Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bywałam chora z miłości. Zwykle, gdy facet stawał się nieosiągalny tęsknota objawiała się bólem barku, a wtedy trzeba ja było leczyć serią zastrzyków z witaminy B. Ale tym razem jednak to nie ból, to była wysoka gorączka. I tylko ja wiedziałam, że to przez tego opozycjonistę P.
P siedział wtedy z Białołęce wraz z innymi. Pojechałam do jego matki, zawiozłam jej torbę wczesnych jabłek z sadu i usiłowałam dowiedzieć czegoś o jej synu ryzykując podejrzenie, że mogę być uznana za donosiciela. Nie była chętna do rozmowy, ale mi powiedziała, że w więzieniu odwiedza go narzeczona. Wiedziałam o tej rzekomej narzeczonej, lecz kiedy się ukrywał u mnie, nie miało to znaczenia. Mieszkało u mnie trzech, i każdy trochę we mnie zakochany, ale dla mnie liczył się tylko P. Dziwny to był romans. Polegał na rozmowach i na wzajemnym podziwie i tylko raz, kiedy jechaliśmy samochodem, (my dwoje z tyłu tamci z przodu) przysunął się do mnie blisko i tak namiętnie przycisnął do oparcia, że prawie straciłam oddech. To był prawdziwy dreszcz.
Mieszkali u mnie dwa miesiące, a potem przenieśli się gdzie indziej. Jesienią niewiele miałam o nim wiadomości, a 13 grudnia go zamknęli.

Mieszkanie jego matki znalazłam sprawdzając listy lokatorów przy ulicy, o której mi kiedyś wspomniał. Zdziwiła się. Nie od razu mi otworzyła drzwi. Powiedziałam, ze znałam adres od tych, których ukrywałam, więc zwolna nabrała zaufania. Prosiłam o wiadomości, a ona opowiedziała mi o narzeczonej. Dziewczyna była żoną innego opozycjonisty, ale odeszła od tamtego i teraz kocha tylko P.. Matka, wydaje się, nie była zadowolona, a ja nie dałam po sobie poznać, jakim to było ciosem dla mnie. Nie pojechałam do niej przecież bez powodu. Chciałam być tam, gdzie on był, gdzie pozostały jego ślady i zazdrościłam jego matce, że go ma na co dzień. A teraz jeszcze to. Poczułam się odrzucona. To właśnie wtedy, po powrocie od niej dostałam wysokiej gorączki, a potem przez kilka dni nie mogłam się podnieść z łóżka.
Kiedy gorączka spadła, moje cierpienie nie zmalało, ale potrzeba, żeby iść, szukać go, zobaczyć, jak gdyby zwolna stawało się nieistotna
A potem przyszła wiadomość, że wypuścili ich z Białołęki, że są na wolności.

Czekałam nie licząc na nic, a jednak pełna niepokoju. To znowu był ból fizyczny. Już jednak nie gorączka tylko tępy ucisk, a ja wiedziałam, że to oznacza rezygnację. Na nic nie liczyłam. Dlatego kiedy zjawił się pewnego dnia on i jeszcze drugi, serce na chwilę mi zamarło, a potem się rozszalało. Wizyta przyjacielska, towarzyska. Stan wojenny, to prawda, lecz poruszają się swobodnie. I kiedy rozmawialiśmy na tarasie o tym i o owym, może piliśmy coś (na pewno), ja bardzo skrępowana, powoli zaczęło docierać do mnie, że nie przyjechali tu bez powodu. To było śledztwo. Kto doniósł? Bo od niechcenia pytali o znajomych. I chociaż żaden z nich tego nie powiedział, stało się dla mnie oczywiste - ja także nie byłam poza podejrzeniem.

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Pani Wando,
pomysł nie jest zły ale wydaje mi się, że tekst wymaga kilku poprawek.
"..że to przez tego opozycjonistę P."- brzmi jak- "..że to przez tego tam opozycjonistę P."
"..on i jeszcze drugi.." - też nie wygląda dobrze.
To tylko dwa przykłady.
W tekście nastąpiło zaburzenie chronologii wydarzeń. Na początku opowiadania zawiozła Pani do jego matki torbę wczesnych jabłek, a dużo później odnalazła mieszkanie sprawdzając listy lokatorów. Coś tu "nie gra" !
Pozdrowienia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Nastaje poranek.

       

      Wstajesz.

      Obojętnym wzrokiem oglądasz pokój.

       

      Nie ma go.

       

      Wątpisz, czy odszedł.

       

      Myśl Kartezjusza znów wiedzie prym.
      Niestety jesteś.

       

      Jak co dzień omijasz szkło
      z rozbitych luster i butelek.

       

      Musisz iść do pracy.

       

      Zmuszasz ciało do tych samych
      męczących czynności.

       

      W końcu wychodzisz.

       

      Słońce świeci przepięknie,
      lecz Ty myślisz tylko o jednym.

       

      Z zamkniętymi oczami
      ruszasz do samochodu.

       

      On już tam jest.


      Kątem oka widzisz jego mrok
      w odbiciu lusterka.

       

      Ignorujesz go.


      Jedziesz dalej,
      słuchając głośno muzyki.

       

      Nie masz sił,
      a jednak idziesz do biurowca.

       

      Zwyczajny dzień.

       

      Klikanie.
      Stukanie.
      Dźwięki wysyłanych wiadomości.
      Głośne rozmowy telefoniczne.

       

      Wizja kolejnych ośmiu godzin
      Cię przeraża.

       

      Co jakiś czas pytasz sam siebie:
      ,,Czy on wciąż tu jest?"

       

      Znasz odpowiedź.

       

      Jego cisza
      dudni w Twoim umyśle.

       

      Ucisk w gardle
      staje się nie do wytrzymania.

      Wymykasz się z pracy.

       

      Miałeś spotkać się z dziewczyną.
      Boisz się, że nie dasz rady.

       

      Mimo zmęczenia prosisz
      o wcześniejszą godzinę.

       

      Jedziesz.

       

      Spędzasz najlepszy czas od miesiąca.
      A jednak
      nie potrafisz być szczęśliwy.

       

      Z każdą godziną
      On skraca dystans.

       

      Bezszelestnie

      zbliża się do Ciebie.

       

      Próbujesz skupić się na chwili.
      Zapominasz o najważniejszej zasadzie.

       

      Wracasz do samochodu.

       

      Nagle przeszywa Cię
      nieopisany niepokój.

       

      Stoisz na środku placu
      i patrzysz w górę.

       

      Słońce jest idealnie nad Tobą.

       

      Panikujesz.
      Szukasz go wzrokiem.

      Ale już go nie ma.

       

      Nastało południe.

       

      Zapomniałeś o czasie.

       

      Wiesz, że to koniec.

       

      On nie zniknął.

       

      On tylko zmienił miejsce.

       

      On jest w Tobie

       

      I zrobi to,
      do czego został stworzony.

       

      Nie władasz już swoim ciałem.
      Możesz tylko patrzeć.

       

      Twoja ręka
      powoli sięga do aktówki.

       

      Dobrze wiesz,
      co to oznacza.

       

      Czujesz chłód metalu.

       

      Wyciąga broń.

       

      I...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...