Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Maja naga motyl przysiadły na bezwstydzie
spogląda w lustro akceptacji
wiesz złamanego nie dałabym że przyjdziesz
że puste wnętrze wypachnisz


empetrójka nostalgicznie głosem Seweryna
łka za minionym pod palcami drżenie
odwracasz kartki zachłannymi czytasz
realistyczna jest iluzja ale czuję przecież
niezwykle rzadko krople roszą
na wypalonej skamieniały posąg

Hania ta z czasów magicznego domku
rozprasza senność warkoczyka na nagich
głaszczę wtuloną gamę wiosennych odczuć
nastrój nienasycenia gładzi
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm dźwiękowa oczywista oczywistość - zaciekawiłeś stwierdzeniem :)


Tak. Zawijas. Ale to moje odczucie. mam wrażenia zbyt radykalnego przypieczętowania wiersza ostatnim wersem.
W wersie wyżej wspomnianym nie treści, a słow, sylab chyba za duzo.
Pozdrawiam.
A stwierdzenie? Mnie t5eż zaintrygowało, zwłaszcza, że był mój login.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm dźwiękowa oczywista oczywistość - zaciekawiłeś stwierdzeniem :)


Tak. Zawijas. Ale to moje odczucie. mam wrażenia zbyt radykalnego przypieczętowania wiersza ostatnim wersem.
W wersie wyżej wspomnianym nie treści, a słow, sylab chyba za duzo.
Pozdrawiam.
A stwierdzenie? Mnie t5eż zaintrygowało, zwłaszcza, że był mój login.


Z odczuciami staram się nie polemizować. :)
Co do sylab, to w wierszu nieregularnym trudno jest liczyć sylaby i doszukiwać sie wystukiwanego rytmu. To rodzaj wiersza zbliżony bardziej do wiersza wolnego, tyle że z melodią w tle, niż do klasycznego wzorca. Rytm staje się w nim związany z treścią a nie jest wymuszony formą (średniówką, sylabicznym, czy sylabotonicznym wzorcem).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...