Tak cicho, tak nieśmiało w rytmie równym bije,
Choć dawno umarła, to wciąż w sercu żyje,
I jak woda co źródło nasyca
Ku powierzchni złote sny przemyca,
A w snach, jak w chmur błękicie
Szemrzą wiatry ulatując skrycie.
Nietrwała, przed sobą w głąb siebie ucieka,
Zanim z snu się wyrwie i jak niespokojna rzeka,
W porywie szału, z jednej kropli zrodzona,
Snem złotym, jak falą natchniona,
Przez skał twarde bryły korytarz wydrąży,
I wypłynie, nim na zawsze umrzeć zdąży.