Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kręgosłup nie chce chodzić na spacery
nie ma ochoty wykręcać mnie do tyłu
cierpi na bolesną bezsenność czasami
kiedy pomyśli że znowu przyszło zasypiać
tylko z moim ciałem w łóżku

podczas snu garb rośnie
chce dojrzewać
żyjąc w obawie że kiedyś się zaokrągli
do bezwstydu
a wtedy
nic nie będzie wzruszające
zostanie dotyk
namacalny wzrokiem

zabraknie siły choćby
wystawić palec środkowy
to postawić się pod ścianą płaczu
całkiem poważnie

coraz mocniej boli
poczucie żebrania o skrawek własnej ziemi
z własną kobietą
wytrzeć o pościel
skażenie od zewnątrz przyniesione

z czystym sumieniem
zapomnieć o rozgrzeszeniu

Opublikowano

Dla mnie to wiersz o samotnym starzeniu się, przybywaniu życia jak garbu. Chciałoby się mieć w tym życiu kogoś bliskiego oraz coś własnego, jakieś swoje miejsce na tej nieprzyjaznej ziemi. Samotność coraz bardziej boli i zaczyna przygniatać jak garb.
Kręgosłup - to tutaj rdzeń psychiki, wnętrze człowieka, jego Ja - dlatego "myśli".
Tak rozumiem wiersz i bardzo mi się on podoba, bo wyraża doskonale moje własne bóle, niespełnione najważniejsze potrzeby i rosnące poczucie beznadziei...

Opublikowano

dla mnie jest to wiersz o duchowej samotności człowieka, niekoniecznie starego. wyobcowanie nie pozwala wyjść "z siebie" a pragnienie kogoś bliskiego wciąż silne, wciąż domaga się tego, co takie ludzkie

coraz mocniej boli
poczucie żebrania o skrawek własnej ziemi
z własną kobietą
wytrzeć o pościel
skażenie od zewnątrz przyniesione


no i zakończenie - puenta w pigułce! super!

Tomku, piszesz takie głębokie (psychologiczne) wiersze. można je interpretować na wiele sposobów, ponieważ zawierają bogactwo ludzkich emocji.
:)
pozdrawiam ciepło -
Krysia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Radosław   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) @Natuskaa   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @andrew   zgadzam się z Poe:)
    • @Poet Ka 🪻
    • @Alicja_Wysocka @violetta@Toyer @Leszek Piotr Laskowski@wiedźma dziękuję serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • noc połyka nas z  samochodem blacha pod palcami ma chłód cudzego ciała które zaraz weźmiemy na własność gardło maszyny rolety w dół świat zdycha zostaje gęsty biały szum wibruje w plombach woda bije w szyby tysiąc wściekłych cieni rozmazuje miasto w czarne smugi neony ciekną w poprzek oczu jesteś za blisko para z ust miesza się w jeden gęsty oddech tu nic nie jest czyste szczotki idą po karoserii ciężkie mokre włosy żelastwa ocierają się rytmem który już w ciebie wszedł drżenie idzie przez fotele w kręgosłup osadza się w biodrach twoja dłoń nie pyta o zgodę waży i bierze zna każdy skurcz zanim się zdarzy powietrze gęstnieje od pary i ciał wilgoć wpełza pod ubranie skóra poci się głodem lepka wchodzisz we mnie jak bieg w drapieżną skrzynię metal o metal żywa twardość rozrywa chłód światło miga krótkie ostre błyski rozcinające ciemność pod powieką patrzysz na mnie to spojrzenie nie ma wyjścia drzwi bez klamki woda wali mocniej kabina drży coś wielkiego napiera z zewnątrz a my coraz ciszej coraz bliżej twoje ciepło rozsadza zimne szyby ogień bez tlenu palce ryją ślady których nie widać ale mięśnie je pamiętają napięcie gęstnieje w podbrzuszu krew pulsuje grubo uwięziona pod skórą zaraz eksplodujemy twoje palce we mnie to ślepy wyrok śliski uścisk w którem nie ma oddechu bierz mnie aż pęknie dno twoje ciało pod moimi dłońmi napięte jak struna świata śliskie od pary zaraz rozerwiesz mnie od środka zapadamy się w siebie jak gwiazda czarna gęsta grawitacja rozgniata nas na amen tu nie ma Jego szczotki stają ciemność waży tonę i wtedy wszystko pęka naraz woda wdziera się światłem żebra pękają krew za głośna w skroniach ciało gubi krawędzie mieszamy się płynami oddechem izolacja zerwana ze świata maszyna łapie nasz rytm zaciska go nie oddaje nie ma już kabiny nie ma szyb jest tylko puls i to napięcie które nie zna końca czoło wbite w szkło zostawia tłusty ślad potu i oddechu rozmazany jak my bez powrotu sekunda nie chce zdechnąć ciągnie się rolety w górę świat wraca za nagle za ostro ale coś zostaje w płucach na skórze pod żebrami jak wilgoć która weszła głębiej niż oddech myjnia wypluwa nas na asfalt czystych błyszczących a w środku dalej wrze parujemy brudni od siebie          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...