Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A tu próbka tolerancji, miłości i zrozumienia:

No cóż, masz problem, jesteś tak zadufany w sobie, że nie słyszysz i nie rozumiesz co się do Ciebie mówi. Szkoda na Ciebie czasu.


Dnia: 2011-06-17 20:59:49, napisał(a): Libra Send



Oczywiście ten sam skład pseudo-krytyków, ale pal licho, nie o to chodzi tylko o fakt, że Szanowni Państwo nie rozumiecie co czytacie, nie wyczuwacie ironii tego wiersza, prześmiewczego charakteru - dobitnie świadczą o tym dopiski na marginesie.




Dnia: 2011-06-26 13:34:24, napisał(a): Libra Send



Te same osoby, które kłapią dziobem na prawo i lewo w przypadku krytyki ich osoby są wzburzone i reagują gwałtownie, mimo, że słowa użyte w stosunku do nich nie umywają się do ich komentarzy w stosunku do innych użytkowników.
Widocznie wyznają politykę Kalego: Kali ukraść krowę - dobrze, Kalemu ukraść krowę - źle.




Dnia: 2011-06-03 18:59:31, napisał(a): Libra Send
Komentarzy: 346


Tutaj straszymy sądem:

Szanowny Panie,

Śledzę poczynania niektórych osób na tym Forum i nie tylko na tym, w stosunku do nowo pojawiających się autorów. Powoli zaczynam rozumieć uprawiany przez Państwa proceder.
Ja również byłam zalogowana na portalu, o którym Pan pisze więc stałam się mimowolnym świadkiem "akcji" w Pana wykonaniu i wiem o który wiersz chodzi.
Byłam w pełni przekonana, że racja jest po stronie Pana "Storka" jednak, żeby mieć całkowitą pewność skonsultowałam się z osobami mającymi wiedzę w tym zakresie zarówno od strony prawnej jak również literackiej.
Wniosek jest jednoznaczny - to co Pan uprawia nazywa się zniesławieniem.
To żenujące i przykre, że w miejscach, które stworzono po to, żeby osoby pragnące pisać miały możliwość zaprezentowania tego co robią spotykamy się z takim zachowaniem spowodowanym urażoną ambicją własną i przerostem ego.
Co jest warta Wasza poezja jeśli prezentujecie TAKI poziom?




Dnia: 2011-06-18 12:51:35, napisał(a): Libra Send



Oczywiście nie tylko przez "Szanowną Osobę" ale jeszcze przez paru nieodłącznych popleczników żadna nowość.
A co do "poetą - nie będziesz" - racja, nie będzie bo JEST czy to się komuś podoba czy nie.
Ma również czytelników, którym odpowiada jego twórczość, którzy nie mają najmniejszego problemu z jej zrozumieniem i odbiorem. Oczywiście grono "ekspertów" jest innego zdania więc dalej pożytkujcie swoją energię na głupie odzywki dając tym świadectwo tylko i wyłącznie o sobie.




Dnia: 2011-06-18 13:10:34, napisał(a): Libra Send




Mówi Pan o poezji - czy nie uważa Pan, że to co jest tutaj prezentowane w 90 % tą poezją nie jest. To zlepek słów, pseudonaukowe rozprawki, niezsynchronizowany bełkot, zachłystywanie się umiejętnością składania wyrazów w rządki szersze lub węższe - czasami, bardzo rzadko trafi się jakiś rodzynek, więc o czym my mówimy! To czysto akademicka dyskusja.
Walczę o poziom kultury na tym Forum i nie ma w tym przypadku znaczenia osoba autora ani poziom jego twórczości, traktuję wszystkie osoby zamieszczające tutaj teksty jednakowo - swój pogląd na ten temat zamieściłam na Forum dyskusyjnym jeśli to Pana interesuje. Pozdrawiam.




Dnia: 2011-06-22 19:10:05, napisał(a): Libra Send


tutaj tworzymy TWA:

Wiersz pełen refleksji i zadumy. Na szczęście Stork są jeszcze ludzie, którzy myślą i czują podobnie jak Ty. Walczymy o lepszy świat bo tak trzeba, bo taką mamy naturę, bo warto.
Czasami tylko gdy mamy do czynienia z bezmyślnością i głupotą ludzi przychodzą chwile słabości i opadają ręce. Potrzebujemy wtedy świadomości, że nie jesteśmy sami, wsparcia, ciepłego słowa i znowu odzyskujemy zapał i wiarę w to, że wszystko jest możliwe.


A tutaj merytoryczne komentarze:

Dnia: 2011-06-21 17:43:28, napisał(a): Libra Send
Komentarzy: 346

Piękny wiersz. Pełen głębokich przemyśleń. Wrócę do niego z przyjemnością.




Dnia: 2011-06-14 11:47:30, napisał(a): Libra Send

"Potwory" cały czas czyhają szukając okazji, żeby wyskoczyć przez szczelinę przeszłości.




Dnia: 2011-06-10 10:45:29, napisał(a): Libra Send


Świadomość tego faktu już sama w sobie jest rzeczą cenną :-)




Dnia: 2011-06-10 11:58:27, napisał(a): Libra Send

Piękny, pełen głębi, wzruszający wiersz.




Dnia: 2011-05-05 13:35:58, napisał(a): Libra Send

Wiersz ogrzewa serce i przepełnia nadzieją.




Dnia: 2011-06-08 10:48:31, napisał(a): Libra Send


Czyli o taką krytykę walczymy? Kupa, szkoda, że śmiechu :)))

Opublikowano

Znajdź różnice:

Komentarz nr 1:

"Ja uwielbiam bomblowanie…"

Wow, niesamowicie dojrzałe :)
Niech to zostanie symbolem poezji współczesnej!

PS - tak mnie zemdliło w połowie tego tekstu, że aż musiałem potrzepać fryzurą:
www.youtube.com/watch?v=fzB6L4FIjAg


Komentarz nr 2:

...to co jest tutaj prezentowane w 90 % tą poezją nie jest. To zlepek słów, pseudonaukowe rozprawki, niezsynchronizowany bełkot, zachłystywanie się umiejętnością składania wyrazów w rządki szersze lub węższe...

:))))

Opublikowano

Panie Krzywak Jeśli posługuje się pan fragmentami moich wierszy proszę opatrywać cytaty informacją kto jest autorem wiersza... np. tak:

Morał z tego wyrósł
Nader oczywisty,
Samiec tylko w stadzie
Bywa zajebisty.

cytat z wiersza B.A.C. Storka

Reszta tendencyjnie powyrywana z szerszego kontekstu dla osiągnięcia kamuflażu i własnych potrzeb... nic nowego... wręcz właściwe pańskiemu stylowi... dobranoc.

Opublikowano

A może tak w ogóle zrezygnować z tej dyskusji i korzystać z narzędzia, które dał nam Admin. W końcu to my decydujemy w jakim dziale znajduje się wiersz. Obrona słabych tekstów nikomu nie pomaga, a już najmniej autorowi.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, szkoda zdrowia :)

Aczkolwiek jak na dłoni widać powiązania Libry Send ze Storkiem, Jasno i wyraźnie jest zaznaczone, co Libra sądzi o 90% poezji na tym portalu, i jaka jest grzeczna i uprzejma. W dodatku jeszcze bezczelnie Stork to nazwie kamuflażem. TWA jak złoto, bo w bezlimiciu krąży jeszcze trzeci apologeta, ale szkoda mi już przytaczać cytaty i epitety dotyczące poetów działu Zet.
Zakrzyczą panie, zakrzyczą, ale my się nie damy. A potem taki Patryk Nikodem uwierzy w to, co mu podadzą w wątku głównym i pomyśli, że ja rzeczywiście arogant :)))

PS - a że ja potrafię się przyznać, to naprawiam błąd:

Morał z tego wyrósł
Nader oczywisty,
Samiec tylko w stadzie
Bywa zajebisty.

cytat z gniota B.A.C. Storka

P. S. 2 - dlatego, tak a'propo funkcji (chociaż wyolbrzymiają ją strasznie, nadymają i jeszcze mi uniwersytety każą kończyć) - doskonale wiem gdzie tkwi źródło kłótni i kto tutaj łamie regulamin portalu i działa na jego szkodę. Ale inkwizycja Libry nie podpali ani jednego stosu.
Opublikowano

Brawo panie Krzywak. Do całego arsenału negatywów dorzucił pan jeszcze dwulicowość. Nieco wyżej był pan zachwycony tym fragmentem mojego wiersza, a teraz degraduje go pan do rangi "gniota"? Och gdyby tak można było tego terminu używać do niektórych ludzi... Na skutek niezwykle wąskiego postrzegania postawionego przeze mnie problemu jak i chorobliwej mani unikania merytorycznych odpowiedzi uważam, że wyczerpał pan już swój czas do prowadzenia dalszej dyskusji. Jałowej dyskusji do której nie jest pan zdolny wnieść konstruktywnych myśli i choćby namiastki kulturalnej energii. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas, za "uprzejmości" i danie mi możliwości zdobycia bogatego w nowości doświadczenia na płaszczyźnie komunikacji z człowiekiem. Pozdrawiam. Życzę spokoju i pogody ducha.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Już jasno i wyraźnie pokazałem kim jesteście i darujcie sobie kolejne inwektywy - mnie to nie wzruszy, a was pogrąża i kompromituje. Ten wątek powinniście zadedykować sobie, a "merytorykę", "konstruktywne uwagi" to już sobie darujcie - też widać jaki to konstruktywizm proponuje Libra Send, która obraża 90% użytkowników, ich wiersze określając bełkotem, za to radośnie poklepuje Storka po pleckach obiecując mu zniszczenie tzw. "środowiska". A jej recenzje są wręcz objawieniem rzeczowej krytyki: "wiersz ogrzewa mi serce"! Co ciekawsze, jej teksty są na takim samym miernym poziomie, widocznie wie, co ją czeka jak ten badziew zacznie wklejać do Zetki. Pomijam już krążącego satelitę, który podjudza dążąc do wyrzucenia kilkunastu użytkowników, co się na pewno nie uda, bo zawsze lepiej likwidować źródło, niż potem hurtem ścinać głowy. Dlatego zastanówcie się co robicie i co piszecie do siebie, bo niestety ludzie potrafią czytać.
Reasumując - takie zachowanie ubliża godności, arogancja połączona z tupetem i obrzydliwą też stronniczością, a dwulicowość łatwo odnaleźć czytając uważnie ten wątek, który opiera się na kłamstwie. Zero przykładów, rzucenie dwoma nazwiskami i teorie spiskowe - a gdzie konkrety? Zresztą wniosek jest- naucz się po prostu pisać wiersze, a nie taśmowo produkować farfocle, to może pogadamy. Objawienia i weny ci życzę.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, szkoda zdrowia :)

Aczkolwiek jak na dłoni widać powiązania Libry Send ze Storkiem, Jasno i wyraźnie jest zaznaczone, co Libra sądzi o 90% poezji na tym portalu, i jaka jest grzeczna i uprzejma. W dodatku jeszcze bezczelnie Stork to nazwie kamuflażem. TWA jak złoto, bo w bezlimiciu krąży jeszcze trzeci apologeta, ale szkoda mi już przytaczać cytaty i epitety dotyczące poetów działu Zet.
Zakrzyczą panie, zakrzyczą, ale my się nie damy. A potem taki Patryk Nikodem uwierzy w to, co mu podadzą w wątku głównym i pomyśli, że ja rzeczywiście arogant :)))

PS - a że ja potrafię się przyznać, to naprawiam błąd:

Morał z tego wyrósł
Nader oczywisty,
Samiec tylko w stadzie
Bywa zajebisty.

cytat z gniota B.A.C. Storka

P. S. 2 - dlatego, tak a'propo funkcji (chociaż wyolbrzymiają ją strasznie, nadymają i jeszcze mi uniwersytety każą kończyć) - doskonale wiem gdzie tkwi źródło kłótni i kto tutaj łamie regulamin portalu i działa na jego szkodę. Ale inkwizycja Libry nie podpali ani jednego stosu.

Niesamowite! Czegóż to ja dowiaduję się o sobie - inkwizycja :-))) Serdecznie mnie Pan ubawił użyciem tego zwrotu szczególnie w kontekście moich zapatrywań jak i bezkarnych działań innych osób będących "pod parasolem" grupy założycielskiej.
Dla niezorientowanych podam więc może źródło problemu.
Pan Stork jakiś czas temu wobec szerzącego się chamstwa w wypowiedziach pod wierszami zarówno Jego jak i innych autorów, złożył oficjalny protest na ręce Administratorów tego portalu. Nie otrzymał jednak odpowiedzi na swoją korespondencję.
Widząc co się dzieje próbowałam swoimi komentarzami przywołać osoby nadużywające niekulturalnych epitetów do porządku.
Jako osoba nowa byłam niemile zaskoczona tym co się dzieje.
Nadzieją na zmianę takiego stanu rzeczy był post Pana Krzywaka w tej sprawie, który pojawił się na forum dyskusyjnym, korzystając więc z okazji zabrałam głos protestując przeciwko takiemu zachowaniu.
Praktycznie jednak nic się nie zmieniło, a osoby zachowujące się nagannie nadal działały.

Powyższy post Pana Storka był próbą sprowokowania Administratorów do zajęcia oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Zawiera również propozycję, która być może pomogłaby uniknąć w przyszłości takich sytuacji.
Bez względu na poglądu obu Panów - Pan Stork jest użytkownikiem i zwracał się do Pana Krzywaka jako przedstawiciela Administratora, myślę, że nie spodziewał się tego co nastąpiło.
Nie była to normalna, naturalna reakcja typu przemyślimy, zastanowimy się lub jakakolwiek inna wyrażająca dobrą wolę i próbę porozumienia, tym bardziej, że z tego co zorientowałam się sytuacja z którą mamy do czynienia jest Administratorom znana.
Co się działo i jakie były efekty postu każdy może ocenić sam.

Tak Panie Krzywak nie odkrył Pan Ameryki i żadna to tajemnica, mnóstwo jest osobistych powiązań na tym Forum. Znam Pana Storka tak jak Pan zna sporo osób na tym portalu
(chyba nie muszę wymieniać) to chyba nie jest naganne ani karalne?
Ma to o tyle znaczenie, że wiem jakim jest człowiekiem, znam również ludzi, którym pomógł i pomaga, wiem, że jego jak pan z pogardą określa "gnioty" i pomocna dłoń wyciągnęły z dołka sporo osób, dlatego nie zamierzam stać obojętnie wobec takich zachowań jakie tutaj obserwujemy.

Szanowny Panie Krzywak nawet nie wie Pan jaką, wbrew swoim intencjom, oddał mi Pan przysługę zamieszczając powyżej cześć moich komentarzy. Nie chodzi o sam fakt ich wybrania i wykorzystania, lecz istotne jest, że nie zamieścił Pan ani wierszy ani postów do których się odnoszą.
Nie szkodzi, każdy ma własny rozum więc ten kto będzie miał ochotę i czas dojdzie sam sedna sprawy, lub wyrobi sobie swój własny pogląd.
Tak, uważam - i powtórzę to jeszcze raz, żeby Pan i pozostali zrozumieli kontekst mojej wypowiedzi - tylko około 10% wierszy na tym portalu mogę uznać za wyjątkowo udane - ktoś kto zna się na matematyce, może przeliczyć i będzie wiedział, że to sporo.
Pozostałe wiersze są przeciętne lub poniżej przeciętnej - UWAGA - jest to tylko i wyłącznie MOJE ZDANIE na ten temat.
Pewne rzeczy są ewidentne i nie wszystko trzeba pisać, żeby zrozumieć intencje drugiej osoby, ale Pan lubi manipulować faktami i czepiać się dupereli natomiast nie pojmuje całokształtu, więc postaram się ująć to w taki sposób, żeby nie było błędów w interpretacji.
Każda osoba, która loguje się tutaj jest, mniej lub więcej zależnie od wieku, obycia, charakteru, przewrażliwiona na punkcie tego co robi. Każdy chce być doceniony i zrozumiany. Większość jednak dopiero wprawia się i próbuje swoich sił, nie uznaję więc za sensowne zrażać ludzi do pisania głupimi ordynarnymi wypowiedziami, tym bardziej, że nie pretenduję do roli autorytetu w tej dziedzinie, a to co piszę to moje prywatne zdanie.
Nie komentuję więc wierszy słabych, ponieważ ich autorzy jeśli chcą coś osiągnąć muszą dużo pisać, a nie zachęci ich bynajmniej do tego epitet typu: gniot, debil, miernota itp.
Jeśli wiersz nie odpowiada mi stylem, ale mimo to wywołuje refleksje - odnoszę się do jego tematyki i piszę o emocjach, które wywołał.
Są wiersze dobre jednak o kontrowersyjnej lub nie odpowiadającej mi tematyce - wtedy unikam takiego autora lub jeśli czytam, wyrażam SWOJĄ opinię wprost i nie widzę powodu, żeby tego nie robić.
Są wreszcie wiersze na wysokim poziomie i te bronią się same zarówno wśród zwolenników jak i przeciwników danego stylu, czy autora.

Uważam ze swojej strony tą wymianę zdań za zakończoną.
Opublikowano

Libra Send - co byście nie napisali, to już kompromitacji nie zmyje. Cytaty mówią same za siebie, bawcie się dobrze, tylko ostrożnie - to nie jest piaskownica. To co ty sobie opiniujesz i jak, to nie mój problem. Jeżeli ty nazywasz czyjeś prace bełkotem, to co się dziwisz, że inni robią to samo? Moje komentarze przy waszych to szczyt grzeczności, kultury i konstruktywizmu.
I jeszcze jedno - prowokować to wy sobie możecie w domu. Skoro ktoś decyduje się wywoływać kogoś do tablicy, niech się potem nie dziwi, że obrywa. Szczególnie, gdy w żywe oczy zapieracie się tego, co każdy może o was przeczytać. Fajny z was może i duet, ale starajcie się zbawiać świat z kurtuazją, to może ktoś z wami zacznie rozsądnie rozmawiać.
Narka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...