Zgłoś
-
Ostatnio w Warsztacie
-
hollow man 1 634
Opublikowano (edytowane)
Aaaaa... W ten sposób...
Bywało w rynsztoku
Nie zawsze z oczami
Ku gwiazdom
Skąd prawo moralne
Spływa na nas
W chwale
Byśmy śmierci
Mniej się lękając
Dowieźli wynik
Edytowane przez hollow man (wyświetl historię edycji)0
-
-
Zarejestruj się. To bardzo proste!
Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.
-
Ostatnio dodane
-
Ostatnie komentarze
-
Przez Marek.zak1 · Opublikowano
O Lalce teraz głośno, a reżyser odwrócił kota ogonem, bo o ile Dmochowski mógł budzić odrazę, to Dorociński już niekoniecznie. Co do sklepu, znam tylko z książki, a wiadomo, że w powieści, to więcej wyobraźni autora, niż faktów:). Pozdrawiam serdecznie. -
Przez Jacek_Suchowicz · Opublikowano
gesty - jaka wspaniała wieloznaczność są te z dzieciństwa młodzieńcze lepsze gesty dorosłych już o czymś świadczą gesty rodzących pierwszych uczuć bywa urwane albo w rozkwicie i te dojrzałe wpisane w sercu na całe życie pozdrawiam -
Przez Simon Tracy · Opublikowano
Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.
Jechałem powoli, niespiesznie. Jednostajnym stępem. Nie widziałem powodu do pośpiechu ani jakiejś gwałtownej, nieskoordynowanej reakcji na telegram, który dostarczono mi przed dwoma dniami. Jego krótka acz treściwa nota głosiła. Ojczym umiera, zjaw się najprędzej jak to możliwe w dworku. Podpisano, moja biedna matka. Nie, nie była biedna ani kochana. Tym bardziej opiekuńcza czy troskliwa. Była zimna i obojętna. Jak wszyscy, którzy nadal pozostawali lokatorami, naszej rodzinnej posiadłości. A mój ojczym. Po prostu był. Żył i to jedyne co mogłem o nim powiedzieć. Na szczęście i jego czas dobiegał końca. Ja miałem go pod dostatkiem. Dlatego nie śpieszyłem się ani trochę. Czyżby chciał się pojednać na łożu śmierci? Było już na to za późno. Wiele lat za późno. Zresztą jeśli czegoś mnie w życiu nauczył, to tego by nie okazywać słabości, litości ani nie zważać na sumienie i ból. Nie spodziewał się chyba, że uczeń przerośnie mistrza. Ja nie błagał bym go o przyjazd. Szybciej spodziewałbym się papieża przy łóżku niż kogokolwiek z mojej rodziny. Splunąłem za siebie na myśl o tej zbieraninie. Obym tylko nie zdążył na czas. Moja gniada klacz pokonała jeden z ostatnich zakrętów na drodze do dworku. Kamienistym poboczem szła w jego stronę postać, ubrana od stóp do głów w czerń a na jej głowie spoczywał elegancki kapelusz o szerokim zadartym rondzie. Był to pastor, którego dobrze znałem i pamiętałem jeszcze z młodzieńczych lat. Z pewnością szedł do dworu, by rozgrzeszyć i namaścić umierającego. Dziwne bo nie przypominam sobie by ojciec uznawał jakieś inne sakramenty niż chlanie taniej whisky i uleganie przemocy wobec bliskich. Dokąd to ścieżki Pana prowadzą pastorze? Czyżby do przeklętej posiadłości Lindemannów? Toż to droga dla rogatych diabłów o umorusanych w smole racicach a nie świątobliwych stóp mężów kalwińskiego kościoła. Zrównałem się z nim i wtedy poznał z kim ma przyjemność. Paniczu! I wy tutaj!? Więc nie wezwano mnie na próżno, skoro matka Wasza sięga i po takie środki jak powrót syna. Więc naprawdę umiera. I może nie powinienem tego mówić ale boża ręka sprawiedliwości sięga zawsze daleko, może nie rychło lecz zawsze skutecznie. Już dawno powinno się to stać. Niektórzy zajmują nam i Bogu zbyt wiele dni i czasu. Lecz widać chce pojednania z Wami i Bogiem, skorośmy się spotkali na tej drodze. Nie widziałem Was przeszło dwadzieścia lat, byłeś pacholęciem a teraz widać wielkim, miejskim panem. Zaglądacie tam choć czasem do domu bożego? Gdyby pastorze zamienić rolę kościołów na domy publiczne i hazardowe mordownię, to by mnie wyniesiono nie na kardynała występku a ogarnięty grzechem najcięższym, tron papieski a miasto obwołano by stolicą nie apostolską a nową biblijną Sodomą. Nie ma tam miejsca na świętość, chyba że świętość zemsty. Bluźnisz Paniczu zupełnie jak ojczym. A byłeś małym, pięknym aniołkiem i nadzieją na odrodzenie rodu. A zostałem aniołem brudu, żądzy i śmierci. Zgodnie z klątwą rodziny. Czasem łatwo zbadać wyroki boskie. Bywaj Pastorze, widzimy się we dworze. Uderzyłem klacz ostrogą i poszła ochoczo galopem ku widniejącej bryle domu na horyzoncie. Konia wstrzymałem jednak kilkaset metrów dalej. Nie miałem powodu do pośpiechu. A może już jest po wszystkim. Moim marzeniem było widzieć go jako trupa, niż jako dogorywające szczątki człowieka, którym nigdy nie potrafił być. Postrzelono go. Dano mu szansę na przeżycie. A powinni zastrzelić go jak psa. Wyegzekwować wyrok. Mogą dać mi rewolwer do ręki nad jego łożem śmierci a ja skrócę jego męki. Dokończę to co zepsuł ktoś inny. Ogarnęła mnie radość rozpierająca całe wnętrze i duszę. Śmiałem się pod nosem, tak szczerze jak jeszcze nigdy w życiu. Gdy tylko zjawiłem się opodal zrujnowanego ganku. Drzwi frontowe rozwarły się i ujrzałem postać ubranej w żałobę matki. Nie płakała, nie radowała się. Nie zbliżyła się do mnie ani nie odpowiedziała na krótkie przywitanie. Była jakby w szoku i z nieukrywaną złością rzuciła. Spóźniłeś się. Umarł ledwie przed godziną. Chciałam dać mu szansę by mógł Cię zobaczyć i może przebaczył byś mu w godzinie odejścia. A więc piekło go wreszcie pochłonęło. Nie wiem matko, czy to nie wyście strzelali do niego, myślę że tak było. I chwała Ci za to matko, bo tyranię obala się zawsze krwią i siłą. Niech będzie przeklęty na wieki. Jak jego syn. Bywaj matko. Obróciłem klacz na zadzie i wróciłem skąd przyszedłem. Na drodze znów minąłem pastora. Szedł niestrudzenie, pogrążony w myślach. Zobaczył mnie z daleka. A więc Paniczu, trudzę się na darmo. Zmarł zanim dotarliśmy. Diabły odebrały jego spowiedź pastorze i zawlekły go do najniższego kręgu. Chciałem by podczepili mi do konia jego ciało, troczyłbym je po duktach aż odeszłoby od kości a potem zerwałbym je gdzieś w lesie ku uciesze wilków i niedźwiedzi. Lepsze to niż pogrzeb. Po co skalać czystą ziemię kimś takim. Nie zasłużył na spokój grobu. Bywaj Pastorze! Pastor obejrzał się za jeźdzcem. Zsunął kapelusz na piersi i powoli wykonał znak krzyża. Chroniąc swą duszę przed takimi demonami. -
Przez violetta · Opublikowano
@bazyl_prost zimna woda urody doda:) pijesz wodę ze strumienia?:) -
Przez Łukasz Jurczyk · Opublikowano
@Proszalny Piękny utwór o wolności absolutnej :) Horyzont znika. Słońce rozmywa swój kształt. Jesteś u siebie. Pozdrawiam
-
-
Najczęściej komentowane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne