Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Agnieszko:

Dziękuję pięknie. Cykl ballad stylizowanych na Leśmiana jeszcze się rozrasta. Po "Switańcu", "Zmierzchańcu", "Połudńcu" będzie (już jest) "Marzeniec". Pozdrawiam, dziękując wdzięcznie za czytanie i komentarze,

cieplutko,

Para:)

Opublikowano

Anno Rebajn:

Bardzo mi miło. Tak samo jak innym moim miłym Czytelniczkom polecam cykl: "Świtaniec", "Zmierzchaniec", "Południec", "Marzeniec". Dzięki za pozytywną konkluzję,

cieplutko pozdrawiam,

Para:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki, nie wiedziałam, nie było mnie kilka letnich miesięcy, na pewno nadrobię braki. :-)
Nie tylko Leśmian pisał w podobnym stylu, Tuwim też, i trochę także Czechowicz... i pewnie znalazłoby się jeszcze kilku. Uwielbiam takie pisanie.
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

No cóż Młoda Damo, przeczytałem wszystkie 119 Twoich wierszy jakie udało mi się odnaleźć. Z pewnych prywatnie znanych powodów był moment, że bałem się komentować. Nie przypadkiem wybrałem właśnie ten Twój utwór aby napisać kilka słów podsumowania-podziękowania. Nie ulega wątpliwości, że jesteś Poetką włśnie przez "P". Podróż przez te Twoje wiersze nie była czasem zmarnowanym i dzielnie zniosłaś moje zachwyty. W tym utworze zmuszasz czytelnika do kompromisu - "gromnie niedojrzały" , "zaczerpnać zdroju" "zmierzch omieszka". Przy pierwszym czytaniu moja gotowość pójścia na kompromis była nie za wysoka. I poszedłem dalej do coraz bliższego końca wedrówki. Patrząc na datę, ten utwór jest jeszcze w Tobie świeży swoimi obrazami. I nie jest to banalny, tuzinkowy utwór. To wiersz z fantazją i niebywałym kolorytem, z zadziornym pazurkiem. Chociaż opuściłem go dość pospiesznie, to jednak jad zapuszczony do mózgu zaczął działac i doszedłem do wniosku po kilku godzinach, ze te okrojenia akcentują jeszcze klimat i koloryt wiersza. Pozdrawiam

Opublikowano

Gratuluję wytrwałości!
Nazwanie mnie "Młodą Damą" szczerze mnie rozczula. Wszak oboje mamy po 100 lat!

To ledwo 1/3 z tego, co powstało na przestrzeni 2 i pół roku. Reszta się gzi w Warsztacie.

"Zmierzchaniec" to z pozoru jedynie zabawa w stylizację na Leśmiana. Jest w istocie wierszem bardzo osobistym, z gatunku tych, które potępiasz, bo nadto hermetyczne, zamknięte w subiektywnej, niezwykle osobistej topice.
Niezwykle wdzięczna za wybór tekstów, podróż po zapomnianych wierszach, nisko się kłaniam, cieplutko pozdrawiam Czytelnika,

Para:)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...