Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miłość? - Słuszny tytuł dla twoich (?) wynurzeń. Jeśli tak, to bardzo dysfunkcyjna... - pisząc oględnie, by nie urazić i tak zbolałego od takiego uczucia serca rzeczywistego podmiotu wiersza. Rozum nie powinien składać broni! Skąd moja pewność co do tego? Ano, spójrz proszę: Jeżeli przyjmiesz moje słowa i zachowasz dla siebie moje wskazania, nadstawiając ucha na mądrość i zwracając serce do rozumu, jeżeli przywołasz rozsądek i donośnie wezwiesz roztropność, jeżeli szukać jej będziesz jak srebra i poszukiwać jej jak skarbów ukrytych, wtedy zrozumiesz bojaźń Pana i uzyskasz poznanie Boga - biblijna księga Przysłów 2, 1-5. Stąd m.in. mam pewność. Poza tym według pewnej definicji miłość to: serdeczna osobista więź z kimś lub głębokie przywiązanie do kogoś, serdeczna sympatia albo lubienie kogoś. Uczucie takie pobudza do robienia czegoś dobrego dla innych, rzeczywiście niekiedy z wielkim poświęceniem. Właściwa miłość o jakiej najczęściej mowa w Biblii obejmuje umysł i serce - co wyraźnie rzuca się w oczy we wcześniej zacytowanym fragmencie z księgi Przysłów. Umysł jest ważny, bo dzięki niemu ktoś, kto kocha, rozumie, że on sam oraz ludzie darzeni przez niego tym uczuciem mają zarówno zalety, jak i wady. Poza tym kierując się rozumem, rozumna osoba okazuje miłość pewnym osobom - czasem wbrew naturalnym odczuciom - gdyż wie z Biblii, iż tego oczekuje od niego Bóg - Mateusza 5:44; 1 Koryntian 16:14. To prawda, że miłość pochodzi głównie z serca i nie ogranicza się do rozumu. Wiąże się z zupełną szczerością i całkowitym oddaniem - 1 Piotra 1:22. Niemniej osoby o samolubnym sercu rzadko potrafią okazywać prawdziwą miłość, gdyż ten, kto kocha, gotów jest przedkładać dobro innych ponad własne - Filipian 2:2-4. Nauka Jezusa: Więcej szczęścia wynika z dawania niż z otrzymywania sprawdza się zwłaszcza wtedy, gdy dawanie jest przejawem miłości - Dzieje 20:35. Powinna stanowić bardzo mocną więź - Kolosan 3:14. Często obejmuje także przyjaźń, chociaż więzy miłości są właściwie silniejsze niż więzy przyjaźni. Bywa nazywana romantycznym uczuciem, jakie łączy męża i żonę. Niemniej miłość, do której zachęca jej Źródło, jest trwalsza niż pociąg fizyczny, zwany także miłością. Jeżeli małżonkowie naprawdę się kochają, to pozostają razem nawet wtedy, gdy z powodu wieku lub ułomności jednego z nich, bądź innych okoliczności, więź fizyczna traci na znaczeniu...

Jeśli nazbyt mentorsko dałem wyraz temu, co spowodowałaś wierszem, to daruj mi ton wypowiedzi, bynajmniej nie aluzyjnej przecież...

Opublikowano

Dziękuję:) Powiem szczerze, długo zastanawiałam się nad tytułem. Dlatego taki, gdyż miał dać do myślenia, a przyznam nawet troszeczkę bulwersować. Jak dla mnie sama tematyka wiersza, przez niedopowiedzenia sprawia, iż nie wiemy jaka jest prawda. Pisząc ten wiersz, zajrzałam naprawdę do wielu domów, gdzie pod pięknymi pozorami kryje się brzydka prawda. Gdzie ludzie boją się odpowiedzi na proste pytanie - Miłość? Właśnie takie były moje intencje. Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Lenore Grey   Świetna historia o tym, jak czasem dostajemy dokładnie to, o co prosimy - tylko nie w sposób, jakiego się spodziewaliśmy. Morał - nigdy nie zadawaj pytań egzystencjalnych, gdy jesteś zdenerwowany. I zawsze czytaj regulamin przed zapłatą. Zakończenie z krokodylem to idealny akcent!  Pozdrawiam     
    • @hollow man to chyba zrozumienie i poprawa
    • @MIROSŁAW C.   Bardzo dziękuję! Pozdrawiam.  @Rafael Marius Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :) 
    • Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.          
    • @Gosława Jakże nie zerkać,                       jak ptaszek ćwierka. Sto lat Reniu.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...