Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

O tak, ten wiersz bardzo płynnie się czyta. Mam tylko wątpliwość co do ostatniego wersu drugiej strofy. Ja zamiast "i" dałabym "by":

Osobą pierwszą, najmądrzejszą jest Bóg.
Od niego chłonę mądrość absolutną
- życie wieść pomaga praktycznie bez trwóg
by nie chodzić przed Nim z miną smutną…

Pozdrawiam

Janina

Opublikowano

Wdzięczny Ci jestem Joanno Janino, za... to, że mnie traktujesz tak, jak czytam... - kolejny raz.
Znów dzięki temu co wyraziłaś przeanalizowałem wskazane miejsce i...
...użycie pierwszej osoby nie jest w tym przypadku podyktowane koncepcją. To zapis tego, jakie są rezultaty chłonięcia mądrości absolutnej, które wyliczam po myślniku, stąd użycie spójnika. W moim przypadku nie chodzenie z miną smutną nie wynika z tego, że wiodę życie praktycznie bez trwóg, lecz z tego, że chłonę mądrość Bożą, która m.in. skłania mnie do korzystania z ducha świętego, którego efektem działania jest m.in. radość. Poza tym jest i ze mną tak, jak zapisał Nehemiasz w 8 rozdziale i 10 wersecie... Pozdrawiam niezwyczajnie...

Opublikowano

"A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją." Piękny fragment z tej Wspaniałej Księgi. Przeczytałam ją całą, ale wciąż mnie zadziwia mądrość, która z niej wypływa, wciąż uczę się czegoś nowego, pomimo tego, że czytam już któryś raz te same słowa. Piękne to są słowa.

Pozdrawiam raz jeszcze

Janina

Opublikowano

Joanno Janino

Wtórując Twojemu zachwytowi nad Nehemiaszem i księgą którą spisała jego ręka, ośmielam się zamieścić trochę tego, co o nim wiem, mniemając, że odniesiesz z tego pożytek jaki i ja odnoszę - zapewniam, że to z mej strony przejaw miłości - ..."jak siebie samego".

Znamienne jest znaczenie imienia Nehemiasz = „Jah pociesza”.

Był jednym z tych, którzy prawdopodobnie przewodzili wygnańcom powracającym z Babilonu z Zerubbabelem (Ezd 2:1, 2; Neh 7:7).
Był to syn Azbuka (Chakaliasza) i książę połowy okręgu Bet-Cur. Ponieważ miasto Bet-Cur leżało w górzystym regionie Judy (Joz 15:21, 48, 58), mógł być Judejczykiem. W 455 r. p.n.e. brał udział w naprawie muru Jerozolimy (Neh 3:16). Z treści księgi noszącej jego imię wiesz, że był podczaszym perskiego króla Artakserksesa I (Długorękiego), a później namiestnikiem Żydów kierującym odbudową muru Jerozolimy (Neh 1:1, 2, 11; 2:1; 5:14, 16). Wiesz też, że w 20 roku panowania króla Artakserksesa, w miesiącu Kislew (listopad/grudzień), gdy przebywał na zamku w Suzie, przybyli do niego jego brat Chanani i inni mężowie z Judy. Wypytywani opisali mu złą sytuację Żydów oraz powiedzieli, że mur i bramy Jerozolimy wciąż są w ruinie. Przygnębiony tym Nehemiasz zaczął płakać (sic!). Przez szereg dni bardzo się smucił, cały czas poszcząc i się modląc. Wyznał grzech Izraela i na podstawie słów, jakie Bóg skierował do Mojżesza (Pwt 30:1-4), błagał Jehowę, żeby ‛wzbudził dla niego litość’ u króla Artakserksesa i żeby pobłogosławił mu zamiar odbudowy muru Jerozolimy (Neh 1).
Później, w miesiącu Nisan (marzec/kwiecień), modlitwy Nehemiasza zostały wysłuchane. Król zauważył, że jego twarz jest posępna, i zapytał o powód. Wtedy Nehemiasz opowiedział o złej sytuacji w Jerozolimie. Gdy król zapytał, co Nehemiasz chciałby uzyskać, ten natychmiast (sic!) pomodlił się do Boga, po czym poprosił o pozwolenie na podróż i odbudowę Jerozolimy. Artakserkses wyraził zgodę. Ponadto dał Nehemiaszowi listy upoważniające go do swobodnego przejścia przez tereny podlegające namiestnikom po zach. stronie Eufratu oraz przyznające mu drewno na budowę. Po tym Nehemiasz wyruszył do Jerozolimy z dowódcami wojskowymi i jeźdźcami (Neh 2:1-9). Po trzech dniach pobytu w Jerozolimie Nehemiasz, nie informując o tym nikogo z wyjątkiem kilku towarzyszących mu osób, udał się na nocną inspekcję miasta. (Neh 2:11-16). Po zakończeniu obchodu Nehemiasz wyjawił swój plan Żydom, podkreślając, że nad sprawą tą czuwa ręka Jehowy (sic!). Po wysłuchaniu go odrzekli zachęceni: „Wstańmy i budujmy”. Pomimo szyderstw Sanballata Choronity, Tobiasza Ammonity i Araba Geszema zaczęli naprawiać mur ok. czwartego dnia miesiąca Ab (lipiec/sierpień) (Neh 2:17-20; por. Neh 6:15). Widząc, że Żydzi kontynuują pracę przy odbudowie muru Jerozolimy, Sanballat i Tobiasz nieustannie drwili i naigrawali się z ich wysiłków. Nehemiasz uczynił to przedmiotem modlitw i lud „w dalszym ciągu miał serce do pracy”. Gdy mur osiągnął połowę wysokości, Sanballat, Tobiasz i przedstawiciele okolicznych ludów wzmogli sprzeciw i zaczęli knuć spisek, żeby walczyć przeciw Jerozolimie. Nehemiasz wielokrotnie otrzymywał o tym informacje od Żydów mieszkających w pobliżu miasta. I znów pokazał, że z modlitwą polega na Jehowie. Ze względu na niebezpieczną sytuację uzbroił robotników, a innym polecił stać na straży i obmyślił system ostrzegania. Sam nie zdejmował szat nawet w nocy, najwyraźniej pragnąc być gotowym do walki w razie wszczęcia alarmu przez strażników (Neh 4). Chociaż sytuacja była tak napięta, Nehemiasz nie był zbyt zajęty, by sumiennie rozpatrzyć skargi Żydów. Po wysłuchaniu tych, którzy cierpieli ucisk z powodu konieczności płacenia odsetek, zganił dostojników i pełnomocnych zwierzchników, zwołał wielkie zgromadzenie, napiętnował popełnione zło i udzielił wskazówek, jak naprawić wyrządzone krzywdy (Neh 5:1-13). Po tych wydarzeniach wrogowie dalej starali się powstrzymać prace. Czterokrotnie próbowali odciągnąć Nehemiasza od budowy, ale on odpowiadał im, że nie może przerwać tego wielkiego dzieła. Potem Sanballat wysłał list otwarty z fałszywymi zarzutami i zaproponował wspólną naradę. Nehemiasz odparł: „Takich rzeczy, o jakich ty mówisz, nie było, ale sam je wymyślasz w swoim sercu”. Próbując innej sztuczki, Tobiasz i Sanballat najęli pewnego Żyda, który miał przestraszyć Nehemiasza i skłonić go do ukrycia się w świątyni, co byłoby niestosowne. Nehemiasz nie dał się jednak zastraszyć i 25 dnia miesiąca Elul (sierpień/wrzesień) pomyślnie ukończono naprawę muru — zaledwie 52 dni po rozpoczęciu prac. Mimo to Tobiasz dalej wysyłał listy mające na celu zniechęcić Nehemiasza (Neh 6). Ukończywszy mur, Nehemiasz zajął się organizacją pracy sług świątynnych. Następnie ustanowił nad miastem dwóch mężczyzn; jednym z nich był jego brat Chanani. Wydał też wskazówki w sprawie otwierania i zamykania bram miejskich oraz ich pilnowania (Neh 7:1-3).
W tym czasie Jerozolima miała niewielu mieszkańców. Najwyraźniej z tego powodu Bóg podał Nehemiaszowi do serca, żeby zebrał dostojników, pełnomocnych zwierzchników oraz lud w celu wpisania ich do rodowodów. Na podstawie tych informacji można było potem przedsięwziąć kroki mające się przyczynić do zwiększenia liczby mieszkańców Jerozolimy. Najwyraźniej właśnie w trakcie zajmowania się tymi wpisami rodowodowymi Nehemiasz znalazł listę tych, którzy wrócili z niewoli babilońskiej z Zerubbabelem (Neh 7:4-7). Prawdopodobnie pod kierownictwem Nehemiasza zorganizowano zgromadzenie na placu w pobliżu Bramy Wodnej. Chociaż w objaśnianiu Prawa przewodził kapłan Ezdrasz, uczestniczył w tym także Nehemiasz (Neh 8:1-12). Następnie obchodzono ośmiodniowe Święto Szałasów. Dwa dni później Izraelici zebrali się ponownie. Tym razem dokonano ogólnego wyznania grzechów Izraela, po czym ujęto je na piśmie w formie umowy. Tę „wiarogodną umowę” potwierdzili pieczęcią książęta, lewici i kapłani. Pierwszy uczynił to „tirszata [namiestnik]” Nehemiasz (Neh 8:13 do 10:1). Cały lud zobowiązał się nie zawierać małżeństw z cudzoziemcami, przestrzegać dni sabatu i wspierać świątynię. Potem wybrano przez losowanie co dziesiątą osobę, by na stałe zamieszkała w Jerozolimie (Neh 10:28 do 11:1). Dopiero wtedy odbyła się uroczystość poświęcenia muru Jerozolimy. Z tej okazji Nehemiasz zorganizował dwa duże chóry dziękczynne i pochody, które szły po murze w przeciwnych kierunkach. Później wszyscy spotkali się w świątyni, by złożyć ofiary. Poza tym ustanowiono mężczyzn, którzy mieli sprawować nadzór na daninami dla kapłanów i lewitów (Neh 12:27-47).
Po upływie ok. 12 lat, w 32 roku panowania Artakserksesa, Nehemiasz wyjechał z Jerozolimy. Kiedy wrócił, sytuacja wśród Żydów wyglądała bardzo niedobrze. Na dziedzińcu świątyni arcykapłan Eliaszib urządził salę jadalną dla Tobiasza — tego samego, który wcześniej zaciekle przeciwstawiał się poczynaniom Nehemiasza. Nehemiasz natychmiast przystąpił do działania. Wyrzucił z sali jadalnej całe wyposażenie domu Tobiasza i nakazał ją oczyścić.
Poza tym Nehemiasz poczynił kroki, by Lewici otrzymywali należne im daniny, i dopilnował ścisłego przestrzegania sabatu. Skarcił również tych, którzy pojęli cudzoziemskie żony i których synowie nawet nie umieli mówić po żydowsku: „I wytykałem im winę, i im złorzeczyłem, i biłem niektórych mężów spośród nich, i targałem ich za włosy, i zaprzysięgałem ich na Boga: ‚Nie macie oddawać swoich córek ich synom i nie macie brać żadnej z ich córek dla swoich synów ani dla siebie’”. ‛Wytykanie winy’ przez Nehemiasza z pewnością polegało na upominaniu i ganieniu tych Żydów na podstawie prawa Bożego oraz ujawnianiu ich niewłaściwego postępowania. Po tym, jak Bóg życzliwie sprowadził swój lud z Babilonu i przywrócił czyste wielbienie w Jerozolimie, mężczyźni ci ściągali na cały naród Jego niełaskę. Nehemiasz ‛złorzeczył im’, tj. oznajmiał, jakie kary według prawa Bożego czekały takich grzeszników. ‛Bił’ ich zapewne nie osobiście, lecz skazując ich na przewidzianą prawem karę chłosty. ‛Targał ich za włosy’. Był to wyraz moralnego oburzenia i symbol poniżenia przed ludźmi (por. Ezd 9:3). Następnie Nehemiasz wypędził wnuka arcykapłana Eliasziba za to, że został zięciem Sanballata Choronity (Neh 13:1-28). Jak dla mnie, jego postawa i życie jakie z nią wiódł to wyjątkowy przykład... - wierności i bogobojności. Nie był samolubny, gdyż aby podjąć się odbudowy murów Jerozolimy, zrezygnował z wysokiego stanowiska podczaszego na dworze Artakserksesa. Działając na rzecz swego ludu i prawdziwego wielbienia, był gotów narażać się na niebezpieczeństwo ze strony licznych wrogów. Nie tylko kierował pracami przy naprawie muru Jerozolimy, ale osobiście brał w nich udział. Nie marnował czasu, był odważny, nieustraszony, całkowicie polegał na Jehowie i postępował roztropnie. Okazywał gorliwość dla prawdziwego wielbienia, znał prawo Boże i je stosował. Pragnął budować wiarę swych rodaków. Dowiódł, że żywi stosowną bojaźń przed Jehową Bogiem. Chociaż gorliwie wprowadzał w życie prawo Boże, nie zachowywał się władczo ani nie szukał samolubnych korzyści, lecz miał wzgląd na osoby ciemiężone. Nigdy nie domagał się chleba przysługującego namiestnikowi (sic!). Sam natomiast na własny koszt dostarczał żywności dla sporej grupy ludzi (Neh 5:14-19). Całkiem słusznie więc mógł się modlić słowami: „Racz o mnie pamiętać, Boże mój, ku dobremu” (Neh 13:31).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Sukces to jest moje drugie imię. Pisane z dumą zaraz przed pseudonimem. Jaki sukces? To że opublikowałeś kilka wierszy  w porannym wydaniu miejskiego szmatławca. To ma być sława autora? Zresztą kogo tak naprawdę? Po ki czort Ci ten pseudonim? Nie znam człowieka a tym bardziej autora. Dostałeś od redaktora  choć po pięćdziesiąt złotych za wiersz?     W głównej sali kafeterii,  unosił się piękny zapach czarnych ziaren,  liści herbaty, aromat maślanych ciastek  i perfum bogatych dam. Poeci zawsze okupowali najdalszy, najciemniejszy kąt. Wykluczeni poza obręb towarzystwa, dobrej zabawy i życia miasta. Ale nadal uporczywie  trzymali się powierzchni, jak zaschły, przypalony brud, nie dali się zmyć, zetrzeć, wymazać. Trwali, choć sami nie wiedzieli po co.     Urażony poeta, ściągnął przechodzącego obok ich stolika właściciela kafeterii. Obcesowo i niegrzecznie, przysunął go za łokieć ręki w której ten trzymał tacę z zamówioną przez kogoś kawą i cukierniczką. Drogi Jonaszu  czy Wy mnie znacie i poznajecie? Stary Żyd oburzył się mocno na takie zachowanie gościa ale odrzekł. Oczywiście, że znam.  Stary Jona zna wszystkich i wszystkich wita  z radością w swych skromnych progach. Pan jest klient mój złoty i zawsze wypłacalny. A czym się prawie wiesz? Pan jest inteligient jak i reszta tu przy stoliku. Poezyje mażesz do kajetu  i sprzedajesz do gazet. A pseudonim mój znacie i poezyje czytacie? Ja prosty Żyd co tojrę studiuję i boskie prawo  a nie poetów salony. Dla mnie poezją miłą  jest solidny utarg i interes  a nie krągłości niewieście. Gdzież Żyd do sztuki innej niż pieniądz, przepraszam panów wołają mnie. Uciekł wręcz między krzesłami  do stolika zajętego przez  parę jakiś młodych kochanków.     Trzeba mieć pseudonim. To podpis i alter ego artysty. Zresztą w cieniu jest nasze miejsce. My wolimy dym świec niż syk lamp gazowych. Widzisz sam zresztą  po pseudonimie nikt mnie  nie rozpozna na ulicy. Ani ja król ani żebrak. Szybciej szczur kanałowy.     Znów zalegasz z czynszem. Hrabini Cię wywali na pysk zbity, jeśli długu nie spłacisz do końca tygodnia. I nie pomogą słowa sprośne i lubieżne co się w ciało zamieniają  w jej sypialnianych piernatach. Wszystko się pójdzie chędożyć, jeno nie Ty więcej. Wszystkie plany i marzenia wrócą pod most. To nie Ameryka i sen o dolinie, gdzie dolary padają jak deszcz  rzęsiście z nieba. I można się w nich kąpać i tonąć. Tu Cię galicyjski upiór  trzyma w pręgierzu nędzy i chłosta po gołej rzyci batem  a Ty tylko kwiczysz jak zarzynane prosię.     A w radiu mówili, że w Hameryce głód,  nędza i bezrobocie większe niż u nas. Giełda się posypała. Nie mają na suchy chleb i omastę teraz. Zatem niech jedzą ciastka  jak my biedota inteligencka. Jona! Talerz maślanych dla nas jeszcze. Zostawię napiwek podwójny.     Po kawie i ciastkach  przyszedł czas na wieczorne piwo  a potem całonocną przepalankę. Bo dla nich jutra miało nie być. A sukcesem było to  by dojść jakoś do łóżka  i zasnąć pijackim snem. Bo kto widział by poeci, spali jak psy w zaułkach kamienic. Skuleni na ławkach w parku, lub nieprzytomni i zarzygani  na schodach klatek. Ale kto by się przejmował  skoro jutra dla nich nie ma.            
    • zerkamy w gwiazdy potem logujemy się w mętnej ciszy las ma kolor nocy taki nijaki ostatnia przyczajona butelka czeka na polanie   na Facebooku bez zmian obserwujemy przez lornetkę sarny i siebie
    • Węgry  Piszą, że wreszcie odblokują unijne pieniądze  Co się z nimi stanie  U nas zniknęły.  Mamy największe długi od 1945 roku.  Nawet unia to wytknęła. Teraz lada dzień pożyczka 160 miliardów.  W Rumunii już ją...rozbierają  Pozdrawiam.    Życzę Węgrów i Polsce wszystkiego dobrego.  Pozdrawiam 
    • ~~ Marcinek i Zbysio jakąś norę lisią chcą zająć .. Węgrzy - choć bratanki z Polską - nawalanki dość mają .. Znajdą inne kraje, które będą rajem - dlań bronią .. Tą nadzieją żyją; że pod Polską ryjąc - ich schronią .. ~~
    • Nowe okulary   Napiszę wiersz i co Lepiej nie będzie Nieostro Szaro i buro Ekran ugina się od wspomnień Wszystko się kołysze Litery skaczą, wywijają fikołki Ruch im szkodzi Połamane nogi suszą się na lampie Brzuszki ocierają o klawiaturę Szyja tkwi bezradnie w powietrzu Nie ma nikogo Kto dałby klapsa Całej tej zbieraninie Słów Spojrzeń i rozpacz W liczbie mnogiej skrzecząc odchodzę bez okularów sobie  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...