stałość ta jest tak zuchwale pewna, jak pewny jest śnieg zimą, obiad u mamy i amen w "Ojcze nasz".   Aż przychodzą dwudzieste czwarte urodziny. Zwyczajne na oko, jak to urodziny - zasypane życzeniami, pachnące świętem, winem i czekoladą. Ale połowiczne. Ale już niewspólne.   Nie ma już śniegu, nie ma już obiadów, nie ma już amen. Wracasz pod wieczór - jak zawsze. Jak zawsze przekręcasz klucz i zdejmujesz buty. Jest sufit - jak zawsze - i są drzwi, a w nich szklana szyba, a za nimi bałagan. Jak zawsze. I jak nigdy - nie ma już brata.   7 IV 2025
    • @JuzDawnoUmarlem teraz peel musi znaleźć w sobie siłę, aby dopłynąć do brzegu...Fajna miniatura!
    • @Gosława groteskowo ale jakże klimatycznie z szczyptą dziegciu i czarnego humoru. Podoba mi się Pozdrawiam 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...