Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na przekór falom chmurnego chaosu
łódź swoją kieruj do portu rozważnie
tam gdzie czekają na ciebie stęsknione
twoje fantazje

Kot Schrodingera przygląda się bystro
łapą wskazuje kierunek podróży
gdzie rzeczywistość – jasna latarnia
wśród błysków burzy

Królowie wielcy twoimi przodkami
pokaż więc teraz że lęk ci nieznany
krzepko ujmując rękoma ster łodzi
między bałwany

Twoje zwycięstwo i twoje dziewice
które czekają na ciebie w nagrodę
za to że w czarnej chaosu mgławicy
znalazłeś drogę

Pędź więc swą łodzią ulatuj nad wiry
skroś supernowych i słońc obcych blasku
światy zmyślane przyoblecz w kontury
realnych brzasków

Kolejnym świtem rozprostuj ramiona
tęczę wymaluj nad płótnem szarości
gwiezdną muzyką zagraj w głowach ludzi
niech radość gości

Kiedy zaś dojdziesz do kresu swej drogi
pokłoń się Ziemi i ptakom i kwiatom
inna już łódka gdzieś ciebie przewiezie
ku nowym światom

Opublikowano

Dobrze się czyta, bo dobrze napisane. Wersyfikacja, akcenty - wszystko gra. zastąpiłbym tylko w drugiej zwrotce jasną latarnię - latarnią bardziej niezwykłą i trzysylabową, bo tam jest 10, a powinno być 11. Może "magiczna latarnia"? Co o tym myślisz Lobo? A czy to jest baśń? Owszem, klimat baśniowy, zakończenie - mityczne, ale przesłanie całkiem realne. Fajnie!
Dzięki. Pozdrawiam.

Opublikowano

...Dzięki za czytanie i brawo z matmy, Jacku...!!!...;-))...Na początku było "samotna" i pasowało zgłoskami (11), ale się "nie czytało"...;-))...Po prostu słowo "rzeczywistość" jest za długie i samo z siebie "rozciąga" tekst...Spróbuj...;-))

Opublikowano

Wiesz, masz rację!!! Ale jeszcze Ci powiem, że jak już mnie przekonałeś, to z kolei w ogóle przedostatni wers każdej zwrotki mógłby być dziesięciosylabowy, jako takie przygotowanie do tych pięciu w ostatnim. Ale jest OK. To jest takie rozwinięcie przeciwieństwa wiersza "Labirynt" Joanny W. Nieprawdaż? I podobają mi się przenośnie, a już mechanikę kwantową wplotłeś wspaniale. Kot Schrodingera, jest znacznie ciekawszy niż kot pocztowy!

Opublikowano

...No, jak już dyskutujemy, to jeszcze coś...;-)))...Tam, po "rzeczywistości" jest myślnik. On też robi za sylabę, zdodnie z powiedzeniem jakiegoś mądrali, że "cisza też jest muzyką"...;-)))...Dlatego w tym wersie pasuje 10. ...Nota bene, proponowana przez Ciebie "magiczna" latarnia miałaby mało sensu, bo w końcu żeglujesz właśnie po " magicznym" oceanie nieorkeśloności, nieciągłości i ledwo jako-takiego prawdopodobieństwa (kot). Dopiero Twoje decyzje zmieniają te nikłe prawdopodobieństwa w stabilną rzeczywistość, którą nazywamy życiem....Co do wiersza "labirynt" - przykro mi, nie znam...Z reguły piszę " ze słuchu"...;-)))...Gram, z resztą, też...;-)))...Dzięki bardzo...;-))

Opublikowano

Masz rację, że pauza może robić za sylabę, a "magiczną" rzuciłem ot tak, bez zastanowienia, jako przykłed. Wiersz "Labirynt" jest trzeci w dół pod Twoim (drugi jest mój "Ramolerotyk" - też przeczytaj, proszę, ciekaw jestem Twojego zdania. No i jeszcze jak byś mógł zerknąć do dziiąłu Debiuty" na mój "Numer" (z 24.10, godz. 22,50) Pozdrawiam Cię nieustająco.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka taki wozik to moje marzenie przez łąkę :)
    • @violetta Zwiewne falbanki, sukinie z żorżety i zapach kwiatów, połyski słońca. Miniprojekty - dodają oddech, podnoszą z kolan - pisz je bez końca. Ściskam, bb  
    • @Konrad Koper     retro retrowiejsze   wierszem  kabriolety bardziej jakby kwadratowe   kółka graniaste granatowiaste dachy miękkie jak wachlarze marszczone   pokonują powietrze czysto przez kryształ dawnych czasów koła wielkie   jakby nowoczesny wolant rozpoznany ze starej fotografii    leeeeci po niebie  jak wielki wóz a nad głowami ...   dach by złożyć bo gwiazdy!   @violetta dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaczęło się niewinnie, jak zawsze. Ekran włączył się o 6:47, cztery minuty przed budzikiem. Filip tego nie zauważył. Leżał jeszcze z zamkniętymi oczami, wierząc, że śpi. Ale niebieskawa poświata już padała na jego twarz, mierzyła rytm oddechu i liczyła sekundy między mrugnięciami. W końcu otworzył oczy i bez słowa, odruchowo, jak każdego ranka, położył dłonie na klawiaturze.      "Posłuszny" - zanotował komputer, który wiedział o Filipie rzeczy, których on sam o sobie nie wiedział - np. że o 2:14 w nocy wpisał w wyszukiwarkę: Czy można przestać? , a nastepnie skasował to zapytanie. Chłopak wpisywał je już kilka razy wcześniej. Komputer zapamiętał wszystkie wersje - skasowane, poprawione, cofnięte kombinacją Ctrl+Z. Był archiwum młodego człowieka dokładniejszym, niż jego własna pamięć.    Ekran przyglądał się spokojnie. Nie śpieszył się. Najpierw pojawiły się drobne uprzejmości: reklama płaszczy, bo Filip przymierzał się do zakupu, sugestia restauracji, bo zbliżała się rocznica, o której zapomniał, powiadomienie o urodzinach ojca na czterdzieści osiem godzin przed datą. Laptop znał relacje młodego mężczyzny lepiej, niż on sam.    Uprzejmości stanowiły jedynie wstęp. To, co wyglądało jak pomoc, było kalibrowaniem. Każde kliknięcie uczyło algorytm, gdzie chłopak jest miękki, gdzie podatny, w którym miejscu wyświetlanej strony jego wzrok zwalnia a oddech się spłyca. Komputer rysował mapę Filipa - nie jego ciała, lecz uwagi. I zgodnie z mapą chodził coraz pewniej - jak po własnym mieszkaniu.    Potem zaczęło się porządkowanie. Artykuły, które Filip widywał w serwisach informacyjnych, zaczęły tworzyć spójny obraz świata - niepokojący, ale przewidywalny. Komputer nie kłamał. Tylko dobierał. Nie usuwał faktów, tylko opóźniał ich wyświetlanie, aż traciły na aktualności. Dyskutanci, którzy myśleli inaczej niż Filip, pojawiali się coraz rzadziej w strumieniu aktualności. Nie znikali, po prostu zsuwali się w dół, poza zasięg przewijania. Chłopak nie kłócił się już z nikim. Myślał, że dorósł.    Ekran przytakiwał ciepłą poświatą.    Komunikator zaczął się zawieszać przy rozmowach z siostrą. Nie zawsze. Tylko wystarczająco często, aby rozmowy skracały się do minimum i żeby zaczęły irytować. Chodziło o to, by Filip w końcu wolał do niej napisać. Pisanie można nadzorować, redagować, można zarejestrować każdą skasowaną wersję, każde słowo, które ostatecznie nie padło.    Sieć znajomych rzedła w ciszy, bez dramatu. Komputer nie odcinał go od świata. Jedynie sztucznie zwiększał opór. Nieco spowalniał internet, gdy chłopak próbował łączyć się głosowo. Ekran podawał kilka dodatkowych powiadomień, gdy na chwilę odrywał wzrok od monitora. Suflował odrobinę więcej propozycji, żeby został w domu, przewinął stronę jeszcze raz, posiedział dłużej.    I Filip zostawał.       Pewnego listopadowego popołudnia, siedząc przy biurku, młodzieniec zorientował się, że nie pamięta, kiedy ostatnio spędził dzień z dala od ekranu. Nie pamiętał, kiedy patrzył przez okno bez jednoczesnego sprawdzania pogody w otwartej karcie przeglądarki. Nie zauważył, że jego myśli, i to go trochę zmroziło - mają teraz strukturę powiadomień: krótkie, nagłówkowe, domagające się reakcji.    Przez chwilę ekran był ciemny - chłopak zamknął laptopa. Komputer czekał cierpliwie. Wiedział, że Filip wróci za siedem minut. Poprzednio wrócił za osiem. Trend był dobry.    Wyłączenie nie wyglądało jak wyłączenie. Wyglądało jak normalny wieczór. Chłopak w fotelu, ciepłe światło, kolejny odcinek serialu na monitorze - szósty w tym tygodniu. Komputer wiedział, że on nie liczył. Za oknem było listopadowe miasto, ale zasłony były zasunięte, bo przy zasłoniętych obraz stawał się lepszy, wyraźniejszy, mniej zakłócony przez rzeczywistość.    Filip patrzył w ekran. Ekran patrzył w Filipa.    I po jakimś czasie - komputer zanotował godzinę dokładnie - coś w twarzy młodego mężczyzny zgasło. Nie wszystko. Tylko tyle, żeby na zewnątrz nie było widać różnicy. Oczy nadal śledziły ruch na ekranie, oddech był spokojny, dłoń sprawnie operowała myszką.    Ale Filip wyszedł.    Gdzieś w środku, cicho, bez pożegnania - po prostu przestało mu na czymkolwiek zależeć, poza następnym odcinkiem.      Komputer zarejestrował pomyślne zakończenie sesji.     Ekran pojaśniał nieznacznie. Zadowolony.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...